Mama na Paradzie Równości

Jest 19 listopada 2005 roku, Marsz Równości w Poznaniu. - Mama mówiła mi, że na pewno nie przyjdzie, bo nie znosi takich demonstracji. Jestem na Marszu i nagle telefon: mama... I krzyczy: Gdzie jesteś, córeczko?!
Wiesz, co tu się dzieje?! Policja konna, armatki wodne!'. 'A gdzie ty jesteś?!'. 'No, tutaj!' - opowiada córka, lesbijka. Jest marzec tego roku, siedzimy w kuchni u mamy.

Córka - Asia, lat 25, jedynaczka, zielone sztruksy

Mama - lat 50, waży słowa, za chwilę zapali papierosa



Mieszkacie razem?

Asia: Już nie, wyprowadziłam się kilka miesięcy temu. Ale często jestem u mamy.

Mieszkasz ze swoją dziewczyną?

Asia: Tak.

Na ten Marsz Równości nie umawiałaś się z mamą, poszłyście osobno?

Asia: No tak. Mama zawsze mówiła, że to kompletnie nie dla niej. Byłam w totalnym szoku, kiedy zobaczyłam, że przyszła.

Dlaczego Pani przyszła?

Mama: Aśka mówiła, że się bardzo boi.

Asia: My się wszystkie bałyśmy, już w zeszłym roku przecież było ostro, leciały kamienie, teraz jeszcze ten zakaz.

Mama: Stwierdziłam, że bez sensu będzie denerwować się, siedząc w domu i śledząc to w telewizji...

Ucieszyłaś się na widok mamy?

Asia: Bardzo. To, co mama zrobiła, było niesamowite. To dla mnie jedyne pozytywne doświadczenie z tamtego dnia. Chociaż potem, kiedy policja zaczęła nas wyciągać i zrobiło się naprawdę strasznie, to ja z kolei zaczęłam się bać, żeby mamie coś się nie stało.

Różnimy się

Mama: Z Aśką bardzo się różnimy. Ale to moja córka. Nie mamy wpływu na to, co robią nasze dorosłe dzieci. Obojętnie, co byśmy chcieli, to niczego nie zmieni. Jedyne, co mogę zrobić, to być blisko niej. Na pewno 'to' jest dla mnie trudne... Nigdy nie spodziewałam się, że tak jest, będzie z Aśką... Różnimy się. Ale to nie zmienia mojej miłości do niej.

Najlepiej

Asia: Nie zawsze można robić to, czego chcieliby bliscy. To dla mnie bardzo cenne, że mama taka jest. Mam koleżanki, które - gdy okazało się, że spotykają się z dziewczyną - usłyszały od rodziców: 'Nie wychodzisz', 'Wracasz do domu o dziesiątej', kontrola SMS--ów, maili itd. A to jest bez sensu, bo tylko zmusza do kłamstwa. Dziewczyny zaczynają wtedy kręcić, ściemniają, że mają chłopaka. To jest właściwie znacznie częstsze niż powiedzenie prawdy. Wynika to chyba z tego, że rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej i nie bardzo się zastanawiają, czy to 'najlepiej' jest rzeczywiście dla dzieci, czy dla nich samych.

Zakochałam się. Ale to jest kobieta

Jak to u Was było? Powiedziałaś mamie, że masz dziewczynę, czy mama sama się domyśliła?

Asia: Powiedziałam. Musiałam powiedzieć. Nasze relacje zawsze były oparte na szczerości. Od razu wiedziałam, że powiem, bo głupio bym się czuła, gdybym miała kombinować. Ale oczywiście, jak to ja, nie wybrałam chyba dobrego momentu...

Jak to było?

Asia: Jakieś dwa lata temu.

Mama: Już prawie trzy.

Asia: Śmieszna sytuacja. Mama była w Zakopanem. Ja dojechałam z Krakowa, gdzie studiowałam, ale już na następny dzień umówiłam się z moją dziewczyną, że też do nas przyjedzie. Miała z nami zamieszkać. Wiedziałam, że muszę powiedzieć, kim ona jest. No i powiedziałam. Tylko że zaraz przyjechała Magda.

Nie dałaś mamie czasu na oswojenie.

Asia: No tak. Postawiłam przed faktem, że ta osoba zaraz się zjawi i trzeba z nią być pod jednym dachem przez trzy dni. To pewnie nie było łatwe, no nie?

Mama: Forma ze strony Asi była rzeczywiście fatalna. Powiedziała mi to...

