Latanie na zawołanie, czyli jak kobieta ma przeżyć orgazm

Masz już dość seksu, w którym Twój partner osiąga szczyty rozkoszy, a Ty jedynie rozkosznie udajesz? Nie chcesz już leżeć na plecach i czekać na cud? To świetnie, pierwszy krok za Tobą
Jak wykazują kolejne badania nad kobiecym orgazmem, prawie 35 proc. kobiet na świecie (w Polsce ok. 21 proc.) ma problem z jego osiągnięciem. Kobiety, nawet te seksualnie rozbudzone, coraz częściej nie mogą doznać orgazmu z partnerami. W czym więc tkwi problem? Stereotypy dyktują dwie odpowiedzi: "ona jest oziębła" albo "facet ciapa, bo nie potrafi znaleźć jej punktu G".

O takie wytłumaczenie nietrudno, bo damsko-męskie stosunki seksualne dość często wyglądają jak te znane z autopsji pisarce Rachel Swift, których namiastkę oddała w książce "Rozkosze kobiet - jak zatroszczyć się o swój orgazm i kochać się radośnie":

"- Doszłaś? - zapytał w samym środku namiętnego aktu.

- Na razie nie - odpowiedziałam.

- Jeszcze nie doszłaś, przecież robimy to już dobre 20 minut?

Minęły lata.

- Doszłaś? - zapytał bez tchu, gdy tylko skończył.

- Nie, ale nic nie szkodzi i tak miałam dużą przyjemność.

- Czy kiedykolwiek doszłaś? - zapytał po chwili.

- Nie.

- Nigdy nie miałaś orgazmu? Z żadnym mężczyzną?

- Nigdy - przyznałam, myśląc, że bardzo się tym przejmie.

- Och - westchnął z ulgą. - W takim razie to nie moja wina. Prawda?".

Gwałtowny przypływ...

The Oxford English Dictionary definiuje orgazm tak: "gwałtowny przypływ pożądania, gniewu lub innego namiętnego uczucia". Rachel Swift przeżywała gniew. Nie była typem cnotki o staroświeckich manierach, która za nic w świecie nie zmieni w seksie pozycji z tej na wznak na tę na jeźdźca czy na inne fanaberie wskazujące, że seks sprawia jej przyjemność. Swift lubiła seks i chciała smakować go w pełni. A tu, niestety, wychodził klops.

Postanowiła przedrzeć się przez opasłe tomy seksuologicznych poradników, dyskutowała z innymi kobietami na temat ich przeżyć seksualnych. Niestety, okazało się, że u nich też z orgazmami nie najlepiej. Każda kolejna mówiła: "Dobrze jest, jak jest. Po prostu cieszę się, jeśli się trafi". Swift poszła nawet na terapię, na której usłyszała, że tylko stosunek z tym jednym, jedynym, ukochanym, może dać prawdziwą rozkosz. Jednak Swift miała już za sobą małżeństwo, w którym był ten "ukochany", z którym miała upojny seks, a w tym seksie wielkie latanie. Ale z orgazmów, niestety, nici.

Eureka! - pojawiło się w zupełnie nieoczekiwanym momencie. Swift znalazła rozwiązanie, będąc w związku z kolejnym mężczyzną (antropologiem), bynajmniej jednak nie dzięki niemu. Po upojnej (dla niego) nocy wyszperała wśród jego antropologicznych szpargałów książkę, w której znalazła artykuł na temat edukacji seksualnej Mangaian. Artykuł mówił, że mieszkańcy Mangaii do seksu są przygotowywani już od dziecka. Kilkunastoletni chłopcy szkoleni są przez doświadczone kobiety technik seksualnej gry i seksu oralnego, które stosuje się tam wyłącznie po to, by pobudzić kobietę przed właściwym stosunkiem.

I wtedy Swift olśniło: "To nie ja jestem chora, zimna, ułomna - pomyślała. - Brak orgazmu to nie moja wina, ani też nie wina mężczyzn. Nas po prostu nikt nigdy tego nie nauczył".

Rozkoszne ćwiczenia

- Główną odpowiedzialność za brak orgazmów u kobiet ponoszą narastające przez wieki uwarunkowania kulturowe - stwierdziła Swift. - Przez całe wieki wmawiano kobietom, że każde zachowanie oprócz pasywnego jest brudne, niegodne, niepożądane. A ponieważ to ich orgazm - w większym stopniu niż mężczyzn - zależy od czynników psychologicznych, taka postawa przyczyniła się do powstania wielu zahamowań, które teraz musimy nauczyć się przezwyciężać.

I Swift postanowiła zawalczyć o swoją przyjemność. - Seks nie będzie już leżeniem na plecach i czekaniem na cud - obiecała sobie.

Przez masturbację i przyglądanie się swojemu ciału, zaczęła odkrywać, że oprócz łechtaczki posiada dziesiątki innych miejsc erogennych (dla Swift był to np. kark), których stymulacja wzmaga jej podniecenie. Zrobiła też listę rzeczy, których nie lubi w seksie albo które ją rozpraszają (np. kochanie się przy zapalonym świetle czy bez antykoncepcji). Zaczęła też otwarcie mówić swojemu partnerowi, co sprawia jej przyjemność. Uczyła go swojego ciała, a on chętnie przystawał na jej propozycje. Po pewnym czasie Swift zaczęła przeżywać orgazmy. Cały proces, który przeszła, by wreszcie osiągnąć wymarzoną rozkosz, opisała w wydanej właśnie przez wydawnictwo Zwierciadło książce "Rozkosze kobiet - jak zatroszczyć się o swój orgazm i kochać się radośnie". Oprócz stereotypów na temat kobiecego orgazmu i wypowiedzi kobiet dotkniętych tym problemem w "Rozkoszach " jest też dodatek specjalny dla panów - "jak sprawić, by po latach mojej żonie przeszła w końcu migrena".

"Rozkosze kobiet - jak zatroszczyć się o swój orgazm i kochać się radośnie" Rachel Swift, Oficyna Zwierciadło, Warszawa 2005