Ten kawałek silikonu wyprzedał się już 8 razy. Cena przystępna, a czy faktycznie zrewolucjonizuje makijaż? Testujemy

Różowa gąbeczka już od lat jest jednym z ulubionych akcesoriów do nakładania makijażu na całym świecie. Według niektórych ten dziwny przedmiot może go zastąpić

Wygląda trochę jak implant, trochę jak japoński deser, ale jego zastosowanie jest zupełnie inne. To najnowszy aplikator do podkładu marki Molly Cosmetics. Ta przezroczysta łezka z silikonu zachwyciła miłośniczki makijażu, które już osiem razy wykupiły zapasy firmy.

SiliSponge wyglądem przypomina wiele znanych nam rzeczy, ale producenci twierdzą, że ich produkt zrewolucjonizuje sposób, w jaki nakładamy makijaż. Główną zasługą aplikatora ma być to, że w odróżnieniu od tradycyjnych gąbek nie wchłania produktu. Dzięki temu mamy wykorzystywać nawet o połowę mniej kosmetyków niż do tej pory.

Oczywiście "gąbka" ma nadawać się nie tylko do nakładania podkładu. Według Molly silikonowy aplikator ma poradzić sobie także z korektorem czy produktami do konturowania. Klucz? Najlepiej, jeżeli będą to kosmetyki w kremie czy płynie. SiliSponge nie poradzi sobie z pudrami tak, jak zwykła gąbka.

Jeżeli chcecie zamówić ten wynalazek, musicie niestety poczekać. Ponieważ SiliSponge wyprzedały się po raz ósmy i w tym momencie trwa kolejna przedsprzedaż aplikatorów. Cena nie jest zawrotna, wynosi 9 dolarów, więc nie odbiega specjalnie od innych produktów tego typu.

AKTUALIZACJA:

Udało nam się zamówić SiliSponge, zanim została wyprzedana druga dostawa. Po mniej więcej miesiącu oczekiwania paczka w końcu do nas dotarła i mogłyśmy na własnej skórze sprawdzić, jak działa. Aby test był wiarygodny, spróbowałyśmy nałożyć na twarz trzy różne podkłady, korektor, sztyft do konturowania oraz puder. Niestety, okazało się, że SiliSponge niespecjalnie sobie z nimi radzi. Dawało się nim rozetrzeć kosmetyki, ale trwało to kilka razy dłużej, niż gdy używamy tradycyjnej gąbki czy pędzla. Silikonowy aplikator nie należy ani do najbardziej skutecznych, ani do najwygodniejszych.

Największym plusem jest fakt, że bardzo łatwo się go czyści. Rzeczywiście wystarczy umyć go mydłem i spryskać płynem odkażającym. Silikon jest idealnie gładki, więc nic w niego nie wchodzi, wszystko zostaje na powierzchni. Nasze wrażenia od razu po wyciągnięciu SiliSponge z opakowania i pierwsze podejście do używania zobaczycie na naszym filmie:

Co sądzicie o takich gadżetach? Lubicie eksperymentować z akcesoriami do makijażu czy wolicie tradycyjne metody?

ZOBACZ TAKŻE:

Nie wiesz czym nałożyć podkład? Ta dziewczyna twierdzi, że najlepszym sposobem jest... skarpetka