Chude, chudsze, najchudsze

Zaczyna się od uszczypliwej uwagi na temat dwóch dodatkowych kilogramów, wałeczka na brzuchu. Potem jest dieta: najpierw zdrowa, później coraz bardziej restrykcyjna, na koniec wyniszczająca organizm głodówka. Kilogramy spadają, brak rozmiarów w sklepie... Anoreksja atakuje ciało, ale jest chorobą duszy. To w głowie rodzi się obsesyjna myśl: ?Jestem gruba?. Niezależnie od tego, co widać w lustrze.
Kamila ma 21 lat, piękne blond włosy. Nosi je rozpuszczone, zakrywają wtedy twarz.Wielkie oczy, wystające kości policzkowe. Kamila waży niewiele ponad 30 kilogramów, przy wzroście 162 cm. Kilka tygodni temu trafiła na ostry dyżur do szpitala. Miała zapaść.- Żyję dzięki rodzicom, lekarze powiedzieli, że gdyby mnie nie przywieźli, to już by mnie nie było. Nawodnili mnie w szpitalu, leżałam pod kroplówką przez półtora tygodnia. Gdy wychodziłam do domu, ważyłam 35 kilo. Nie wiem, ile teraz dokładnie ważę, bo waga jest przede mną ukrywana. Rodzice wyjmują ją tylko wtedy, gdy mam się zważyć, żebym się nie bała, że przytyłam - opowiada Kamila.

Kamila od czterech lat choruje na anoreksję, czyli jadłowstręt psychiczny (anorexia nervosa). Anorektyczki (choć na jadłowstręt z rzadka zapadają też mężczyźni) odchudzają się, głodzą, stopniowo wyniszczając własny organizm. Chorobę diagnozuje się wówczas, gdy waga ciała pacjenta spada poniżej 85 proc. normy właściwej dla jego wzrostu i wagi. To tylko pierwsze z czterech kryteriów diagnostycznych. Pozostałe to: u kobiet brak trzech kolejnych miesiączek, silny lęk przed przybraniem na wadze, zakłócenia wizerunku własnego ciała. Typowe jest też negowanie własnej choroby, nieprzyznawanie się do niej. I to czyni anoreksję podobną do wszelakich uzależnień: od alkoholu, nikotyny, jedzenia. Anoreksja to też nałóg. Nałogowe głodzenie się, nałogowe "zmniejszanie" rozmiaru swojego ciała, do granic możliwości, do granic wytrzymałości. W końcowej fazie - do granic biologicznego przetrwania.

A może by tak...dieta?

W wydanej wiosną autobiograficznej książce Judith Fathallah "Chuda" autorka, która sama zmagała się z anoreksją, pisze, że potrafi dokładnie określić, kiedy zaczęło się to szaleństwo odchudzania. To jest jak wezbrana woda - pisze Fathallah - pewnego dnia po prostu tama pęka i... woda się wylewa. W przypadku Kamili tama pękła, gdy lekarz, do którego poszła na badania kontrolne, zasugerował jej, że powinna zrzucić kilka kilo. Ważyła wtedy 62 kilogramy. Wcześniej nigdy nie myślała o odchudzaniu, choć nie czuła się w swoim ciele do końca dobrze. Po tej wizycie przez głowę przemknęła jej myśl: "A może rzeczywiście jestem za gruba?". - Nie lubiłam tego, jak wytykano mnie palcami, jak na mnie patrzono, na kawałek tyłka, kawałek cycka. Denerwowały mnie różne komentarze kolegów - mówi Kamila.

Zaczęła całkiem zwyczajnie. Od odstawienia wysokokalorycznych przekąsek, słodzonych napojów, tuczących sosów, makaronów. Miała zamiar odżywiać się zdrowo: warzywa, owoce, dużo surowizny, soków, sałatek. - Ta dieta to była dla mnie okropna męka i katorga. Walczyłam z własnymi słabościami, bo miałam zupełnie inne przyzwyczajenia żywieniowe - wspomina dzisiaj.

