W pogoni za idealną mamą

Media, reklamy i otoczenie bezustannie sugerują młodym mamom, że istnieje ideał, do którego koniecznie powinny dążyć. Inna możliwość nie istnieje. Jeśli nie jesteś idealna, to znaczy, że jesteś Złą Matką.
Czy twoje dziecko będzie miało gorszy start, jeśli przy przewijaniu nie będziesz mu śpiewać? Czy dobra mama podałaby dziecku zimną kaszkę? Czy, jeśli przeoczysz pierwszy krok swojego dziecka, będzie ono mieć traumę? Te pytania mogą wydawać się niedorzeczne. Ale tak naprawdę wiele młodych matek zadaje je sobie karmiąc, przebierając i kołysząc dzieci do snu. Muszą samym sobie i innym cały czas udowadniać, że są idealne. Można dojść do wniosku, że mamy nie umieją już cieszyć się sobą. A przecież to, jaką jesteś mamą, determinowane jest przez twoją osobowość. I to właśnie ona jest twoim matczynym atutem.

Jestem mamą!

Kiedy znajdziesz się na imprezie integracyjnej, szkoleniu czy choćby na spotkaniu kółka miłośników Grety Garbo, szybko dowiesz się, która kobieta jest matką. Dlaczego? Bo sama ci to powie, przedstawiając się. W sytuacjach, w których wcale nie jest to oczywiste - bo dziecka nie ma w pobliżu - ani konieczne - bo niczemu konkretnemu nie służy - otoczenie i tak prędko zostanie poinformowane. Oczywiście, że każdy ma prawo szczycić się swoimi sukcesami. Ale czy aby na pewno włączanie informacji "Jestem mamą" w zestaw "Jestem z miejscowości takiej i takiej, pracuję tu i tu, moim hobby jest jazda na rolkach" jest tylko chęcią dzielenia się z innymi swoją radością?

"Matka" to w naszej kulturze bardzo silna identyfikacja. Młode matki czują się w obowiązku wyznać swoją tożsamość już na początku, bo są przyzwyczajone, że wraz z tą informacją uzyskują specyficzną rolę. Znają ją od niedawna, ale jest tak silna, że zagłusza wszystkie inne: rolę młodej kobiety, pracownicy, czy wielbicielki szwedzkiego kina. Jest to zarazem pułapka i wyzwolenie: bo już nie trzeba zastanawiać się: "Kim jestem?". Jest się mamą, i to najważniejsze.

Na początku przychodzi zaskoczenie: "Jak to, jestem mamą - i to już wszystko?" Ludzie w tramwajach z szacunkiem ustępują mi miejsca, albo ze zniecierpliwieniem fukają - ale zawsze odnoszą się do faktu, że pcham wózek. Przyjaciółki przestały dzwonić w sprawie swoich najnowszych podbojów, ewentualnie nieśmiało pytają, jak tam maleństwo i czy go czasem swoim telefonem nie obudziły. W pracy zaczynam coraz częściej rozmawiać z innymi matkami i nagle okazuje się, że moja dotychczasowa paczka młodych bezdzietnych ludzi urządziła imprezę, o niczym mnie nie powiadamiając.

Ta sytuacja to błędne koło - bo tryb życia i potrzeby świeżo upieczonych matek rzeczywiście się zmieniają - to oczywiste. Ale to nie znaczy, że każda kobieta, która urodzi dziecko, staje się tylko - wyłącznie - przede wszystkim - mamą.

A tak niestety często zachowuje się otoczenie. "Nie powinnaś pływać w nocy w jeziorze, to niebezpieczne. Tak, wszyscy tam idziemy, jest wśród nas osoba z kartą ratowniczą, ale ty przecież jesteś mamą!" "Jesteś mamą? Zupełnie nie wyglądasz, jesteś taka radosna i ciągle się śmiejesz". "No, jak na mamę jesteś zdecydowanie niepoważna". Brzmi znajomo? Takie słowa padają bardzo często z ust osób, które dopiero co poznały młodą matkę, choć w zupełnie niemacierzyńskim kontekście. Skąd to się bierze? Bo wszyscy - zarówno same mamy, jak ich bliscy czy znajomi - posiadamy wyobrażenie mamy idealnej. Gdy słyszymy: "Jestem mamą", w naszej głowie pojawia się: "odpowiedzialna", "ciepła", "rozsądna", "opanowana" i jesteśmy gotowi przypisywać te cechy każdej nowo poznanej matce nawet wtedy, gdy dla nas pełni rolę, która z macierzyństwem nie ma nic wspólnego - sąsiadki, menadżerki czy imprezowiczki.

Czy jestem złą matką?

Za stereotypowymi cechami przypisywanymi kobietom, które są matkami, idą również wyobrażenia tego, co "powinny". Przede wszystkim, dobra mama powinna mieć zawsze dobry nastrój. Poza tym, powinna znać się na wychowaniu dzieci - "poleganie na intuicji" to przykrywka dla niekompetencji. Bardzo ważne jest również, żeby swoją szeroką wiedzę na tematy dziecięce umiała wykorzystać dla wspomagania rozwoju dziecka. Nie wystarczy zaspokajać potrzeby dziecka - trzeba stale je stymulować i myśleć o jego przyszłości.

