Kontrowersyjna sesja modowa z wojną w Wietnamie w tle. Czy polski portal posunął się za daleko? [KOMENTARZ]

Co dalej - moda na cmentarzu, w więzieniu, a może w obozie koncentracyjnym? - pytają w komentarzach czytelnicy portalu VuMag.pl. Sprawdzamy, co ich tak oburzyło, oraz czy ostre reakcje są zasadne. O opinie pytamy ekspertów.

Hippisi, protesty, dżinsy dzwony i... wojna

Lata 70-te całkowicie opanowały dzisiejszą modę. Promują je wszyscy i wszędzie, począwszy od popularnych polskich i zagranicznych sieciówek, po największe domy mody na świecie. Nie ma się co dziwić, że ten retro trend trochę się już opatrzył, w związku z tym magazyny oraz portale modowe robią, co w ich mocy, by jakoś zwrócić uwagę i przyciągnąć do tego tematu swoich czytelników. Niestety, w próbie pozyskania uwagi i podwyższenia słupków sprzedaży czasem przekracza się granicę dobrego smaku.

Zanim przejdziemy do meritum, zastanówmy się przez chwilę, z czym kojarzą nam się lata 70. Oczywiście z pochodami dzieci kwiatów, niosących pacyfistyczne transparenty z napisami Make Love Not War. Z Yoko Ono i Johnem Lennonem. Z burzą blond loków Farrah Fawcett. Z piękną Ali McGraw i przystojnym Ryanem O'Nealem ze wzruszającej Love Story . Z genialnym wizerunkiem tytułowej Annie Hall (granej przez Diane Keaton) w komedii Woody'ego Allena. Z okularami typu "muchy" i dżinsami dzwonami. Wszystkie wymienione postaci i motywy idealnie nadają się do promocji tej barwnej epoki.

Zastanawiamy się więc, dlaczego redakcja portalu VuMag.pl zdecydowała się pokazać modę z lat 70., wykorzystując obrazy niczym z wojny w Wietnamie, Laosie i Kambodży . Chodziło o oryginalność w zalewie takich samych publikacji o modzie hippisowskiej? A może raczej o wywołanie kontrowersji?

Trendy prosto z Wietnamu

Na zdjęciach, jakie dla VuMaga wykonał słynny korespondent wojenny Marcin Suder , oglądamy kreacje i dodatki takich marek, jak H&M, Massimo Dutti, Isabel Marant, Oysho czy Zara. Pozuje w nich modelka Marta P. z agencji Rebel Models. Wciela się w fotoreporterkę, sporządzającą kronikę niesprecyzowanego konfliktu wojennego. Jednak ilość soczystej zieleni, a także pozujący ramię w ramię z modelką Azjaci, oraz wyraźne oznaczenia "US ARMY", sugerują, że chodzi o wojnę wietnamską (1962-1975), która pochłonęła ok. 2 milionów ofiar (również wśród ludności cywilnej).

Dziś, gdy media co chwila donoszą o kolejnych zabitych w coraz częstszych zamachach terrorystycznych, promowanie działań militarnych jako idei romantycznej i - uwaga - modnej, wydaje się co najmniej niestosowne. Tym bardziej teraz, gdy 1 sierpnia obchodziliśmy rocznicę Powstania Warszawskiego, 6 sierpnia uczciliśmy pamięć zabitych podczas zrzucenia bomby atomowej na Hiroshimę, a 9 na Nagasaki. Publikowanie w tych okolicznościach sesji z piękną, modnie wystylizowaną modelką, pozującą w okopach razem z modelami z bronią w ręku, wydaje się chybione.

Praca fotoreportera tak nie wygląda!

Jako jedna z pierwszych swoje oburzenie wywołane sesją w VuMagu wyraziła Tatiana Jachyra , zawodowa fotoreporterka, pracująca też przy sesjach zdjęciowych. Pełen niezadowolenia post zamieściła na swoim Facebooku. Tak skomentowała sprawę dla nas:

We wstępie do wspomnianej sesji pada zdanie: "Jedno zdjęcie jest warte tysiąca słów". Jednak w tym wypadku słów raczej brak . Opakowanie edytorialu w papierek, wykorzystujący jeden z najbardziej krwawych epizodów z historii współczesnej, uważam za brak szacunku i dla historii, i dla zawodu fotoreportera. - Połączenie mody i wojny to moim zdaniem pomysł bardzo nietrafiony. Sesja a la "wojna w Wietnamie" w sposób karykaturalny przestawia mój zawód. Ta praca tak nie wygląda! To nie zabawa i lansowanie się w podartych szortach, sweterku, spódnicy mini i drogiej biżuterii. W terenie nie mamy czasu na nakładanie makijażu czy układanie włosów. Mój znajomy trafnie określił te zdjęcia, mówiąc: "Jakie czyste buzie! Jaki real... Nie ma co, pewnie dopiero wyszli z Huey Hog i uszli 100 jardów. Słabe... - nic dodać, nic ująć.

Świat mody kocha skandale

A jednak świat mody nieraz szokował stylizowanymi sesjami. Jak przypomina redaktor mody Lula.pl, Natalia Kędra :

Co jakiś czas w magazynach modowych ukazuje się edytorial, który porusza bolesne tematy i wzbudza kontrowersje. Nawet Annie Leibovitz nie udało się uniknąć krytyki po publikacji sesji modowej o walce z tragicznym w skutkach huraganem Sandy. Pokazano w niej bohaterskich przedstawicieli służb ratowniczych, ale w towarzystwie luksusowo odzianych supermodelek, m.in. Karlie Kloss i Kasi Struss. Z kolei "Vogue Italia" dość osobliwie skomentował amerykańską inwazję w Iraku - w 2007 r. ukazała się sesja "Make Love Not War" z półnagimi modelkami w objęciach żołnierzy.