Asia: ...chyba po jedenastej wieczorem.

Mama: Przed zaśnięciem...

Asia: A o siódmej rano miałam jechać po Magdę na dworzec.

Jest ta godzina jedenasta, Asia przychodzi i...

Asia: ...i zaczyna płakać (śmiech).

Mama: No... Sceneria była piękna. W pięknym stuletnim domu. Łóżka złączone, drewniane, rzeźbione. My w tych łóżkach... I Aśka wyjawia tę tajemnicę o sobie. Ja zawsze mówiłam, że wolę najtrudniejszą prawdę od manipulacji. Ale sposób, w jaki to zrobiła... Ubolewałam, że to tak.

Powiedziałaś po prostu: 'Mamo, mam dziewczynę'?

Asia: Najpierw powiedziałam: 'Mamo, zakochałam się'. A mama: 'No i co?'. A ja wtedy: 'Ale to jest, niestety, kobieta'. I w ryk. Myślałam, że się pod ziemię zapadnę. Bo nie wiedziałam przecież, jak mama zareaguje, można to sobie wyobrażać, ale nie można być pewnym. To jest bardzo trudne - powiedzieć najbliższym... Co innego znajomi, jeśli nie zrozumieją, odwrócą się, trudno, wtedy można zobaczyć, co te przyjaźnie są warte. A jeśli mama nie zrozumie?

Rozmawiałyście wtedy długo?

Mama: Nie. Asia zasnęła po tych łzach. Ja nie spałam.

Urodzisz chłopca. Dziewczynka?!

Jakie myśli przychodziły, kiedy Pani nie spała?

Mama: Na pewno byłam bardzo zaskoczona. Do głowy by mi nie przyszło...

Asia: A nie powiedziałaś mi, że się domyślałaś?

Mama: Nie. Nie. Tego na pewno nie powiedziałam.

Nie domyślała się Pani?

Mama: Nie.

Zaskoczona. Co jeszcze?

Mama: O różnych rzeczach wtedy myślałam... Zaczęłam analizować, co mogło się złożyć na ten wybór. Myślałam na przykład o dysfunkcjonalności naszej małej rodziny, o tym, że jesteśmy tylko we dwie...

Asia:To nie jest 'dysfunkcjonalność'.

Mama: Asiu, rodzina to jest mama, tata i dzieci...

Asia: ...i kot.

Mama: Może być i kot.

Od dawna jesteście we dwie?

Asia: Od bardzo dawna.

Mama: Asia miała dziewięć lat, gdy jej ojciec wyjechał. No i wracał jak Odys...

O czym jeszcze Pani myślała?

Mama ' Różne rzeczy rozważałam. Czy miały na to wpływ jej wcześniejsze nieudane związki z mężczyznami? A może moda? A może po prostu ludzie się tacy rodzą? Zastanawiałam się nawet, czy nie miało znaczenia to, że dawałam Aśce dużo wolności, czy to nie był błąd.

I jak sobie Pani odpowiedziała? Teraz trzymałaby ją Pani krócej?

Mama: Nie, nie. Nie wiem w sumie, jak wychowywałabym kolejne dziecko. Zresztą teraz już nie szukam przyczyn. Ale jeszcze powiem wam, że tamtej nocy - to śmieszne, ale tak było - przypomniałam sobie, jak chodziłam z Asią w ciąży. Wszyscy mi wtedy mówili, że będę miała chłopca.

Asia: Bo tak ładnie wyglądasz, więc będziesz miała chłopca - tak mi opowiadałaś.

Mama: Faktycznie, tak było - ładnie wyglądałam i czułam się bardzo dobrze.

Asia: A jakby miała być dziewczynka, to czułabyś się fatalnie, tragedia po prostu. Czy to nie jest okropne?

Mama: Wreszcie Aśka się urodziła i lekarz, który odbierał poród, mówi: 'O, jaka śliczna, mała dziewczynka!'. A ja: 'Dziewczynka? Naprawdę? A wszyscy mówili, że będzie chłopiec'.

Byli faceci. Kocham ją?!

Asia: Ja się z tym nie zgadzam.

Z czym się nie zgadzasz?

Asia: Że są przyczyny inne niż ta, że spotykasz osobę, w której się zakochujesz. Dla mnie to jest bardziej kwestia osoby niż płci. Pokochałam osobę. Zanim poznałam Magdę, spotykałam się z facetami. I dla mnie homoseksualność to nie jest wybór ostateczny. Jestem zwolenniczką takiego poglądu, że nie ma osób, które są w 100 proc. heteroseksualne. Uważam, że prawie każdy mógłby przekroczyć swoją seksualność, tylko albo nie trafia na taki moment, osobę, albo powstrzymują go jakieś inne względy.

