H&M pali tony nowych ubrań w piecach. "To dla dobra naszych klientów"

H&M w ciągu ostatnich pięciu lat spalił w miejskich systemach grzewczych kilkadziesiąt ton nowych ubrań, biżuterii i butów. Do takich informacji dotarli szwedzcy i duńscy dziennikarze, którzy nagłośnili sprawę.

Od 2013 roku sieć mogła się w ten sposób pozbyć nawet 60 ton odzieży - tylko w ubiegłym "poszło z dymem" 19 ton ubrań i dodatków. Większość towaru przeznaczonego do spalenia trafiała do elektrociepłowni w szwedzkim mieście Vasteras, a część również do Danii.

Tak twierdzą dziennikarze szwedzkiej stacji STV i duńskiej TV2, którzy przyznają, że podobne praktyki odbywają się także w innych krajach. Na ich prośbę przedstawiciele odzieżowego giganta wyjaśnili, dlaczego palą tony nieużywanych ubrań w piecach.

"To dla dobra klientów"

Marka tłumaczy to dobrem klientów i podkreśla, że do spalenia jest przekazywana wyłącznie uszkodzona odzież czy dodatki - na przykład takie, które zamokły i spleśniały w trakcie transportu albo te, które zawierają zbyt dużą ilość niebezpiecznych chemikaliów.

Serwis Euronews podaje, że jeden z dziennikarzy prowadzących śledztwo miał okazję zajrzeć do transportu ubrań przeznaczonych do spalenia. Dwie przypadkowo wyciągnięte przez niego pary spodni nie nosiły żadnych śladów uszkodzeń.

Ujawnienie tych rewelacji odbiło się szerokim echem w Szwecji. Ludzie są oburzeni, że tyle ubrań zostało zmarnowanych, choć mogły trafić do potrzebujących. Martwi ich też kwestia zanieczyszczenia środowiska spowodowanego spalaniem sztucznych materiałów i fakt, że marka obiecała całkowitą rezygnację ze stosowania szkodliwych środków chemicznych przy produkcji do 2020 roku.

Reakcja władz

Ta ostatnia kwestia zainteresowała już szwedzką minister środowiska, Karolinę Skog. Polityk wyraziła zaniepokojenie praktykami H&M-u podkreślając, że skoro ich ubrania nadal są pełne chemikaliów, to już na etapie produkcji występują błędy, które "powinny zostać wyjaśnione".

My również poprosiliśmy o stanowisko sieciówki w tej sprawie. Oto ich komentarz:

To do nas należy upewnienie się, że wszystko, co sprzedajemy w naszych sklepach, jest bezpieczne. [...] Dlatego, jakakolwiek część garderoby, która została uznana za potencjalnie szkodliwą dla zdrowia naszych klientów, musi zostać zniszczona - nie można jej sprzedawać, przekazać organizacjom charytatywnym czy oddać do recyklingu. To nasz prawny obowiązek.
Wysyłanie odzieży do zniszczenia zdarza się nam bardzo rzadko, a dzięki prewencji i współpracy z naszymi dostawcami liczba takich przypadków wciąż maleje z każdym rokiem. [...]
Nigdy nie niszczymy ubrań, które można bezpiecznie użytkować. Postrzegamy je jako coś zbyt cennego. [...] Dlatego wszystkie ubrania zebrane w naszych sklepach są wysyłane wprost do miejsc, gdzie mogą zostać użyte ponownie albo poddane recyklingowi. Od 2013 roku zebraliśmy w ten sposób 55 ton odzieży.

Źródła: Euronews.com, Stopru.org, Nyheder.tv2.dk, H&M.

Zobacz też:

Maciej Zień w Biedronce! Warto iść do dyskontu po torebki i galanterię?

Szał na żółte "adidasy". Polacy tak bardzo chcą je mieć, że płacą po 500 zł za samą możliwość kupna