Make Love Not War, Vogue ItaliaMake Love Not War, Vogue Italia Vogue Italia Fot. Steven Meisel dla Vogue Italia

Gdy zdjęcia spotykają się z chłodnym przyjęciem, wydawcy najczęściej zasłaniają się prawem do komentowania bieżących wydarzeń. Tutaj jednak nie ma żadnego komentarza politycznego, zabrania głosu w ważnej sprawie. Wojnę w Wietnamie przypomniano tylko jako efektowny wizualnie motyw z modnych lat 70. Zdjęcia są bardzo piękne, ale pokazują jakąś przeestetyzowaną, romantyczną wizję konfliktu zbrojnego, który nadal jest żywym i bolesnym wspomnieniem na obu kontynentach. Wątpliwości budzi też zaangażowanie azjatyckiej statystki, kulącej się w okopach w tradycyjnym kapeluszu-rożku z Delty Mekongu. Może łatwiej jest zbagatelizować bolesny temat, jeśli dotyczy dwóch odległych krajów? - pyta dziennikarka.

Mimo odwagi najwybitniejszych współczesnych fotografów-artystów, jak dotąd nie mieliśmy jednak okazji oglądać sesji stylizowanej na walki w Wietnamie, Laosie czy Kambodży. A przecież nic prostszego! Wystarczy obejrzeć dramat Pola Śmierci (1984), czy Czas Apokalipsy (1979). Realistycznych kadrów do odtworzenia będzie aż nadto! Ale jakoś nikt nie garnie się do tematu. Skąd więc kontrowersyjny edytorial w VuMagu ?

Tak się dzieje wtedy, gdy ludzie związani z modą chcą jej, a przy okazji sobie, nadać intelektualnej głębi. Efektem jest bełkot, w tym przypadku dodatkowo niesmaczny - wyjaśnia Michał Zaczyński, dziennikarz i bloger, autor michalzaczynski.com . - Zrobienie z wojny modowego pikniku, bez względu na walory techniczne zdjęć, budzi sprzeciw i nie ma się temu co dziwić. Takie sesje nie służą bowiem niczemu poza - przy niezamierzonym, zapewne, obnażeniu po raz kolejny pustki mody - chęcią wywołania kontrowersji, bo w sesjach modowych przecież wszystko już było - gwałty, lolitki w negliżu, przemoc. W przypadku wojny jednak mamy do czynienia z tandetnym kontrastem: zło, najniższe instynkty i destrukcja przeciwstawione pięknu i splendorowi.
Owszem, ten temat można ciekawie zrealizować. Kilka lat temu, gdy pracowałem w Newsweeku, pokazaliśmy zdjęcia zrobione przez fotoreportera wojennego Benjamina Lowy'ego na tygodniach mody . Tymczasem dosłowność sesji Vumaga, ustawienie modelki w militarnych dekoracjach bez swoistego nawiasu, pewnej konwencji artystycznej, pokazuje, że pomysłodawcy sesji nie mają nic do przekazania, poza tym, że skojarzyli lata 70. z wojną w Wietnamie - dodaje Zaczyński.

Strzał w stopę

Co ważne, sesja na pewno spotęguje i tak narastającą falę niechęci wobec redaktorów mody oraz całej branży fashion w naszym kraju. Tatiana Jachyra już ironizuje: Jakie następne pomysły na sesje? Moda pośród dzieci pracujących w fabrykach w Bangladeszu? Z misji w Iraku? A może prezentacja nowych trendów wśród terrorystów Państwa Islamskiego?

W podobnym duchu są też komentarze, zamieszczone przez czytelników portalu pod wspomnianą sesją: Trzeba być kompletnie pozbawionym wrażliwości, żeby wpaść na taki pomysł na sesję (Klara), Czekamy na modę w paski, rekwizyty i obiekty dostępne w całej Polsce. Dla marki - powodzenia! (MisMis), Może jeszcze stylówka powstańcza? (heloł moto), Następna sesja w więzieniu czy na cmentarzu? (Magda).

To nie pierwszy raz, kiedy pomysł z polskiego magazynu poświęconego głównie modzie (w tym wypadku magazynu interetowego) wywołuje takie emocje. Podobnie było też w wypadku specyficznego materiału, jaki ukazał się w polskiej edycji miesięcznika Glamour w lutym 2014 roku. Tekst i towarzyszące mu zdjęcia dotyczyły mody na Majdanie.

Olenka MartynyukOlenka Martynyuk Glamour Fot. Glamour/kolaż plotek.pl

Czytaliśmy o niej wtedy, gdy sytuacja w Kijowie dramatycznie się zaostrzała, przynosząc coraz więcej ofiar śmiertelnych. Zdanie: "Termiczna bielizna, którą kupiłam, okazała się wprost idealna na Majdan" obiegło wszystkie portale i stało się przyczynkiem do powszechnego wyszydzania publikacji. Redakcja wystosowała później odpowiednie oświadczenie, a cała sprawa w końcu ucichła. Czy podobny wpis na swoich łamach wystosuje redakcja VuMaga ? Na razie nie udało nam się skontaktować z redaktor naczelną portalu.

Natalia Hołownia

Całą sesję magazynu VuMag znajdziecie TUTAJ >>

Więcej o: