Amerykańska okładka "Glamour" wzbudziła zachwyt. Jej polska wersja - niesmak i złość

Ten sam magazyn, dwie różne okładki. Polskie wydanie magazynu "Glamour" wywołało sporo zamieszania i negatywnych komentarzy. Poszło o Lenę Dunham, bohaterkę serialu "Girls", a dokładnie jej sylwetkę...

Okładka magazynu "Glamour" z bohaterkami "Dziewczyn", która ukazała się w lutym tego roku, była jedną z najszerzej komentowanych pierwszych stron ostatnich miesięcy. Sam numer został bardzo pozytywnie przyjęty i doceniony w wielu środowiskach, nie tylko feministycznych. Dlaczego?

W rozmowie z WWD naczelna "Glamour" - Cindi Leive stwierdziła, że jesienią tylko 37 proc. fotografów, 32 proc. fryzjerek oraz niecałe 50 proc. makijażystek pracujących dla pisma było kobietami. Wydawnictwo stwierdziło, że jeśli chcą pisać o równości płci, muszą dawać przykład własnym działaniem. Stąd powstał pomysł na numer w całości stworzony przez kobiety, dla kobiet i o kobietach.

Z tej okazji na okładce pojawiły się aktorki występujące w "Dziewczynach", a zdjęcie nie zostało poddane retuszowi innemu niż konieczne wyrównanie koloru czy kontrastu. Nie wygładzono skóry, nie usunięto cellulitu. Sama Lena Dunham podziękowała wydawcom za możliwość pokazania się taką, jaka jest w rzeczywistości, i możliwość szerzenia akceptacji własnego ciała, tak potrzebnej w dobie instagramowych piękności.

Numer był postawiony w 100 procentach na kobiety i był swego rodzaju pochwałą kobiecości, różnorodności i siły. Niestety, nie w polskim wydaniu. Kiedy porównamy obie okładki, różnice, jakie między nimi widać, są zarazem szokujące i smutne. Patrząc na polską wersję pisma, ciężko uwierzyć, że to ten sam magazyn. Tutaj zobaczysz obie okładki w wysokiej rozdzielczości.

Na pierwszy rzut oka widzimy przede wszystkim wygładzone nogi Leny Dunham i "brak kolan" Zosi Mamet. "Ty też jesteś jedną z nich" brzmi dość ironicznie, biorąc pod uwagę ingerencję grafika i jej brak w amerykańskim wydaniu. W kontekście wymowy oryginalnego numeru obróbka graficzna boli, szczególnie po komentarzach Dunham, ale nie to jest najbardziej oburzające. Co szokuje najbardziej, to tematyka i ton, w jakim wydawcy zwracają się do czytelniczek. Na okładce nie zobaczymy praktycznie nic, co wskazywałoby na pierwotne intencje Cindi Leive. Zamiast celebrowania kobiecości dostałyśmy porady makijażowe i sposoby na oryginalne spodnie.

Z czego to wynika? Czy rzeczywiście nie jesteśmy gotowe na oglądanie na okładce dziewczyn, które wyglądają tak jak my? Tęsknimy do chwili, w której wydawcy przestaną nas traktować jako tylko fanki makijażu i mody. Oczywiście, "Glamour" jest pismem o takiej właśnie tematyce, ale w przypadku numeru o takiej wymowie zmiany wprowadzone przez polskie wydawnictwo są nie na miejscu i nie wywołują pozytywnych emocji.

Magazyn odniósł się do całej sprawy. Jednak komentatorzy na Facebooku nie przyjęli przeprosin redakcji przychylnie.

 

ZOBACZ TAKŻE:

Lena Dunham z "Dziewczyn" znów pokazuje, że akceptuje swoje ciało w 100%. Wystąpiła w kampanii bez retuszu

Niewydepilowane pachy i wałeczki tłuszczu. Kolejna kampania bielizny bez retuszu

Czy twoim zdaniem różnice między okładkami są istotne?