Hormonalna antykoncepcja dla mężczyzn

Australijscy naukowcy stworzyli nową metodę antykoncepcji dla mężczyzn. Terapia hormonalna - zastrzyki i wszczepiany pod skórę implant - okazała się w pierwszych próbach skuteczna w 100 proc. Nie odnotowano żadnych efektów ubocznych
Taką informację podał niedawno "Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism"

Mężczyźni nie mają dziś wielkiego wyboru, jeżeli chodzi o antykoncepcję. Mogą stosować prezerwatywę lub - drastyczne - poprosić o podwiązanie lub przecięcie nasieniowodów. Choć ta pierwsza metoda jest niewątpliwie skuteczna, to wielu mężczyzn skarży się na osłabienie doznań seksualnych. Podwiązanie lub przecięcie nasieniowodów zwane fachowo wazektomią jest w wielu krajach (w tym w Polsce) zabronione, bo powoduje trwałą niepłodność. Od lat trwają więc próby stworzenia alternatywnych środków antykoncepcji dla mężczyzn. W przypadku kobiet wystarczy zablokować produkcję pojedynczej komórki jajowej raz na miesiąc. Tymczasem męskie jądra muszą na jedną tylko ejakulację wyprodukować aż 250 mln plemników. Zahamowanie tej gigantycznej "fabryki" okazało się o wiele trudniejsze.

W mięsień i pod skórę

Chris Hain s, policjant z Sydney, jest dziś dumnym ojcem małego Connora. Jednak zanim on i jego żona Nicole zdecydowali się na powiększenie rodziny, przez pewien czas próbowali stosować pigułki antykoncepcyjne. Pojawiły się jednak problemy. Otóż Nicole bardzo źle reagowała na hormony. Wtedy Chris - podobnie jak 55 innych mężczyzn - odpowiedział na wezwanie Anzac Research Institute z Sydney, który poszukiwał ochotników do pierwszych prób z nową metodą zapobiegania ciąży dla panów.

Uczestnikom eksperymentu raz na trzy miesiące wstrzykiwano dawkę progrestinu - syntetycznego odpowiednika żeńskiego hormonu płciowego progesteronu (środka tego używa się również w pigułkach antykoncepcyjnych dla pań). Progestin powoduje, że przysadka mózgowa wydziela mniejsze ilości FSH i LH - hormonów pobudzających m.in. produkcję plemników w jądrach.

LH spełnia jednak u mężczyzn jeszcze jedną ważną funkcję - pobudza znajdujące się w jądrach komórki Leydiga do wydzielania testosteronu, męskiego hormonu płciowego. Od jego poziomu zależy m.in. nasze libido. Dlatego wszystkim uczestnikom eksperymentu raz na cztery miesiące wszczepiano pod skórę implant zawierający uwalniany stopniowo testosteron. Dzięki temu żaden z nich nie skarżył się na kłopoty z popędem seksualnym, a niektórzy zgłaszali wręcz jego zwiększenie.

Najważniejszym pytaniem pozostawało to, czy nowa metoda okaże się skuteczna. Tutaj również australijscy naukowcy mogli ogłosić sukces. W ciągu roku żadna z par nie zaszła w niechcianą ciążę. Po zakończeniu eksperymentu wszyscy mężczyźni w ciągu kilku miesięcy odzyskali normalną płodność, a niektóre pary, w tym Chris i Nicole Hainsowie, szczęśliwie zaszły w ciążę.

Badania nad podobną metodą prowadzą również naukowcy z holenderskiej firmy Organon. Holendrzy odwrotnie niż Australijczycy podają progestin w formie implantu, a testosteron w postaci zastrzyków.

Zarówno jedni, jak i drudzy podkreślają jednak, że konieczne jest przeprowadzenie dalszych badań nad skutecznością nowych metod u większej liczby mężczyzn i nad wpływem na ich zdrowie długoletniego stosowania hormonów.

Bo miłość jest ślepa

A może, zamiast hamować produkcję plemników, można próbować je "oślepić", by nie były w stanie rozpoznać komórki jajowej? Myśl ta przyszła do głowy Josephowi Hallowi z North Carolina State University w USA. Metoda taka miałaby jedną wielką zaletę. Otóż biorąc na cel plemniki już po tym, jak zostały wyprodukowane i opuściły jądro (czyli te znajdujące się już w najądrzach), nie trzeba by w ogóle ingerować w układ hormonalny.

Ponad dziesięć lat zajęło Hallowi znalezienie odpowiedniej substancji - opracowana przez niego syntetyczna odmiana jednego z cukrów jest w stanie prawie całkowicie zablokować kluczowy dla zapłodnienia enzym. N-acetylo-beta-D-heksozaminidaza, bo o niej mowa, umożliwia plemnikowi rozpoznawanie, przyłączanie, a następnie przedostawanie się przez błonę otaczającą komórkę jajową. Doświadczenia na szczurach pokazały, że osobniki poddane działaniu eksperymentalnego środka w prawie 90 proc. traciły zdolność do zapładniania samic. Teraz trwają doświadczenia nad plemnikami byczymi i ludzkimi. Sam Hall bardzo ostrożnie wypowiada się, kiedy jego odkrycie znajdzie zastosowanie w praktyce.

Oni chcą, one ufają

Zdecydowana większość mężczyzn uważa, że odpowiedzialność za antykoncepcję

w zbyt dużym stopniu spada na kobietę - tak wynika z badań opublikowanych przez "Human Reproduction". Badacze zapytali 2 tys. panów z Edynburga, Szanghaju, Hongkongu i Kapsztadu, czy gdyby mieli taką możliwość, stosowaliby hormonalną pigułkę antykoncepcyjną. Aż dwie trzecie nie miałoby nic przeciwko temu. Nawet w najbardziej konserwatywnych społecznościach (Hongkong) ponad połowa mężczyzn chciałaby zażywać

pigułkę.

Niektórzy eksperci wyrażali jednak obawy, czy kobiety potrafiłyby w pełni zaufać mężczyznom. Po przepytaniu 2 tys. pań pochodzących z tych samych miast okazało się, że trzy czwarte z nich zaufałoby partnerowi.