Pierwsza okładka Mai Sablewskiej - "Viva!"

Najsłynniejsza polska menadżerka staje się gwiazdą! Zobaczcie jak prezentuje się na pierwszej okładce w życiu i co miała do powiedzenia udzielając wywiadu!

Maja Sablewska pozuje do swojej pierwszej okładki ubrana w typowym dla siebie stylu - modna skórzana kurtka, niebanalne szorty z motywem amerykańskiej flagi, które już wzbudziły zainteresowanie fashionistek, biała koszulka i jej ukochane bransoletki z koralików. Wygląda jak zawsze świetnie!

Co miała do powiedzenia przeprowadzającym wywiad? Otóż znalazło się miejsce dla wszystkich kontrowersji, przeczytajcie:

- Do tej pory dbałaś o gwiazdy, teraz sama jesteś na świeczniku. Jak się czuje menedżerka, o której plotkuje pół Polski?
Maja Sablewska:
Gdybym miała skupiać się na tym, jakie bzdury wypisują o mnie, musiałabym wykupić karnet w psychiatryku.

- Piszą: najbardziej marne jury...
Maja Sablewska:
To komplement. Gdyby tak naprawdę było, nikt by o tym nie napisał słowa. Program budzi skrajne emocje - i o to chodzi.

- A propos emocji - jakaś blada jesteś w tym jury. Mówią, że się nie przebijasz.
Maja Sablewska:
Nie mam zamiaru być małpą w cyrku. Nie będę też obrażać uczestników, jak niektóre moje koleżanki z innych programów. Moja rola w jury jest inna. Po raz pierwszy w Polsce wśród jurorów pojawia się menedżer. Do tej pory było tak, że aktorka pojawia się w talent show, żeby zdobyć rolę. Dziennikarz, żeby dostać swój program. Artysta, żeby promować płytę. A ja jako menedżer muszę zadbać o uczestników. Żeby nie zginęli po programie. Zależy mi na tym, aby grać na ludzi, nie na siebie.

- Dlatego skupiasz się głównie na stylizacji?
Maja Sablewska:
Ale się doczepiłeś. Wiem, że złośliwi ludzie tak mówią. Dla mnie to ważne. Ja w tym, jak uczestnik się ubrał, wychodząc na scenę, widzę jego charakter i osobowość. Oryginalność. Koło mnie siedzi Czesław Mozil, który ma wykształcenie muzyczne. Z drugiej strony mam króla riposty Kubę Wojewódzkiego. Niech oni robią show. Ja mam być bardziej głosem ludu. Uświadamiam widzom, czym się różni show telewizyjny od życia poza ekranem. Dlatego muszę być odpowiedzialna za słowa, które mówię. Ludzie, którzy odpadli, piszą do mnie e-maile, dzwonią, pytają, czy chciałabym się nimi zająć. Widzą we mnie przede wszystkim profesjonalistkę i liczą się z moim zdaniem.

- Menedżerki, od której uciekły wszystkie artystki?
Maja Sablewska:
Aktualnie? Menedżerka podpisała kontrakt z dwójką nowych artystów, którym nie przeszkadza "X Factor", i zamierza podpisać kolejne.

- To jest częścią Twojego planu? Po to poszłaś do "X Factor"?
Maja Sablewska:
Poszłam, bo inwestuję w swoją przyszłość, a tym samym w przyszłość gwiazd, które będę prowadzić. Marzę o tym, żeby tworzyć nowe pokolenie artystów. Chciałabym zawalczyć o prawdziwą, dobrą muzykę pop.

- Zabolało, gdy Edyta Górniak zakończyła z Tobą współpracę?
Maja Sablewska:
Zabolało.

- Mówisz to z uśmiechem?
Maja Sablewska:
Bo to już przeszłość. Poza tym ciężko jest komuś, kto nigdy się nie poddaje - a za taką osobę się uważam - mówić o słabościach.

- Macie kontakt? Nie pytam o współpracę. Pytam o człowieka.
Maja Sablewska:
Cieszę się, że Edi realizuje nasze wspólne pomysły i że się nie poddaje, kibicuję jej. Nie mamy takiego kontaktu, jaki chciałabym mieć.

- Może w Tobie jest coś, co powoduje, że związki z artystkami są destrukcyjne? Masz kupę planów, a dziewczyny odchodzą.
Maja Sablewska:
Wiesz dlaczego? To zabrzmi paradoksalnie, ale jest za dobrze, za blisko. Za przyjacielsko.

- Ciepłe uczucia niszczą?
Maja Sablewska:
Myślałam, że bliskie relacje budują. Tymczasem okazuje się, że w praktyce ważniejszy jest zdrowy dystans.

Po więcej zapraszamy do kiosków i na stronę czasopisma "Viva!" (TUTAJ).

Maja Sablewska na okładce Vivy!, nr 7, 31 marca 2011, menadżerka

Film na weekend gratis!

Więcej o: