Dziewczyna była uzależniona od makijażu. Wyleczył ją z tego dopiero pobyt w szpitalu

Kiedyś Amy nie wyobrażała sobie wyjścia z domu bez makijażu. Nie było to jednak lekkie zatuszowanie niedoskonałości i podkreślenie atutów. Cały "rytuał" zajmował jej minimum godzinę.

Amy Robb nakładała mocno kryjący podkład, cienie oraz bronzer. Kilka razy tuszowała rzęsy, później przyklejała sztuczne. Makijaż dziewczyny był tak mocny, że wyglądał jak wizaż sceniczny. Do tego, codziennie opalała się w solarium przez minimum 30 minut.

Bez przerwy umalowana

W czasach licealnych oraz podczas studiów Amy dorabiała, pracując w piekarni. W lokalu musiała być już o szóstej rano, więc wstawała o... czwartej. Makijaż zajmował jej bowiem minimum godzinę.

Drugim powodem, dla którego dziewczyna wstawała tak wcześnie, był jej chłopak. Choć Robb spotykała się z nim już od pięciu lat, on nigdy nie widział jej bez makijażu. Amy zawsze czekała aż partner pierwszy pójdzie spać, a jeśli siedział wieczorem wyjątkowo długo, kładła się spać umalowana. Wtedy jednak miała kłopoty z zaśnięciem: „Często nie mogłam spać, bo bałam się, że makijaż się zetrze i on zobaczy mnie bez niego”.

Mechanizm obronny

Amy wspomina, że mocny makijaż był jej mechanizmem obronnym, sposobem na radzenie sobie z zaniżonym poczuciem własnej wartości:

Pamiętam, jak spędzałam godziny, płacząc nad swoim wyglądem. Dosłownie czułam się jak najpaskudniejsza osoba na świecie. [...] Moje poczucie własnej wartości było całkowicie uzależnione od wyglądu zewnętrznego. Bez makijażu byłam nikim.

Dwie próby

Oprócz obsesji nakładania makijażu oraz opalania się dziewczyna musiała zmierzyć się jeszcze z anoreksją. Wkrótce kompleksy dotyczące tego, jak wygląda, wpędziły ją w depresję. Do tego, na twarzy Amy zaczęły pojawiać się wypryski. Próbowała leczyć je mocnymi preparatami, jednak nie pomagały one, ponieważ dziewczyna wciąż nie dbała o skórę. Nie przestała malować jej kryjącymi podkładami i często kładła się spać w makijażu.

W końcu Amy uznała, że życie straciło dla niej sens. Wciąż czuła się brzydka, męczyło ją to, ile czasu musi poświęcać na makijaż oraz solarium. Postanowiła popełnić samobójstwo. Pierwsza nieudana próba miała miejsce w czerwcu, druga w listopadzie. Amy była w szpitalu do grudnia. Spędziła w nim osiem tygodni.

Szpital

To szpital pomógł dziewczynie odzwyczaić się od makijażu: „Tak długo byłam bez makijażu w szpitalu, że coś we mnie się zmieniło”. Amy zrozumiała, że pragnie być po prostu sobą. W końcu skończyła z solarium i wyrzuciła większość kosmetyków Ciągle się maluje, ale o wiele delikatniej i nie chowa się za sztuczną maską. Ciężkie podkłady zastąpiła jednym, dopasowanym do naturalnego odcienia jej skóry. Czasem, gdy gdzieś wychodzi, nakłada też odrobinę tuszu do rzęs.

"Cieszę się, że żyję"

Amy zaczęła też prowadzić konto na Instagramie, gdzie pisze o akceptacji własnego ciała, o swoim uzależnieniu od makijażu oraz o walce z depresją. Jej podejście do życia i własnego ciała uległo zupełnej zmianie:

Kiedy patrzę na moje platynowe włosy i pomarańczową twarz, myślę, że wyglądałam okropnie. [...] Jestem wdzięczna za to, że żyję. Zmarnowałam wiele czasu, więc teraz chcę czerpać z życia jak najwięcej.

To też może cię zainteresować:

Inglot startuje z nową linią kosmetyków pielęgnacyjnych. Co znajdziemy w serii Inglot LAB?

Nieskazitelna cera bez podkładu? Youtuberka pokazuje, swój sposób na naturalny makijaż

Wystarczy jeden ruch i ta "broda" zmieni się w oryginalny warkocz. Zobacz, jak to zrobić