Życie pod dyktando partnera - jak to zmienić?

Jesteśmy niezależne, samodzielne i hołdujemy własnym potrzebom? Generalnie tak. Wciąż jednak sporo kobiet żyje pod dyktando mężczyzny. Ich motto przewodnie brzmi: "miłość to poświęcenie i zaufanie partnerowi", a pytanie najczęściej przemykające przez głowę: "co on zrobi/powie gdy ?". Gdy nie będę czekać z ciepłym obiadem, gdy wyjadę na weekend z przyjaciółką, gdy wezwę fachowca do remontu łazienki, którego nie mogę doczekać się od lat. Z pewnością go zawiodę, poczuje się samotny, rozżalony, zagniewany, może zrobi awanturę. W konsekwencji nie robię nic, żaby przypadkiem nie wywołać wilka z lasu.
Mowa o kobietach, które wychodzą z założenia, że powinny dać facetowi tyle swobody, ile ten tylko potrzebuje, przy okazji zaniedbując własne potrzeby i zatracając tożsamość.

Oto przykład nieumiejętności stawiania granic w związku i podporządkowania się całkowicie partnerowi w swoich decyzjach, sposobie życia, planie dnia.

Misiaczek straci apetyt

Joannie zawsze marzył się prawdziwie partnerski związek. Taki, w którym istotne decyzje są podejmowane wspólnie, a wszelkie różnice zdań na spokojnie omawiane. Na chciejstwie się skończyło. W jej sześcioletnim małżeństwie kierunek marszu wyznacza Jaśnie Małżonek. Ona potulnie podąża za jego śladami.

Kolejny urlop na mazurskich jeziorach, choć nie przepada za pływaniem, towarzysze podróży są hałaśliwi i grubiańscy, a komary żrą na potęgę? Proszę bardzo, skoro On tak bardzo chce.

Upragniony remont łazienki - oczywiście, nie ma sprawy, poczeka na swoją kolej. A że czeka już lat trzy, to zupełnie inna kwestia. Wszak zawsze się znajdą ważniejsze tematy jak wyjazd na ryby z Mietkiem, majsterkowanie w przydomowym warsztacie, porządki w rodzinnym archiwum.

Dawno nie widziana koleżanka ze szkolnej ławy zaprasza na kawę. - Tu na rogu, chociaż na godzinkę. Powspominamy stare czasy, pośmiejemy się - zachęca Anna. Joanna nerwowo zerka na zegarek. Niestety nie może, nijak nie da rady. Bo przecież On zaraz wróci z pracy, a zupa nieodgrzana. I jak on sobie poradzi biedaczek? Nie wspominając już o drugim daniu, bo tam to już wyższa szkoła jazdy. Piekarnik trzeba włączyć i surówkę doprawić. - Poradzi sobie. Mój sobie nie raz odgrzewa i jeszcze żyje - przekonuje koleżanka pół żartem pół serio. Na takie dictum Joanna odpala największe działo. No bo jak On, ten jej Misiaczek Najdroższy, będzie ten obiad zjadał w samotności? To przecież schabowemu cały smak odbierze, a Misiaczkowi apetyt. Na taki argument ciężko znaleźć kontrę, więc koleżanka odpuszcza, a Joanna grzecznie wraca do domu pełnić rolę piastunki ogniska domowego. A Misiaczek? Wrócił, obiad zjadł, zamruczał, że jest zmęczony i do wieczora nie wychylił nosa zza gazety. Ognisko domowe wprawdzie ledwie się tliło, ale już Joanna na pewno znajdzie sposób, co by mężowe humory jakoś obłaskawić.





Dlaczego kobiety wchodzą w takie poddańcze relacje? Co każe im rezygnować z własnej tożsamości, realizacji marzeń, samostanowienia?

Lęk przed porzuceniem

Myśl o tym, że partner mógłby odejść wywołuje w nich paniczny lęk. Jak to, ja samotna? Poszukująca na nowo miłości? To już lepiej zgodzę się na te jego wymagania, dąsy i przyzwyczajenia. Nawet jeśli uznaję je za dziwne i egoistyczne.

Nieumiejętność stawiania granic

Mowa tu tak naprawdę o asertywności rozumianej nie tylko jako stawianie granic, ale także uświadomienie sobie praw swoich i partnera oraz szanowanie potrzeb jego i własnych. Dodajmy, że dobre granice to te elastyczne, które potrafimy dopasować do danej sytuacji, samopoczucia i chęci.

Przekonanie: miłość oznacza poświęcenie

Ten punkt dedykujemy naszym babkom i matkom, bo to one w dużej mierze wtłaczały nam do głowy jak mantrę, że największą wartością w związku jest poświęcenie siebie i dbanie o potrzeby bliskich ludzi. Kobiety mają z tego niestety figę z makiem. Rezygnują z siebie dla świętego spokoju, w skrytości ducha licząc na rewanż i docenienie takiej postawy. O rewanżu i docenieniu czegokolwiek mogą sobie jedynie pomarzyć, więc w konsekwencji pozostaje dyskomfort i rozgoryczenie. No bo jak to? To ja dla niego nieba bym, a on dla mnie nawet nie ? A przecież powinien docenić, zrozumieć. 4. Stawianie granic to egoizm To odwrotność powyższego przekonania. Bo skoro miłość idealna oznacza składanie ofiary z siebie, to jakikolwiek ukłon w kierunku własnych potrzeb zdaje się być wymierzonym w partnera przejawem samolubstwa. Tymczasem mądra miłość to także stawianie granic i prawo do oczekiwania zaspokojenia własnych pragnień, potrzeby rozwoju. Przyjęcie postawy "Ty jesteś ważny i Ja jestem ważna" jest kluczem do szczęśliwego związku. Obie strony z szacunkiem respektują swoje prawa i potrzeby. Jest równowaga w dawaniu i braniu, a o to chodzi w związku partnerskim, w związku opartym na miłości.

