Rybny pedicure - czyli nowa konkurencja kosmetyczek

W momencie kiedy wydaje nam się, że coraz częściej zastępują nas roboty - pojawia się nowość, w której jesteśmy zastępowani przez Matkę Naturę, a dokładniej przez ryby!

Rybny manicure jest już bardzo popularny w USA, w Tajlandii powstały nawet rybne Spa, w których małe pracowite rybki zajmują się relaksującym masażem naszych stóp.

Ale co ryby mogą mieć wspólnego z zabiegiem pedicure? Okazuje się, że bardzo wiele. Zastępują one kosmetyczkę, która za pomocą tarki, frezarki oraz omegi usuwa zgrubiały, martwy naskórek na stopach. Stworzenia morskie po prostu go zjadają , a efekty są podobno zdumiewające.

Klienci mają zwykle do dyspozycje basem lub małą wanienkę. Jest w niej zwykle około 100 mniejszych i większych rybek, które po włożeniu przez nas stóp do basenu - wygryzają cały martwy naskórek. Mniejsze rybki doskonale radzą sobie z ciężko dostępnymi miejscami przy paznokciach i w przestrzeniach między palcami, natomiast te większe działają przy piętach. Brzmi zabawnie i trochę niewiarygodnie, ale zabieg staje się coraz bardziej znany i ceniony.

Efekty są tym lepsze, że ślina ryb ma specjalne enzymy, która dodatkowo zmiękczają naskórek.

Bez obaw - ryby nie gryzą, odczuwalne jest jedynie delikatne szczypanie i łaskotanie. Jest to też zupełnie bezpieczne i nie wiąże się z żadnym ryzykiem, ponieważ bezzębne kręgowce nie są w stanie uszkodzić zdrowego naskórka.

Kosmetyczki nie pozostaną oczywiście bezrobotne, bowiem takimi czynnościami jak piłowanie i malowanie paznokci - ryby zająć się już mogą.

 

Rybny pedicureRybny pedicure fot. Eastnews

Zobacz też:

Sypki, w kamieniu, czy transparentny? Który puder wybrać?

Jak podoba wam się pomysł z rybnym manicurem?
Więcej o: