Gorzki smak seksu

- Michał, jestem erotomanem - odzywa się spod ściany przystojny brunet w typie Antonio Banderasa. Od pół roku razem z kilkunastoma innymi osobami uczestniczy w mityngach grupy Wspólnoty Augustyńskiej Anonimowi Uzależnieni od Seksu i Miłości (SLAA).

Więcej o miłości i seksie znajdziesz w serwisie Miłość i Seks



Parafialna salka jednego z warszawskich kościołów. Na ścianie duży obraz ze świętym Franciszkiem, pośrodku sali zapalona świeca. Kobiet jest tylko nieco mniej niż mężczyzn. Elegancka blondynka, łysiejący czterdziestolatek, studentka o promiennym uśmiechu, biznesmen z laptopem. Jest też blondyn z kitką, nauczycielka z czerwonymi tipsami i cudzoziemiec - Anglik, dyrektor poważnej firmy. Wśród nich jest Michał, architekt.

Wychowały mnie kobiety

- Kiedy pierwszy raz tu szedłem, bałem się. Myślałem, że spotkam jakichś zdegenerowanych zboczeńców, a zaskoczyła mnie normalność i przeciętność. Wielu ludzi na poziomie. Przedstawiali się imieniem i zawsze dodawali "jestem erotomanem".

A ja? Mnie nie chciało to przejść przez gardło. Wobec tylu osób miałem wyznać, że seks jest chorobą, która wyżera mi duszę? Nadal oszukiwałem siebie i rodzinę. Twierdziłem, że mam problemy emocjonalne, nerwicę, depresję, że cierpię na bezsenność... Nie chciałem się przyznać, że tylko poprzez seks jestem w stanie rozładować napięcie. Czasem czuję tak silne pożądanie, że nie zwracam uwagi na konsekwencje. Uprawiałem seks z naszą przyjaciółką, kiedy żona w tym czasie grillowała w ogrodzie. Sypiałem z moją sekretarką i jej siostrą bliźniaczką. To dodawało sprawie pikanterii. Jak się zaczął ten obłęd?

Wychowywały mnie kobiety. Matka, starsza siostra i ciotki, najczęściej "przyszywane". Ojca prawie nie znałem, bo rodzice rozwiedli się, gdy miałem dwa lata. Do dziś nie wiem, czy tata nie chciał z nami utrzymywać kontaktów, czy też matka mu ich zabroniła. Była prokuratorem i z łatwością oskarżała nie tylko w sądzie. Potwornie bałem się jej cynicznego tonu i silnej ręki. Myślę, że miała problem z alkoholem. W domu często odbywały się libacje. Wtedy uciekałem do babci, która mieszkała w innej dzielnicy.

Ale kiedyś mi się nie udało. Miałem prawie 14 lat, w moim pokoju pojawiła się jedna z "przyszywanych cioć", nieco młodsza od mamy. Nie była brzydka, oczy jej błyszczały, stanęła przede mną i zaczęła się o mnie ocierać. Byłem zaskoczony, ale nie kryłem ciekawości, co będzie dalej. Usiadła na biurku, rozchyliła nogi i pokazała wyraźnie, że jest bez majtek. Zanim zdążyłem ochłonąć, majstrowała przy moim rozporku. Potem wszystko szybko się potoczyło.

To była moja inicjacja. Nie zdawałem sobie sprawy, że zostałem seksualnie wykorzystany. I to nie raz. "Ciocia" odwiedzała nas często, a ze mną regularnie uprawiała seks. Przy tych zbliżeniach traktowała mnie jak przedmiot. To ona decydowała, w jaki sposób i gdzie dojdzie do zbliżenia. Bawiła się mną, wyśmiewała moje zahamowania i to, że tak szybko się podniecam. Czułem do niej nienawiść i odrazę, ale równocześnie tęskniłem za jej ciałem. Niedawno przeczytałem świetną książkę amerykańskiego psychologa Patricka Carnesa pt. "Seks jako źródło cierpień. Dowiedziałem się z niej, że 81 proc. erotomanów doświadczyło seksualnych nadużyć w dzieciństwie. To mi wiele wyjaśniło.

Nieważne z kim, nieważne gdzie

- W podstawówce moi koledzy oglądali pornosy, a ja imponowałem im moim seksualnym doświadczeniem, zgrywałem się na zimnego drania. Chłonęliśmy pornografię we wszelkich dostępnych formach. Prześladowały mnie seksualne fantazje i sny, więc masturbowałem się na okrągło. W szkole na przerwach zaspokajałem się w ubikacji i uprawiałem seks z przypadkowymi dziewczynami.