Owszem, powyższe rady - jeśli podejść do nich jak do porad, nie nakazów - są jak najbardziej słuszne. Przecież lepiej mieć mamę wesołą niż ponurą. Ale problem tkwi właśnie w tym, że tego rodzaju porady traktowane są zazwyczaj dość bezwzględnie. Albo jesteś dobrą mamą i stosujesz się do nich, albo jesteś Złą Matką. Wystarczy spytać jakąkolwiek młodą mamę: czy była taka noc w jej życiu, gdy obudził ją nie przez płacz dziecka, tylko przerażająca myśl, że jest złą matką? Myślę, że większość odpowie: Tak.

Opacznie rozumiany ideał matki wprowadza też niepotrzebny element rywalizacji w już i tak stresujące życie młodych mam. Zamiast wspólnie cieszyć się słońcem na placu zabaw, często prześcigają się w opowieściach o swoim poświęceniu i zaangażowaniu. I znowu: oczywiście, że wymiana doświadczeń czy wiedzy ma ogromną wartość. Ale czym innym jest dzielenie się z innymi tym, co się odkryło, a czym innym przeżywanie poczucia winy za każdym razem, gdy się dostrzeże, że nie odkryło się tego, co inni.

- Poczucie winy z powodu odstawania od wyśrubowanych standardów rodzicielstwa towarzyszy matkom przynajmniej od początku ubiegłego wieku - mówi Paweł Tomanek, socjolog kultury z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Upowszechniło się wtedy nowe, unaukowione poradnictwo dla rodziców, które całkowicie zmieniło popularną wizję dzieciństwa i wychowania. Nagle okazało się, że wszystkie dzieci są wrażliwe i podatne na traumy, a każde niedociągnięcie rodziców może zwichnąć je na resztę życia. Matki - a później także ojcowie - stanęły więc przed olbrzymią odpowiedzialnością, której często nie były w stanie unieść. Oprócz strachu przed błędnymi decyzjami wychowawczymi zaczęły bać się, czy "dostatecznie" kochają swoje dzieci, czy poświęcają im wystarczająco dużo czasu, czy nie są nazbyt wycofane. Sprawa jeszcze się pogorszyła, kiedy kobiety w ostatniej ćwierci XX w. masowo wyruszyły do pracy. Od tej pory coraz trudniej spotkać matkę, która nie byłaby rozdarta pomiędzy dom i karierę, i nie cierpiała z powodu "zaniedbywania" jednego albo drugiego.

Uświęcone poświęcenie

Na blogach o dzieciach można znaleźć szczegółowe wyliczanki: 3:42, 4:06, 4:28, 5:15 - godziny dziecięcych nocnych pobudek. Odnosi się wrażenie, że młode mamy w duchu szczycą się nieprzespanymi nocami. Poświęcenie jest w cenie - jeśli zrezygnujesz z wyjazdu zagranicznego, bo twoje dziecko ma katar, nikt nie spyta: "Czy na pewno to przemyślałaś?". Wszyscy ze zrozumieniem pokiwają głowami: "Dobra matka". Ale w takiej pochwale zazwyczaj zawiera się poczucie, że jest to zachowanie o tyle chwalebne, co oczywiste. A więc owszem, doceniamy nie do końca konieczne poświęcenie matki, ale spróbowałaby się nie poświęcić!

Renata Hryciuk i Elżbieta Korolczuk na autorskich zajęciach na IBL PAN "Pożegnanie z Matką Polką?" zauważają, że poświęcenie matki wynika z polskiej martyrologii. Któż z nas nie słyszał utyskiwań własnej matki: "Ja tak dla was haruję, a spotyka mnie tylko niewdzięczność". Komentarz "A, to taka Matka Polka" brzmi jak obelga. A jednocześnie gdzieś w nas tkwi poczucie, że tak właśnie powinno być: że mama powinna się poświęcać, bo jeśli się nie poświęca, to co to za mama? "Matka Polka" to figura zarazem znienawidzona i taka, do której wszyscy się odnoszą.

Utrzymywanie - oczywiście w miarę możliwości - granicy między zaangażowaniem a poświęceniem pomaga w utrzymaniu zdrowia psychicznego. Zasada, żeby nie robić nic na siłę, powinna w miarę możliwości stosować się także do macierzyństwa i wychowywania dzieci. Jeśli nie masz ochoty akurat bawić się w straż pożarną, to zaciskanie zębów, żeby po raz tysięczny powtórzyć "iju, iju" spowoduje tylko twoją frustrację. Czy dziecko bawiące się ze sfrustrowaną matką na pewno ma wszystko, czego potrzebuje? Czy nie lepiej razem pogapić się w okno, albo po prostu opowiedzieć dziecku, jak bardzo stresujący dzień miałaś w pracy? Bo przecież właśnie to zrobiłabyś, gdyby partner zapraszał cię do gry w ping - ponga. Dziecko to człowiek. Może, aby nie zrobić mu krzywdy będąc jego mamą - wystarczy o tym pamiętać?

Idealizacja obrazu matki sprawia, że ojciec ma już niewiele do powiedzenia. "Dobry tata" to w naszym myśleniu pewnego rodzaju bonus - dziecko powinno się cieszyć, jeśli taki mu się przydarzył. "Dobra mama" to obowiązek - dobra mama należy się dziecku. Dlatego tak wielkim wykroczeniem jest bycie Złą Matką: samo podejrzenie, że mogłoby się nią być, powoduje kolosalne poczucie winy i ostracyzm ze strony części otoczenia. Nic dziwnego, że socjologowie odnotowują w naszym społeczeństwie "strajk reprodukcyjny" - coraz mniej młodych kobiet decyduje się na dziecko. Dlaczego? Bo boją się, że nie będą idealne.