Nie wedle reguł, ale upodobań

Czy może być za mało albo za dużo seksu? Seksuolodzy mówią,że ogólnych reguł nie ma
Męska potencja w stereotypach

Do bukietu najbardziej absurdalnych przekonań na temat seksu bez wątpienia należy takie, że określona częstotliwość współżycia jest zdrowa albo świadczy o jakości seksualnych działań. Może to relikt, skamielina pozostała z dawnych czasów, kiedy mężczyźni uważali, że im więcej, tym lepiej, a kobiety nie miały głosu? Albo przeciwnie: jest to wynik rozbuchanej propagandy seksualnej w mediach i reklamie?

Od pewnego mężczyzny usłyszałam kiedyś, że gdyby chciał realizować te sugestie, które kryją się za nie-wprost-seksownymi obrazkami, jakie bezwiednie ogląda na billboardach po drodze z pracy do domu, musiałby nie wstawać z łóżka aż do wyjścia do pracy następnego dnia.

Czy może być za mało albo za dużo seksu?

Seksuolodzy mówią, że ogólnych reguł nie ma i dobrze jest kochać się tak często, jak to sprawia przyjemność obojgu partnerom. A w razie dużych różnic w upodobaniach? Jest nadzieja na zharmonizowanie potrzeb obydwu stron po dłuższym byciu razem. Ciekawe byłoby dowiedzieć się, czy rzeczywiście jest tak, że im dłuższy staż, tym bardziej upodabnia się apetyt na seks, jednak - o ile wiem - nie ma takich badań. A ponieważ czekanie może trwać, powtórzę jedną z nieoficjalnych rad - tylko pozornie oczywistych - jaka pojawia się i w poradnikach, i na erotycznych stronach www, i w rozmowach.

Otóż jeżeli jedno z kochanków ma wyraźnie większe potrzeby, zaspokojenie ich nie zawsze wymaga klasycznego stosunku. A orgazm uzyskany dzięki pieszczotom za pomocą rąk i ust oraz innych elementów gry miłosnej jest taki sam, jak podczas stosunku i umożliwia zharmonizowanie potrzeb.

Jak często ludzie uprawiają seks?

Średnia byłaby tu dezinformująca: spora część nowożeńców kocha się codziennie, ale znam 60-latków realizujących taki model, podczas gdy niektóre młode małżeństwa zadowalają się jednym zbliżeniem na miesiąc. Najbardziej popularna częstotliwość kochania się w naszej kulturze to 2-3 razy w tygodniu, jednak dużym powodzeniem cieszy się też wzorzec weekendowy, kiedy to całotygodniową porcję stosunków pozostawia się na sobotę i niedzielę. Alex Comfort w swojej książce "Radość seksu" upomina:

"Wystrzegaj się obsesji na punkcie częstotliwości (i nie przejmuj się, jeśli przyjaciele twierdzą, że kochają się częściej niż ty). Naprawdę nie chodzi tu o bicie rekordów".

Jeszcze raz: właściwą dla danej pary częstotliwość wyznaczają tylko ich upodobania.

Jakość, a nie długość

O innym stereotypie pisze Zbigniew Lew Starowicz:

"Dążenie do maksymalnego wydłużenia czasu trwania stosunku nie zawsze jest potrzebne. W wielu związkach optymalny czas do wzajemnego osiągania satysfakcji jest ściśle określony i samo jego wydłużanie może nie mieć żadnego znaczenia dla danej kobiety. Bowiem nie każda jest zdolna do wielokrotnego orgazmu, u innej z kolei szybko następuje spadek podniecenia po orgazmie i zaczyna ona wręcz przykro odczuwać wydłużanie się stosunku". Źródło: "Erotyzm w kulturze Wschodu"