Kasia (19 lat) zaczęła się odchudzać jeszcze w gimnazjum. Raz do roku razem z kolegami i koleżankami z klasy urządzali konkurs tańca. Wspólnie wybierali jakiś przebój, opracowywali układ taneczny. Dziewczyny kupowały wystrzałowe sukienki, szyły spódnice, czesały się, malowały... To była wielka uroczystość, filmowana kamerą wideo. Każdy chciał jak najlepiej wypaść.- Kilka miesięcy przed tym występem coś mi tak strzeliło do głowy, że odstaję wyglądem od innych dziewczyn. Dzisiaj wiem, że nie odstawałam. Byłam normalna, nie gruba, nie za szczupła. Ale zdarzyło się, że któraś koleżanka krzywo spojrzała, rzuciła nieprzychylny komentarz... Było mi wtedy przykro. Pomyślałam, że schudnę tylko kilka kilo, na ten występ. Przez tę kamerę. Przecież wszyscy wiedzą, że kamera pogrubia. I jeszcze ktoś mi powiedział, w jaki sposób sprawdzić, czy ma się nadwagę. Trzeba usiąść, i jeśli na brzuchu zrobią się fałdki, to znaczy, że pora na dietę. Sprawdziłam. Robiły mi się. Kasia poszła po radę do mamy. Żeby podpowiedziała jej, jak jeść, żeby się skutecznie odchudzić. Zaczęły się zdrowe posiłki, surówki... Ale efekt nie był oszałamiający. - Ja chciałam schudnąć dużo i bardzo szybko. Więc zaczęłam się głodzić - mówi.

Gdy nie jem, znów wierzę w siebie

Często impulsem do odchudzania bywa czyjaś złośliwa uwaga, niewybredny komentarz. Boli, zwłaszcza gdy jest wygłoszona pod adresem nastolatki czy młodej kobiety. Kiedy ma się 13, 15, 17 lat, każdego dnia widzi się w lustrze inną osobę. Rosną piersi. Zaokrąglają się biodra, uwypukla się brzuch, wzgórek łonowy, pojawia się miesiączka. Ciało zachowuje się tak, jakby żyło własnym życiem. Trudno te zmiany zaakceptować, dobrze poczuć się w tej nowej skórze, skórze dojrzałej kobiety. Czasami aż chce się wrócić w kostium małej dziewczynki. Ten strach przed kobiecością, dorosłością, własną seksualnością to też jeden z fundamentów anoreksji. Jak można kontrolować własne ciało? Dawkując mu jedzenie. Nie pozwalając mu się rozrastać. To również całkiem niezły sposób na odzyskanie kontroli nad życiem w ogóle. Większość anorektyczek wpada w sidła choroby wtedy, gdy tracą grunt pod nogami, psychiczne i emocjonalne wsparcie. Na przykład wikłają się w toksyczny związek. Tak jak Kasia. - To było w liceum, byłam w dołku, z tym chłopakiem nie bardzo nam się układało. Ale kochałam go, chciałam to ratować. Chciałam mu się podobać. Gdy było mi źle, dużo jadłam. Potem się głodziłam, traciłam kilogramy. Znowu zaczynałam jeść i wtedy pojawiał się efekt jo-jo. W końcu ważyłam 80 kilo. On niby mnie akceptował, mówił, że jest w porządku, ale potrafił tak znienacka powiedzieć: "Ty baleronie"- wspomina Kasia. Gdy nie jadła, odzyskiwała dobry humor, wiarę w siebie. Odzyskiwała poczucie kontroli. Judith Fathallah zaczęła się odchudzać w wieku 13 lat, po tragicznej śmierci ukochanego ojca. "Nasza rodzina zmagała się wówczas z różnymi naprawdę poważnymi kłopotami, ale dla mnie istniało tylko jedno źródło złego samopoczucia. Byłam gruba" - pisze w "Chudej".

Jaka jest anorektyczna rodzina?

Naukowcy z Filadelfii, pracujący z anorektyczkami i ich bliskimi, opisali pięć cech charakterystycznych dla rodzin, w których pojawiła się ta choroba - twierdzi Martha Jablow w książce pt. "Na bakier z jedzeniem. Anoreksja, bulimia, otyłość".

UsidlenieM - członkowie usidlonych (lub inaczej splątanych) rodzin są bardzo blisko związani, niesłychanie wobec siebie lojalni. Rodzina jest na pierwszym miejscu - chodzi o to, by być razem, wspólnie stawiać czoło przeciwnościom. Nie ma miejsca na indywidualne wybory, potrzeby. Mówi się "My", "Dla nas", "W naszej rodzinie". Wydaje się, że rodzice i dzieci są bardzo blisko, ale to często złudzenie. W rzeczywistości następuje "galimatias kompetencyjny" - nie wiadomo, kto jest dzieckiem, którym trzeba się opiekować, a kto dorosłym. Córka troszczy się o matkę, syn prowadzi za rękę ojca.

Kolejna cecha "anorektycznych" rodzin to nadopiekuńczość, często granicząca z nadmierną kontrolą pozostałych członków rodziny.