Na studiach miałem opinię casanowy i to mi odpowiadało. Kobiety lgnęły do mnie, chciały mnie usidlić, ale ja się nie dawałem. Seks tak, miłość nie - to była moja dewiza. Ale pojawiła się Ania, narzeczona kolegi, nieczuła na moje męskie wdzięki. Musiałem mu ją odbić. Pisałem wiersze, zasypywałem kwiatami, a ona była zimna jak lód. Posunąłem się nawet do próby samobójczej. Kiedy i to nie wystarczyło, oświadczyłem się. I zostałem przyjęty.

Gdy już byliśmy małżeństwem, a Ania zaszła w ciążę, zrozumiałem, że właściwie jej nie kocham. Zawsze ją zdradzałem. To mnie podniecało. Na własnym weselu uprawiałem francuską miłość z jedną z jej koleżanek i nawet zostaliśmy przez Ankę nakryci. Był wstyd, rozpacz, wyrzuty sumienia i obietnice, że to się nie powtórzy. Przez miodowy miesiąc wytrzymałem. Ale pojawiły się duszności, zawroty głowy, dreszcze, obsesyjne myśli i sny. Ruszyłem w miasto i uprawiałem seks z każdą, która nawinęła mi się pod rękę. Nie były ważne zabezpieczenia ani konsekwencje. Panika przychodziła po fakcie. Jeśli zostałem zakażony HIV-em, to mogę zakazić Anię... Trwało to latami.

Partnerki zdobywałem przez internet, z ogłoszeń, korzystałem z agencji towarzyskich, z usług tirówek. Potrzebowałem wciąż nowych, coraz bardziej ekstremalnych doznań. Nieważne z kim i gdzie. Ważne było rozładowanie napięcia. Inaczej nie mogłem pracować, myśleć. Ale coraz szybciej pobudzenie i niepokój wracały. Ręce mi się trzęsły jak alkoholikowi. Teraz wiem, że poprzez seks można osiągnąć stan upojenia szybciej i efektywniej, niż pijąc. W mózgu wytwarza się substancja o nazwie fenyloetyloamina, podobna do amfetaminy.

Zachowywałem się jak narkoman na głodzie, ale tego nie dostrzegałem. Kiedy świat mi się zawalił - żona wystąpiła o rozwód, bo znalazła sobie innego faceta, ukochana córka nie miała dla mnie czasu, w banku miałem debet, a w pracy zostałem pominięty przy podwyżkach - ogarnęło mnie przerażenie. Pojawiły się myśli samobójcze, bo powoli do mnie docierało, jaką jestem szmatą, jak strasznie ranię innych. A najbardziej przeraziło mnie, że jestem taki samotny, że nie potrafię kochać.

Michał trafił w końcu do seksuologa i to on go namówił do udziału we Wspólnocie Augustyńskiej SLAA. Tam poznał ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia i borykali się z podobnymi problemami. Dziś wspierają go, pilnują. Nawiązał przyjaźń ze swoim sponsorem Pawłem (sponsorem zostaje osoba z grupy, która od dawna nie ulega nałogowi i w każdej chwili jest gotowa służyć pomocą). Tam też doświadczył, jak trudny jest proces odstawienia seksu. Tłumione przez lata emocje dały o sobie znać.

- Czułem złość i ból. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Obrazy wykorzystania. Uczucia wstydu, upokorzenia. Winy i samotności. Przypomniałem sobie twarz koleżanki z podstawówki, która mi się podobała, którą kilka razy odprowadziłem do domu, ale potem kiedy zostałem seksualnie wykorzystany, wszystko się urwało... Poczułem straszną tęsknotę za tym uczuciem. Uczuciem, którego nie przeżyłem - wspomina Michał.

Długo namawiałam Annę - żonę Michała - na spotkanie. Wzbraniała się, tłumacząc, że grzebanie w przeszłości tak ją boli, że zrezygnowała z psychoterapii. Nagle sms - "Zapraszam jutro o 10". I adres.

