Stylowy Kwestionariusz Luli: Małgorzata Socha

Dziś Stylowy Kwestionariusz Luli wypełnia Małgorzata Socha. Jedna z najlepiej ubranych Polek zdradza nam, gdzie szuka inspiracji, co w modzie uwielbia i czego szczególnie nie lubi. Zapraszamy!

 

Stylowy Kwestionariusz Luli: Małgorzata Socha

 

Styl to dla mnie:

Styl to bardzo indywidualna sprawa. Mówi się, że nie powinniśmy zwracać uwagi na "opakowanie", a jednak to, co mamy na sobie, w jakimś sensie od razu pokazuje jacy jesteśmy. Styl oddaje naszą naturę, jest rodzajem zwierciadła. Nie uważam jednak, że jest czymś stałym. Często mówimy, że ktoś "odnalazł styl", albo go "stracił". To wszystko świadczy o tym, że wciąż poszukujemy, zmieniamy się, ulegamy różnym modom. To fascynujące!

W torebce noszę:

Puder. Bez względu na to, gdzie bym nie szła i co by się nie działo, to po prostu muszę mieć puder. Zwykle w mojej torebce jest też czarny tusz do rzęs.

W szafie mam zawsze:

Jak się ostatnio okazało, męski garnitur. Jest ze mną od lat - kupiłam go dawno, dawno temu w Zarze. Jakiś czas temu wpadłam w panikę, bo potrzebowałam marynarki i byłam pewna, że nie mam absolutnie żadnej. Wtedy przypomniał mi się ten nieśmiertelny garnitur. I owszem, wisiał w najciemniejszym zakamarku mojej szafy. Nie stracił nic ze swojej klasy i, o dziwo, idealnie pasował (śmiech). Co więcej, jest teraz bardzo modny. Jak widać, warto inwestować w klasykę.

Poza tym w mojej szafie zawsze znajdą się jasne bawełniane T-shirty i fajne, dobrze skrojone dżinsy. W takim zestawie każda kobieta wygląda świetnie.

Ulubiony projektant:

Bardzo cenię sobie polskich projektantów, przede wszystkim dlatego, że są tak bardzo różni. Uwielbiam Gosię Baczyńską i Łukasza Jemioła, a więc dwie całkowite skrajności. Mam też wielką słabość do minimalistycznej elegancji i klasyki, jaką reprezentuje La Mania Joanny Przetakiewicz. Z zagranicznych marek lubię zwłaszcza Celine i Jil Sander. Myślę, że najbliższe są mi właśnie takie proste, ponadczasowe fasony.

Ikona stylu:

Raczej nie mam ikony stylu. Podobają mi się różne rzeczy u różnych osób. Pewnie dlatego, że lubię łączyć, mieszać, podejmować pewne ryzyko (nie tylko w modzie). Myślę, że na każdym etapie życia inspirują mnie inni ludzie. Co ciekawe, nie mam też swojego guru aktorstwa. Chyba nie umiem być ślepo zapatrzona w jedną osobę. Wolę obserwować i zachwycać się tym, co w danym momencie mnie poruszy, wyda mi się ważne, wartościowe.

Mój „must have” tego sezonu:

Nie jestem typem fashion victim, więc w moim słowniku w ogóle nie ma pojęcia "must have" (śmiech). Z drugiej strony mimochodem ulegam trendom - w końcu przenikają one do wszystkich kolekcji, lansują je też polscy projektanci, nasiąkają nimi również popularne sieciówki. Czy chcemy, czy nie, nosimy więc to, co aktualnie jest trendy. Od sezonowych hitów wolę jednak rzeczy, które nigdy nie wychodzą z mody, jak np. biały T-shirt.

Inspirujące miejsce:

Na pewno Nowy Jork. To miejsce, gdzie ścierają się kulturowe wpływy z całego świata. Zawsze wracam z tego wyjątkowego miasta pełna inspiracji.

W modzie najbardziej nie lubię:

Kiczu. Dlatego raczej odrzucam styl lat 80'.

Nigdy nie założyłabym:

Nigdy nie mów nigdy. Wszystko zależy od nastroju i okazji, a także od pomysłu na stylizację.

Antywzór stylu:

Madonna z czasów "Like a Virgin". Koronkowe rękawiczki, tiulowe spódnice, sztuczna biżuteria, wisiory w kształcie krzyży, tandetny make-up - to nie moja bajka. Styl rockowy lubię bardzo, ale nie znoszę przesady.

 

Więcej zdjęć Małgorzaty Sochy w naszej GALERII

 

Wysłuchała Natalia Hołownia

Więcej o: