Glam SAHM. Biedne bogaczki z nowojorskiej Upper East Side

Witajcie w Upper East Side, w świecie, w którym o prawdziwym bogactwie nie świadczy wcale prywatny samolot, szafa pełna ubrań od Chanel ani Patek Philippe na nadgarstku, tylko posiadanie pięciorga dzieci. Jeśli stać cię na prywatną edukację dla licznego potomstwa, to wiadomo, że masz pieniądze na wszystko.

W najzamożniejszej części Manhattanu gra pozorów to najlepsza strategia przetrwania. W świecie najbardziej uprzywilejowanych ludzi na Ziemi nic nie jest takie, jakim się zdaje. Idealnie wyglądające kobiety w ubraniach od najlepszych projektantów, jeżdżące po mieście wielkimi czarnymi cadillacami Escalade, żony bankierów i matki na pełen etat są tego najlepszym przykładem.

Zanim antropolożka z doktoratem z uniwersytetu Yale, Wednesday Martin, stała się jedną z pełnoetatowych mam z Upper East Side, była zwyczajną dziewczyną z Ann Arbor w stanie Michigan. Młodą kobietą, która w poszukiwaniu ekscytującego życia i możliwości, jakie daje metropolia, przeniosła się do Nowego Jorku. To miasto zmieniło w niej wszystko.

Owszem, zrobiła doktorat, ale na uczelni już nie pozostała, zainteresowanie modą z umiarkowanego zmieniło się u niej w graniczące z obsesją. Metamorfoza objęła także jej ciało - jak twierdzi, czysta ekscytacja, ale także presja wynikająca z mieszkania w Wielkim Jabłku podniosły poziom kortyzolu we krwi, zwiększyły jej metabolizm i zmieniły ją w cierpiącą na bezsenność chudzinę.

Zanim Martin osiadła na manhattańskiej wyspie luksusu, czyli Upper East Side, którą później opisała z antropologicznego punktu widzenia w książce "Primates of Park Avenue" (ang.: "Naczelne z Park Avenue"), mieszkała w wielu innych miejscach: na Long Island, w Soho, w West Village. I pewnie w ogóle nie zdałaby sobie sprawy z równoległej rzeczywistości, w której funkcjonują najbogatsi z najbogatszych, gdyby nie dzieci. Najpierw jednak została żoną wykładowcy z uniwersytetu Columbia oraz finansisty Joela Mosera i macochą dla jego córek, a w końcu matką dwóch synów.

o

Antropolożka i autorka książki "Primates of Park Avenue" Wednesday Martin (fot. materiały promocyjne).

Blisko parku. Central Parku

To właśnie pojawienie się dzieci miało wpływ na potrzebę osiedlenia w bardziej przyjaznym rodzinie miejscu, takim, w którym są dobre szkoły publiczne, krzesełka w restauracjach i kluby dla maluchów. Padło na "dzielnicę jedwabnych pończoch", czyli położone w sąsiedztwie Central Parku, rozciągające się na 250 akrach Upper East Side.

W wywiadzie dla "The Washington Post" Martin powiedziała, że po pięciu sekundach spędzonych w sercu tej dzielnicy zdała sobie sprawę, że oto znalazła się w egzotycznej, nieprzystającej do żadnej, w której wcześniej mieszkała, oazie. Po sześciu spędzonych w niej latach wiedziała już natomiast prawie wszystko o rządzących Upper East Side mechanizmach, rytuałach przejścia, dyskryminacji płciowej, ogromnej presji i codziennych obawach mieszkających tam kobiet.

Zamożna, czysta i idealnie zadbana Upper East Side i jej mieszkanka (fot. Jeffrey Zeldman/Flickr.com).

Zafascynowana odklejeniem od rzeczywistości pań z Upper East Side, napędzana pasją badań antropologicznych i zaintrygowana możliwością obserwacji terenowych, Martin postanowiła, że matki z Manhattanu staną się podmiotem jej książki. Żeby najlepiej zgłębić temat, autorka zdecydowała wtopić się w tłum. I tu zaczęły się pierwsze trudności.

Kobiety na Upper East Side o ósmej rano wyglądają tak, jakby miały właśnie zasiąść w pierwszym rzędzie najważniejszego pokazu nowojorskiego tygodnia mody. Mają idealnie ułożone włosy, promienną, nienaganną, chemicznie wspomaganą cerę, idealnie wykonany makijaż, perfekcyjnie pomalowane paznokcie, mieszczą swoje smukłe ciała w ubrania w rozmiarze XS z kolekcji, które do sklepu Bergdorf Goodman trafią dopiero za pół roku. Na pokaz mody się jednak nie wybierają, a celem nienagannego wyglądu jest poranne odstawienie dziecka do szkoły lub przedszkola.

 

p

 

Można nie chodzić na pokazy mody i nie zasiadać w pierwszym rzędzie, ale posiadanie ubrań i dodatków z najnowszych kolekcji to obowiązek. W garderobie muszą być także suknie balowe na charytatywne gale (fot. Everett Collection/East News).

Zdaniem Martin codzienna perfekcja w wyglądzie nie jest dla "Naczelnych z Park Avenue" wyborem, ale obowiązkiem. Na Upper East Side jest więcej kobiet niż mężczyzn. Mężczyźni zaś nie przestają badawczym wzrokiem skanować otoczenia w poszukiwaniu kobiety atrakcyjniejszej, młodszej, jędrniejszej i bardziej interesującej od interlokutorki, z którą przyszło im obcować. Robią to zresztą całkiem jawnie. Kobiety z drugiej strony muszą nieustannie zabiegać o uwagę mężczyzn - nawet, a może przede wszystkim, jeśli są już żonami.

Cała ambicja w dziecko

Nie tylko powłoka Glam SAHM (Stay At Home Mom - szykowne pełnoetatowe matki) jest perfekcyjna. Mamy z Upper East Side mają w szufladach swoich antycznych sekretarzyków dyplomy najlepszych amerykańskich uczelni i CV pełne imponujących doświadczeń zawodowych. Ich najwyższym celem i największą ambicją jest tymczasem zapewnienie dzieciom jak najlepszej przyszłości - na każdym możliwym polu.

A w Nowym Jorku nie jest to proste. Zacznijmy od tego, że dzieci należy urodzić w odpowiednim miesiącu - te, które przyszły na świat w październiku i listopadzie, będą w optymalnym wieku i fazie rozwojowej, żeby dobrze wypaść podczas spotkania rekrutacyjnego do przedszkola.

Przedszkolne rozmowy kwalifikacyjne to tak naprawdę egzamin dla matek. Kadra obserwuje zachowanie dzieci w ośmioosobowych grupach i wybiera maluchy, które najlepiej współpracują, potrafią tworzyć relacje, nie są zaborcze, egoistyczne i niemiłe. Przyjęte do przedszkola dzieci najlepiej odnajdują się w grupie i sprawią najmniej kłopotów, są ciekawe świata, "proste w obsłudze" i utalentowane.

Żeby dziecko zdało ten, nie oszukujmy się, dość trudny test, ich mamy wynajmują specjalnych nauczycieli, którym płacą kilkaset dolarów za godzinę, by przygotowali dzieci do zabawy z rówieśnikami. Trzymiesięczne maluchy są zapisywane na zajęcia muzyczne do Diller-Quaile School of Music. Dzieci ćwiczą także swoją otwartość podczas aranżowanych przez mamy odwiedzin u rówieśników. Starsze dzieci uczą się francuskiego i mandaryńskiego, gry w tenisa i golfa, jazdy konnej, gotowania i prawidłowej emisji głosu.

Po południu wspólny lunch w kobiecym gronie, wieczorem przyjęcie. Formalne spotkania towarzyskie wymagają dodatkowego wysiłku: wizyty u fryzjera, makijażystki i manikiurzystki. Z wyprzedzeniem trzeba także odwiedzić lekarza medycyny estetycznej i ukochany butik z eleganckimi kreacjami (fot. Everett Collection/East News).

W Upper East Side nic nie jest łatwe, proste ani przyjemne. Wejście w krąg odwiedzających się mam graniczy z cudem, a zaproszenie musi przecież poprzedzić każdą wizytę. Dla Martin dostanie się do kręgu "matek bywających" było jednym z pierwszych rytuałów przejścia.

Jako nowa osoba w sąsiedztwie, bez imponujących wpływów i zakwalifikowana jako nie dość zamożna, antropolożka znalazła się na samym dole towarzyskiej drabiny. Nie chciały z nią rozmawiać inne mamy, odwracając się na jej widok lub ściszając głosy. Skoro Martin nie udało się zdobyć aprobaty u innych matek, nie miała co liczyć na zainteresowanie ich królowej - matki Alfa, osoby rozdającej towarzyskie karty.

W przypadku Martin i jej rodziny zdarzył się cud - zupełnie przypadkiem zaczął z nią rozmawiać jeden z ojców, jak się okazało - niekwestionowany władca Upper East Side. I ten graniczny moment otworzył Martin i jej dzieciom drzwi apartamentów pod słynnymi manhattańskimi adresami: 540 Park; 927, 834, 1040 Fifth oraz znanych z nazw kamienic: San Remo, Dakoty, Beresforda, River House, a także rozmiękczył serca innych matek.

 

p

 

Ogromne czarne SUV-y to ukochane samochody mam z "dzielnicy jedwabnych pończoch" (fot. Nicolas Mirguet/Flickr.com).

Bogactwo i ekonomiczna zależność

Jak zaznacza Martin w wywiadach, w całych Stanach Zjednoczonych widoczna jest tendencja wybijania się kobiet - więcej kończy studia na prestiżowych uczelniach, coraz liczniejsza grupa może pochwalić się robieniem kariery na ogromną skalę, kobiety głośniej domagają się zrównania płac i zlikwidowania szklanego sufitu. Na tym tle Upper East Side wypada jako centrum społeczno-kulturowego regresu.

Zarządzające ogromnymi budżetami "gejsze z Manhattanu" de facto nie mają żadnej władzy, z kolei władza ich mężów jest absolutna. Tajemnicą poliszynela są coroczne premie, które mają partnerkom wypłacać małżonkowie. To nagroda za wyniki w nauce i sporcie dzieci, zakwalifikowanie potomstwa do odpowiednich placówek edukacyjnych, ale także wyraz uznania dla nienagannego wyglądu żon i ich pełnego poświęcenia udzielania się w fundacjach.

Upper East Side to ostoja segregacji płciowej. Podział ten zdaje się pozornie odpowiadać obydwu stronom. - Tak wolimy - mówią mężczyźni. - Tak jest wygodniej i naturalniej - zapewniają kobiety, które podczas przyjęć są często umieszczane w innych niż ich partnerzy pomieszczeniach. Kobiety twierdzą, że rozdzielanie płci i zawieszenie kariery to ich świadome wybory. Martin, powołując się na naukowców, nie pozostawia złudzeń - im bardziej zhierarchizowane i płciowo podzielone społeczeństwo, tym niższy w nim status kobiet.

Real Housewives of New YorkGospodynie domowe z Nowego Jorku, które zostały bohaterkami amerykańskiego reality show, podobnie jak anonimowe bohaterki książki Martin są perfekcjonistkami (fot. Everett Collection/East News)

Glam SAHM doskonale zdają sobie sprawę z niestabilności swojej pozycji i kruchości relacji, w których pozostają. Wednesday Martin twierdzi w "Primates of Park Avenue", że łykanie uspokajających i przeciwlękowych leków na receptę: xanaxu, valium, ambienu, często popijanych winem, ma zagłuszyć obawy żon. Co spędza im sen z powiek? Niepewność dotycząca wierności mężów, obawy, że zostaną przez nich porzucone, oraz wszelkie komplikacje w drodze do osiągnięcia celu. Zwłaszcza te, których nie da się zlikwidować pieniędzmi i wpływami.

My mamy samochody, wy macie torebki

Czy są rzeczy, których nie kupią pieniądze? Pod tym względem "stary" Nowy Jork jest bardzo kapryśny i wymagający. Można mieć bilion dolarów na koncie i nigdy nie zamieszkać pod wymarzonym adresem, bo rada mieszkańców nie zgodzi się na nieodpowiadającego jej mieszkańca. Wspólnoty nie chcą w swoich domach gwiazd ani osób znanych - z tego powodu w upatrzonych apartamentach nie zamieszkali Madonna i Richard Nixon. Czasami rady mieszkańców proszą o zaświadczenia o wolnych środkach kilkukrotnie przekraczających wartość mieszkania, innym razem dokładnie analizują życie uczuciowe aplikującego.

Nie można kupić miejsca w szkole, chociaż można zostać hojnym sponsorem szkoły i po cichu liczyć na przychylniejsze spojrzenie na kandydaturę dziecka. Przykładem perfidii i przebiegłości matek z Upper East Side niech będzie wybieg, który stosują, by uniknąć kolejek np. do Disneylandu. Do grupy dzieci dołączają odpowiednio opłaconą osobę niepełnosprawną i "na nią" wchodzą poza kolejnością.

Przedmiotem, który można kupić, ale na który trzeba czekać od dwóch do trzech lat, jest talizman z Upper East Side - tarcza i szpada każdej szanującej się matki na pełen etat, czyli torebka Birkin marki Hermes. Co roku do sprzedaży trafia jedynie 2,5 tysiąca ręcznie wykonanych egzemplarzy, a najtańszy model z cielęcej skóry kosztuje 8 tysięcy dolarów. Za najdroższy - ze skóry aligatora - zapłacimy ponad 150 tysięcy.

 

p

 

Torebka Birkin Hermesa - wersja 30 cm w skórze ze strusia. Obiekt westchnień i przedmiot pożądania, na który trzeba czekać nawet pięć lat (fot. Weng-Cheng Liu/Flickr.com/CC BY).

Pisarka Nora Ephron zwykła mawiać: - Ludzie w Los Angeles mają samochody, a ludzie na Manhattanie mają torebki. Birkin to nie zwykła torebka, ale symbol statusu. I to nie tylko kobiety, ale także mężczyzny, którego żona Birkin posiada. Nosząca ją kobieta wysyła jasny komunikat na temat swojego miejsca w hierarchii, zasobności portfela oraz wpływów w mieście, w którym wpływy, pieniądze i wysoka pozycja są wszystkim.

Ciemna strona

Przez sześć lat mieszkania w Upper East Side Martin udało się skruszyć fasadę niedostępności wielu perfekcyjnych matek. Jej zdaniem większość z nich jest głęboko nieszczęśliwa i chronicznie zestresowana, a lekiem na całe zło są środki przepisywane na receptę oraz alkohol. Bo na Upper East Side pije się dużo i często. Według danych przedstawianych przez nowojorski Departament Zdrowia i Higieny Psychicznej mieszkańcy Upper East Side są najzdrowsi ze wszystkich nowojorczyków. Ale także o 35 procent przewyższają resztę pod względem ilości spożywanego alkoholu. Pije się na imprezach dla dzieci jeszcze przed południem, na kobiecych weekendach w Las Vegas czy St Barths, do obiadu i do kolacji, przez cały tydzień - oprócz poniedziałków. Bo początek tygodnia to czas na oczyszczenie organizmu i tłoczone na zimno soki.

Patrons enjoy dinner at the Colony Club restaurant on Madison Avenue and 60th Street, on New York Citys Upper East Side, in March 1950. (AP Photo)

W marcu 1950 roku na Upper East Side było również elegancko. Słynna restauracja w klubie Colony Club przy Madison Avenue (fot. AP Photo / East News).

Pomocne są także zakupy i wydawanie małych fortun na ubrania. Kupno butów jest również okupione stresem i towarzyszy mu duch rywalizacji. Kto pierwszy pokaże się w kozakach z jesiennej kolekcji, tego inne matki będą już tylko kopiowały. Inną dziedziną, w której pełnoetatowe żony i matki mają pełną kontrolę nad swoim życiem, są zajęcia sportowe. Czas spędzany na dopracowywaniu mięśni brzucha i ud traktowany jest jak inwestycja, ale także kolejna droga ujścia niezaspokojonych ambicji zawodowych. Kto wytrzyma takie tempo? Są przykłady bankrutów, których los zmusił do opuszczenia zaklętego kręgu. Nad ofiarami nikt się jednak nie pochyla, podobnie jak nad rannym zwierzęciem na sawannie. Inni świadomie wypisują się z szalonej gonitwy. Przenoszą poza miasto i zaczynają życie od nowa, tym razem na własnych warunkach.

Wednesday Martin ostatecznie przeniosła się ze swoją symbolicznie liczną rodziną (czworo dzieci) do Upper West Side. Normalniejszej i mniej formalnej dzielnicy. Takiej, w której macierzyństwo nie jest tak intensywne, a dzieci mniej zaangażowane w tysiące aktywności. Zabrała ze sobą ciało wyćwiczone na najmodniejszych na Upper East Side zajęciach sportowych, dwie torebki Birkin i wiele wpływowych znajomości. Przyznaje, że czasem tęskni za perfekcją i niedościgłymi ideałami. Tak jak ofiara tęskni za swoim katem.

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!