I znowu- brak miejsca na intymność, na rozwijanie własnego "ja". Jedyną decyzją, jaką młody człowiek może podjąć samodzielnie, jest ta, czy podnieść do ust łyżkę zupy, czy powiedzieć: "Nie chce mi się jeść". Sztywność rodziny oznacza, że wszyscy jej członkowie panicznie boją się zmiany.

Obowiązują rygory i reguły, od których nie ma odstępstw. Nikt też się o to nawet nie kłóci - bo unikanie problemów i konfliktów to kolejna cecha, wyróżniona przez filadelfijskich uczonych. Harmonia, względna pogoda i spokój rodziny to cele nadrzędne - do których pozostali członkowie rodziny dążą za wszelką cenę, za cenę tłumienia własnych negatywnych emocji.

Bywa też inaczej - że rodzice, którzy nie są w stanie sami dojść do porozumienia, wciągają w swoje spory dzieci. To ostatnia, piąta cecha "anorektycznych" rodzin. Córka albo wchodzi w koalicję z matką przeciwko ojcu, albo zajmuje pozycję mediatora, godząc ze sobą rodziców.

Czy ty nie za bardzo wychudłaś?

Rodziny anorektyczek na początku często wspierają je, gdy te zaczynają się odchudzać. Pisze o tym autorka "Chudej". Mama Kasi też wspierała jej dietę. W rodzinie Kamili to matka była pierwszą osobą, która zorientowała się, że dzieje się coś niedobrego.

- Ta dieta sobie trwała, ja chudłam, nie kryłam się z tym wcale i z początku było w porządku. Znajomi mnie podziwiali, rodzina chwaliła, że mam taką wolę walki, że jestem taka konsekwentna, że wytrzymuję z tym wszystkim. Mama pierwsza zauważyła, że coś jest nie tak. Ona sama wielokrotnie walczyła ze swoją wagą i słabościami, wiedziała, co i jak. Kiedyś byliśmy na imieninach u rodziny, to są lekarze. Ja już wtedy starałam się ukrywać to moje niejedzenie i jeszcze nie padło to słowo: "anoreksja". I nagle, w trakcie rozmowy, oni zauważyli, że wiszą na mnie ciuchy. Zaczęli mówić: "Kama, co się z tobą dzieje, jak ty wychudłaś". Rozpłakałam się i wyszłam do łazienki. Przyszły mama z ciocią, zaczęłyśmy rozmawiać i... wtedy się przyznałam. Do ukrywania jedzenia, do oszukiwania, do wyrzucania kanapek. Wtedy po raz pierwszy poczułam obawę. Bo już zatrzymał mi się okres - mówi Kamila.

Jak rozpoznać anorektyczkę?

Anorektyczki, które wchodzą w etap zaprzeczania chorobie, panicznie się boją, że ktoś mógłby się zorientować, jak poważny jest ich stan, zmusić do jedzenia. Noszą obszerne ubrania - poza tym muszą ubierać się "na cebulkę", bo wciąż jest im zimno. Mają wiele sposobów wyprowadzania w pole najbliższych osób. Wiele z nich opisuje w "Chudej" Judith Fathallah. W trakcie rodzinnego obiadu trzeba skubnąć tylko trochę jedzenia, a resztę malowniczo "rozmazać" po talerzu - wygląda, jakby ubyło więcej niż w rzeczywistości. Można chować jedzenie w kieszeniach. Mieć na kolanach rozłożoną serwetkę i - gdy rodzice i rodzeństwo zajmą się rozmową i pałaszowaniem - ukradkiem zrzucać na nią kawałki pokarmu. Taką serwetkę potem się jedną dłonią zwija, chowa w rękawie i... do kosza albo za okno, do plecaka - wyrzuca się w drodze do szkoły. Przed ważeniem - w szkole czy w domu - trzeba włożyć ciężkie kolczyki, bransoletkę, wpleść we włosy ciężkie ozdoby. Można wypić dużo wody. A najlepiej unikać po prostu sytuacji, w których ktoś mógłby zobaczyć, jak bardzo dziewczyna schudła.