Nie wykluczasz w przyszłości związku z mężczyzną?

Asia: Czy mam obrzydzenie do facetów? Nie, nie mam.

Cały czas jesteś z Magdą?

Asia: Nie. Rozpadło się. Jestem w drugim związku z kobietą.

Czyli nie wróciłaś do facetów.

Asia: No nie.

Magda to była twoja pierwsza homoseksualna miłość?

Asia: Tak. Chociaż trudno powiedzieć. Bo przyjaźniłam się z różnymi dziewczynami i może był w tym już jakiś element. Ale byłam zaskoczona, gdy zakochałam się w dziewczynie.

Niegrzeczne dziewczynki

Wróćmy jeszcze do Zakopanego. Następnego dnia przyjechała Twoja dziewczyna i...

Asia: Byłyśmy razem z mamą na koncercie...

Mama: I na spacerze w pięknej zimowej scenerii. Rozmów na temat istotny nie było. Tylko Magda mi się przedstawiła tak: 'To ja jestem tą niegrzeczną dziewczynką'.

Asia: Mama chyba Magdy nie lubiła. Choć potem nie miały wiele kontaktu, bo mieszkałyśmy w innym mieście.

Czy 'to' Was oddaliło?

Mama: Teraz mogę powiedzieć, że nie. Ale był taki czas. Gdy Asia poznała Magdę, próbowała wejść w taką konwencję, żebyśmy np. razem z Magdą i jej mamą spędzały Boże Narodzenie... A ja nie znałam mamy Magdy. I uważam, że Boże Narodzenie trzeba spędzać z osobami bliskimi.

Jak jest teraz?

Asia: Z moją obecną dziewczyną czasami przychodzimy do mamy. Wczoraj byłyśmy na zupie. Kasia jest zupełnie inną osobą. A może to też kwestia czasu. Kiedyś, gdy było mi przykro, że relacje między Magdą i moją mamą nie są dobre, to koleżanka, lesbijka, powiedziała mi: 'Nie przejmuj się, pierwsze dziewczyny i tak mają zawsze przerąbane'. Mówiła z własnego doświadczenia. Teraz jej rodzice są bardzo pomocni, jej mama też była na Marszu, ale to trwało, zanim się przyzwyczaili.

Są oczywiście i tacy, którzy się nie przyzwyczajają, odcinają od dzieci albo wolą o tym nie słyszeć - tak jak mama mojej obecnej dziewczyny.

Nie wie o Tobie?

Asia: Wie. Ale jeszcze się nie poznałyśmy. Mama Kasi też utrzymywała, że woli znać prawdę, nawet najgorszą. Ale gdy Kasia się ujawniła, to usłyszała, że jest chora i musi się leczyć. Były jeszcze inne nieprzyjemne teksty. I potem temat się urwał.

Mama: Może to rodzaj obrony?

Asia: Na pewno. Ale wcześniej wydawała się bardzo otwarta, bo przecież robi się wcześniej takie sondowanie, co rodzice w ogóle myślą na temat homoseksualizmu.

Mama: Czyli bada się grunt, czy rodzic nie jest homofobem, tak?

Asia: No tak. Kasi ojciec do dzisiaj nic nie wie, bo jego złą reakcję można było przewidzieć. Ale mama była otwarta - gdy chodziło o kwestie abstrakcyjne. Tylko jak okazało się, że homoseksualne jest jej własne dziecko...

Mama: ...trudniej było jej się z tym uporać.

Wnuków nie będzie. Dziś na pewno

Czy nie jest jednak tak, że mamom jest łatwiej zaakceptować homoseksualność córek niż ojcom synów?

Mama: Nie wiem. Nie mam kontaktu z innymi rodzicami homoseksualistów.

Nie miała Pani takiej potrzeby, żeby pogadać?

Mama: Nie miałam.

Asia: A wiecie, że są nawet takie grupy wsparcia dla rodziców homoseksualnych dzieci? Rodzice różnie sobie z tym radzą. Na to składa się wiele rzeczy. Inaczej jest też, gdy ktoś ma jedno dziecko, a inaczej - gdy pięcioro. Łatwiej zaakceptować, że jedno z pięciorga nie założy rodziny, nie da nam wnuków. I też chyba nie ma takiej reguły, że ojcom jest trudniej. Zresztą wchodzimy tu w obszar pytań o to, jakie są kulturowe oczekiwania wobec mężczyzn.