5.Strach przed opinią lub reakcją partnera

Kobiety wyobrażają sobie co ich połówka zrobi, gdy wyjdą poza utarte schematy zachowań np.: on wróci z pracy i zamiast czekającej jak zawsze żony i ciepłego obiadu zastanie karteczkę samoprzylepną takiej oto treści: "Wyszłam na kawę z Magdą. Obiad jest w lodówce do odgrzania. Nie czekaj na mnie". W ich umyśle już kiełkują dantejskie sceny: Jego Wysokość rozżalony albo - co gorsza - wściekły. Zawiodła jego zaufanie i teraz spotka ją kara. Będzie się dąsał, będzie oschły i milczący, a może zrobi dziką awanturę i wykrzyczy, że u jego matki byłoby to nie do pomyślenia. Zazwyczaj są to obrazy mocno przerysowane i świadczą o sile dotychczasowych przyzwyczajeń, wzorców zachowań, które się w danym związku bardzo mocno zakorzeniły.

6. Odpowiedzialność - to nie dla mnie

Niechęć do przejmowania odpowiedzialności za własne działania/wybory powoduje, że kobiety chętnie przerzucają wszelką decyzyjność na partnera. Nie zacznę szukać pracy, bo kiedyś wspomniał, że u niego w rodzinie mężczyźni zarabiali, a kobiety zajmowały się domem i on też hołduje takiemu podziałowi. Nic to, że od tamtej rozmowy minęło osiem lat, a dzieci są już nastolatkami. Kobieta boi się zweryfikować poglądy męża, i swoje własne, bo w zastanej rzeczywistości czuje się bezpiecznie. Nie musi mierzyć się z realiami rynku, stawać w szranki z kontrkandydatami, ryzykować przegraną w kilku bataliach.

7. Lęk przed nieznanym Z odpowiedzialnością za wybory wiąże się nieuchronnie lęk przed zmianą. Owszem, żyję od lat w szklanej kuli i smakuję świat jakbym lizała lizaka przez papierek, ale to mój znany i bezpieczny grajdoł. Co czeka mnie poza nim? Nie wiadomo. Podjęcie decyzji "od dziś stawiam na siebie" wymaga męstwa i konsekwencji. Zmierzenia się z własnymi ograniczeniami oraz reakcją otoczenia: "Jak to? Przecież do tej pory było ci dobrze?". Kobiety często wybierają zatem stare, utarte nawyki. Ograniczające je i dyskomfortowe, ale za to dobrze znane i niewymagające wysiłku.



Dlaczego warto się przełamać i w jaki sposób "zrzucić partnera z piedestału"? Radzi Barbara Burduk, psychoterapeutka z ośrodka Better we Wrocławiu:

Każdy, nawet najdrobniejszy krok, na drodze do przekroczenia samoograniczeń zaowocuje nowymi, odżywczymi doświadczeniami. Pamiętajmy jednak, że stawianie granic i przejęcie odpowiedzialności za własne życie, jak każda inna zdolność, wymaga treningu. Jeśli przez wiele lat dawałaś się w związku tłamsić, narzucać sobie poglądy i wytyczać potrzeby, to trudno oczekiwać, że zmiana przyjdzie szybko i bez wysiłku. Już samo uświadomienie sobie własnych potrzeb będzie wymagało od nas sporo energii. A cóż dopiero nauczenie się działania zgodnie z nimi. Ale gra jest warta świeczki, bo czeka cię wspaniała nagroda. Koniec z poczuciem krzywdy i wykorzystania, koniec z przekonaniem o własnej bezradności i skazaniu na dryfowanie z prądem.

Warto zadać sobie pytanie: "Co bym zrobiła, gdybym się nie bała?" Co będzie, gdy opuszczę sferę komfortu, gdy przestanę być więźniem własnego strachu i własnych wyobrażeń? Najlepiej zwizualizować sobie własne życie z wszelkimi detalami. Jak się czuję i co robię, gdy odzyskuję dawne przyjaciółki, znajduję własne pasje lub pracę, zaczynam się udzielać w lokalnej społeczności etc.?

Najważniejsze to uświadomić sobie, że to czego się boimy, zazwyczaj nie jest tak straszne, jak nasze wyobrażenia na ten temat. Może się okazać, że mąż, który generalnie nie cierpi kotów, przyjmie do wiadomości fakt, że mały Micuś śpi na jego fotelu. A z czasem to nawet nie da go sobie zdjąć z kolan. A zapalony fan wspólnych obiadów i spędzania weekendu razem przed telewizorem, szybko przestanie się dąsać na twoje popołudnia w babskim gronie i sam zapisze się na tenis lub siłownię.

Naszą klatkę wyobrażeń mogą pomóc nam nieco rozszczelnić przyjaciele. Oni widzą obraz twojego związku z boku i często ma on niewiele wspólnego ze schematem, jaki tkwi w twojej głowie. Przykładowo, codzienne czekanie z ciepłym obiadem to dla nas przejaw dbałości i miłości, dla nich - strata czasu i rezygnacja z własnych zajęć. Oglądanie wspólnie każdego meczu może urosnąć w naszym mniemaniu do rangi rytuału i scalania małżeństwa, dla innych to z kolei przejaw zatracenia własnych potrzeb i zlewania się z partnerem. Przyjaciele mogą delikatnie zasugerować nam te różnice i nauczyć spojrzenia na wszystko z dystansu, z lekkim przymrużeniem oka.