- Na studia zdałam na wydział architektury w Krakowie - opowiada Kasia. - Wyjechałam z rodzinnego miasteczka. Wtedy to był taki mój bardzo zły okres, dużo ważyłam, ludzie nawet pytali, czy nie jestem w ciąży, otwarcie mówili, że powinnam schudnąć. W Krakowie wzięłam się za siebie. Zresztą: musiałam, żeby zostać na studiach. Był taki wykładowca, prowadził dwa najważniejsze przedmioty. Nie lubił grubych dziewczyn, bezlitośnie im docinał. U nas w grupie była taka jedna, ze sporą nadwagą. Tak się jej czepiał, że zrezygnowała z nauki. Wtedy przerzucił się na mnie. Ja już byłam w trakcie diety. Pierwsze jedenaście kilo to samo poleciało. Zaczęłam chodzić na uczelnię na piechotę - dwadzieścia minut szybkim krokiem. Potem waga stanęła. Wiedziałam, że muszę zacząć bardziej się starać. Zapisałam się na basen. Za pierwszym razem weszłam i... tyle tych chudych dziewczyn w bikini. Też chciałam taka być. Na basen chodziłam trzy razy w tygodniu. W te dni starałam się jeść trochę więcej, żeby mieć siłę. A w pozostałe... No, dzisiaj na przykład, zjadłam dwa kawałki chrupkiego pieczywa z wędliną. Koleżanki z roku na początku mnie dopingowały. Potem, jak nosiłam już rozmiar 34, niby przestały, ale też i nie mówiły: "Słuchaj, ty jesteś za chuda, utyj". Najbardziej bałam się wrócić do domu. W kilka miesięcy, prawie trzydzieści kilo... Bałam się reakcji rodziców, brata. W końcu już musiałam pojechać. Jak mnie zobaczyli... To była taka bezradność. Ale potem mama mnie ucałowała, miała łzy w oczach. Nic nie mówiła. Więc pomyślałam: jest OK. A ten wykładowca... ma już inną ofiarę.

Szkielet przed lustrem, a w lustrze...

Im dłużej trwa odchudzanie, mordercza dieta, im bardziej dziewczyna jest chuda, tym większy strach odczuwa przed przytyciem. Paradoksalnie, kiedy anoreksja jest już bardzo zaawansowana, dziewczyna widzi siebie w lustrze często grubszą, niż była na początku diety.

- Nie lubię teraz mojego ciała. A brzuch stał się już zwyczajnie obsesją. Ciągle ten brzuch widzę, wydaje mi się, że jest okrągły, wystający. Mimo tego, że lekarze medycznie określają go jako "wklęśnięty" - zwierza się Kamila i pokazuje zdjęcia. Na fotografiach widać przeraźliwie chudą dziewczynę o blond włosach, opadających na twarz. Zdjęcie z boku: szczuplutkie ramionka, wystające kości miednicy, wyraźnie widoczne żebra. Pomiędzy miednicą i żebrami... dziura. Brzuch zapadnięty tak, że prawie przylega do kręgosłupa.

- Kolega przesłał mi kiedyś taki krótki filmik. Widać na nim, jak w lustrze przegląda się korpulentna dziewczyna, no, taka ważąca około sześćdziesięciu kilo. Ogląda to ciało: duży brzuch, pełne biodra, ma łzy w oczach, jak na siebie patrzy. I nagle kamera się oddala, i okazuje się, że widzieliśmy tylko odbicie tej dziewczyny w lustrze. Teraz widzimy ją samą. Jest bardzo chuda, ale widzi siebie inaczej. Po obejrzeniu tego filmu pomyślałam, że chyba faktycznie ja mam ten obraz swojego ciała nalanego, grubego - w głowie. I jakbym rzutowała go na lustro. Ale nie potrafię się z tego wyzwolić. Co tydzień w zasadzie powinnam zmieniać ubrania na mniejsze. A mimo to wciąż nie mam wrażenia, że jestem wystarczająco szczupła. Gdy biorę do ust kęs jedzenia, czuję się taka nieznośnie pełna, choć przecież fizycznie nadal odczuwam ssący głód. Boję się, że gdybym zaczęła normalnie jeść, zaraz bym przytyła. Organizm na pewno odbiłby sobie to niejedzenie, gromadziłby zapasy.

A ja tak strasznie się boję, że kiedyś ktoś znowu do mnie powie: "Jak ty się roztyłaś, coś ty z siebie zrobiła, kiedyś byłaś taką ładną dziewczyną" - opowiada Kasia.