Mama: Ale od kobiet, Asiu, też się czegoś oczekuje.

Asia: Tak, tak, że będzie żoną, będzie mieć dzieci...

Mama: A Ty, Asiu, pozbawiasz mnie tego, że będę kiedyś babcią.

Asia: To nie jest do końca powiedziane.

Mama: Ale można tak założyć.

Asia: Dziś na pewno.

Jejku, co powiedzą ludzie?!

Nie uchronisz się

Rozmawiała Pani z kimkolwiek o 'tym'?

Mama: Rozmawiałam z przyjaciółkami.

Asia: I co powiedziały?

Mama: Jedna się popłakała.

Asia: Która?!

Mama: Nie powiem...

Asia: Boże...

Ale dlaczego płakała?

Mama: Znała Asię od małego...

Asia: Pewnie pomyślała, że przydarzyło mi się nieszczęście. I to jest straszne, że ludzie tak myślą. Po prostu kondolencje, bo córka jest lesbijką... Chyba że wyobraziła sobie, jakie mogę mieć problemy z tego powodu, że mogę np. stracić pracę. I wtedy to jest nieszczęście, ale nie wynika z istoty samego problemu, tylko z tego, jak ludzie to traktują.

Mama: O tym właśnie rozmawiałyśmy, że to może być trudne, bo osobom z zewnątrz może przeszkadzać.

Asia: Nieraz rodzice właśnie tego boją się najbardziej: 'Co powiedzą znajomi? Jejku! Co ludzie powiedzą?'. Gdybyśmy mieszkały w mniejszym mieście, jak kiedyś, to też byłoby trudniej, tam się wszyscy znają, oceniają.

Mama: Asiu, świat jest mały jak laskowy orzech. To nie jest kwestia małego czy dużego miasta. Człowiek nie uchroni się przed opinią innych.

Asia: Ale to nie może decydować o moim życiu. Trzeba mieć to gdzieś.

Mama: Asiu, tak też się nie da.Cociaż nie można patrzeć tylko na to, czy ktoś jest w związku heteroseksualnym, czy homoseksualnym, bo człowiek nie tylko z tego się składa, prawda? I czy w końcu można tolerować nietolerancję w stosunku do związków homoseksualnych?

Asia: I pytanie, do czego się sprowadza ta nietolerancja.

Mama: Jeżeli do agresji, to nie ma usprawiedliwienia.

Chodź, nakarmię cię na siłę

Kiedy wróciłyście wtedy z Zakopanego i byłyście same, to wróciłyście do tej nocnej rozmowy?

Asia: Wracałyśmy wiele razy . Ale nie tak, żebyśmy usiadły i mama zapytała: 'Asiu, no dlaczego tak z tobą jest?'. Tylko to wychodziło przy różnych okazjach. Ale nic nowego nie wymyśliłyśmy. Rozmawiam z mamą o tym jak o 'normalnym' związku, np. gdy się rozstałam z Magdą.

Zwierzałaś się?

Asia: No tak, a mama mi pomagała.

Taka mama to skarb.

Asia: Tak.

Mama: Nie. Jestem zwykłą mamą.

Asia: Są mamy i mamy.

Mama: Aśka była po prostu w fatalnej formie po tym rozstaniu. Tak jest przecież zawsze, gdy ludzie się rozchodzą. To jest ten sam świat uczuć, emocji.

Jacy byli Pani rodzice?

Mama: Tolerancyjni i chyba tak mnie wychowali.

Asia: Dziadek?!

Mama: Zwłaszcza mama. Była bardzo ciepłą osobą, wyrozumiałą.

Naprawdę nie miała Pani nigdy ochoty, żeby na Aśkę nakrzyczeć, wybić jej jakoś dziewczyny z głowy?

Mama: Nie.

Asia: Jak mama miałaby to zrobić? Jeszcze dopóki dziecko mieszka z rodzicami, jest na ich utrzymaniu, może da się na nie jakoś na siłę wpływać, ale tak?

Mama: Jeśli utrzymanie ma być tym argumentem wychowawczym, to nie jest wychowanie, ale manipulacja.

Asia: O, jak się kiedyś bardzo odchudzałam, to krzyczałaś na mnie, pamiętasz?

I byłaś karmiona na siłę?

Mama: Na siłę też się nikogo nie karmi. Także własnymi przekonaniami. To nie o to chodzi.