Judith Fathallah ten wewnętrzny głos, który zabrania jeść i każe wciąż chudnąć, nazywa Małpą. Małpa krzyczy w książce na jej autorkę: "Za dużo zeżarłaś, wstrętna świnio. Nie możesz ważyć więcej niż 44 kilo, bo będziesz wielgachna! Rusz się, ty leniwa suko!!! Spalaj kalorie! A co z tymi kiełbaskami! I tak są samym tłuszczem! Zjadłaś je, ty szurnięta suko! Rzygać mi się chce na twój widok! Jak mogłaś je zjeść! Zasługujesz na karę. Tylko dietą możesz odkupić swoje grzechy". Narratorka "Chudej" próbuje walczyć z tym głosem, ale Małpa jest zbyt silna. Tylko głodzenie się pozwala ją przyciszyć, zamiast obelg usłyszeć pomruk zadowolenia i akceptacji. W porządku. Panujesz nad sobą. Kontrolujesz swoje życie. Masz silną wolę. Jesteś OK.

Wygrać z Małpą

Czy można z tym głosem wygrać i przeżyć? Czy można wyłączyć go na zawsze i wrócić do normalnego życia? Do normalnego jedzenia? Judith Fathallah miała dużo szczęścia. Trafiła do specjalistycznego ośrodka. Po kilku miesiącach udało jej się przezwyciężyć chorobę. Przybrała na wadze. Przestała wreszcie obsesyjnie myśleć o swoim ciele, swojej wadze, diecie. Kamila została zmuszona przez rodziców do wyjazdu do Warszawy, do kliniki, w której leczone są anorektyczki. Rodzice zagrozili: "Jeśli nie zaczniesz się leczyć, ubezwłasnowolnimy cię". - Dojrzałam do tego, że nie chcę, żeby się za mną takie papiery ciągnęły. Wolałam się zgłosić, odbębnić te dziesięć tygodni w szpitalu. Zresztą ja naprawdę chciałabym wyzdrowieć. Najgorsze jest to, że mam 21 lat i nie mogę o niczym decydować. Nie mogę studiować, to dla mnie wielki cios, bo studiuję kosmetologię i uwielbiam to. Jestem ciągle pilnowana. Żebym jadła, nie oszukiwała. Dzisiaj była na obiad jakaś zapiekanka z makaronu, z szynką i pomidorami, bez sera, bo ja sera nie tknę, to sam tłuszcz. Jem kolacje, śniadania, w ciągu dnia nawet wypiję dwie kawy z mlekiem. Teraz to nawet czekam tej chwili, kiedy jestem zmuszona, że tak powiem, jeść - mówi Kamila.

Na razie Kamila jest w domu, mama pilnuje, żeby lepiej się odżywiała, żeby jadła cokolwiek. Kiedyś zdarzało jej się tygodniami żyć o jednym pomidorze i połowie ogórka dziennie. Na oddział jej nie przyjęto - lekarze postawili warunek. Musi ważyć 40 kilogramów. Nie udało jej się dobić do tej wagi przed rozpoczęciem "turnusu" - bo dziewczyny leczone są etapami. Może w przyszłym miesiącu ją przyjmą?

Kasia też już wie, że jest chora. Czasami jest tak słaba, że trudno jej nawet wstać, gdzieś iść. Szuka w sobie sił. Była u lekarza pierwszego kontaktu, opowiedziała mu o swojej diecie. Popatrzył na nią, zważył. I powiedział: "Niech pani nie przesadza, to nie jest jeszcze taka niska waga". Jeszcze...Kasia liczy na pomoc przyjaciela. Poznała go przez internet. Widywali się, ale ostatnio porozjeżdżali się na studia po całej Polsce. Dawno Kasi nie widział, ostatnim razem - kiedy ważyła prawie czterdzieści kilo więcej. Co teraz powie? Jak zareaguje? Czy ją pozna, czy zaakceptuje, czy mu się spodoba? - Mam nadzieję, że on coś takiego powie, coś takiego zrobi, że mnie dowartościuje. Że będę mogła spojrzeć na siebie jego oczami. Tak jak on będzie na mnie patrzył. Że on mnie pokocha po prostu - wzdycha z nadzieją Kasia.

Kamili marzy się za dziesięć lat własny gabinet kosmetyczny, mąż, dzieci. To, że będzie zdrowa, że będzie lubiła i akceptowała siebie.

"Miałam czysty umysł - zaborczy głos szaleństwa znikł, stał się słaby niczym wiatr poruszający liśćmi"- kończy swoją książkę Judith Fathallah. Odchudza się co dziesiąta nastolatka i młoda kobieta. Co setna zapada na anoreksję. Z tych, które już zachorowały, u co piątej anoreksja doprowadzi do wyniszczenia organizmu i trwałych uszkodzeń, m.in. osteoporozy, zaburzeń pracy narządów wewnętrznych, zaburzeń hormonalnych. Ocenia się, że nawet dla co dziesiątej anorektyczki ta choroba kończy się śmiercią.