Miłość nie wszystko wybaczy

Ania mieszka w domu odgrodzonym od świata wysokim żywopłotem. W progu wita mnie zielonooka, piegowata kobieta z burzą rudych włosów. W obcisłych dżinsach wygląda najwyżej na 40 lat. Taka Ania z Zielonego Wzgórza. Uśmiecha się promiennie. - Pani pewnie lituje się nade mną, a może nawet mną gardzi... - wybucha i nie dopuszczając mnie do głosu, kontynuuje. - Sama się sobie dziwię. Jak mogłam wytrzymać z Michałem ponad 25 lat? Godzić się na to wszystko. Nie wiem... Kiedyś go wręcz obsesyjnie kochałam. Pamiętam, jak się poznaliśmy.

Na przyjęciu urodzinowym mojego ówczesnego narzeczonego Piotra. Przyszedł z tak piękną blondynką, że nawet Piotr nie mógł od niej oderwać wzroku, a on zamiast jej pilnować, bezczelnie mnie uwodził. Kiedy znaleźliśmy się sami w kuchni, zaczął mnie obłapywać. Wściekłam się i uderzyłam go w twarz. Roześmiał się i wyszedł. Wrócił z naręczem tulipanów, podobno ogołocił klomb przed blokiem. Był taki przystojny, uśmiechał się jak Jack Nickolson. Potem dowiedziałam się, że ma opinię kobieciarza. Dzwonił, pisał, wystawał pod gmachem uczelni, a ja nie chciałam go znać. Złamałam się, kiedy dowiedziałam się, że jest w szpitalu, bo połknął całe opakowanie relanium.

Wtedy uwierzyłam, że mnie kocha. I to był błąd. Kiedy wyzdrowiał, oświadczył się. Byłam w siódmym niebie. Dumna, że mi się udało zdobyć uczelnianego casanowę. Ale ta romantyczna historia już na weselu zamieniła się w tragifarsę. Pamiętam, że wyszłam na taras zaczerpnąć powietrza i usłyszałam postękiwania. Odwróciłam się i zobaczyłam scenę jak z telenoweli. W altanie stał mój mąż z opuszczonymi spodniami, a przed nim klęczała moja druhna i... Zatkało mnie. Zamarłam. Kiedy było już po wszystkim, Michał mnie dostrzegł i wtedy zaczęłam krzyczeć. Ktoś z gości wybiegł, a on zatkał mi usta i tłumaczył, że to taka nasza wstępna gra przed nocą poślubną.

Milczałam, bo chciałam uniknąć skandalu. I tak milczenie, przymykanie oka na jego skoki w bok, stało się normą w naszym małżeństwie. Tak jak moje upokorzenie, wstyd, poczucie winy, obrzydzenie (i do niego, i do siebie) i bezradność. Nie potrafiłam bez niego żyć, byłam od niego uzależniona. Teraz wiem, że to było toksyczne uczucie. Oczywiście Michał kajał się, klękał, przepraszał, kupował kwiaty i biżuterię, zapewniał, że już nigdy i zdradzał mnie na lewo i prawo. Na początku wierzyłam, że jest szansa na zmianę, ale nie ufałam mu. Śledziłam, sprawdzałam kieszenie i połączenia telefoniczne. Robiłam awantury jemu i jego kochankom. Miałam obsesję, a Michał mógł uprawiać seks na okrągło i zawsze było mu mało. Chciałam temu sprostać, starałam się, wkładałam erotyczną bieliznę i godziłam się na najbardziej wymyślne pozycje.

Ale kiedy trzy lata po ślubie urodziła się Madzia, straciłam ochotę na seks i wtedy właśnie zaczęłam przymykać oko na romanse męża. Gdy kogoś miał na boku, to ja miałam spokój, inaczej ciągle mnie napastował, a te zbliżenia nie były przyjemne. Bez pieszczot, kończył, kiedy miał orgazm, a ja się nie liczyłam. Czułam się jak lalka z seks shopu. Wiele kobiet, z którymi sypiał, znałam. Wiele razy przyłapałam go na zdradzie. Kiedy odkryłam, że bywa w agencjach towarzyskich, zaczęłam się bać. Przede wszystkim HIV. Wykrzyczałam mu, że jest ohydny, że się go brzydzę. Już nie sypialiśmy razem, ale zabroniłam mu korzystania ze wspólnej łazienki. Musiał się myć w pralni.

Poraniliśmy naszą córkę

- Kłóciliśmy się, bo wydawał fortunę na dziwki, a żałował na wakacyjny wyjazd córki do szkoły językowej w Anglii. Ona widziała, że nasze małżeństwo jest fikcją, jednak dopóki z nami mieszkała, starałam się zachować pozory. Bardzo kocha ojca. Pozew o rozwód złożyłam, bo miałam już dosyć tego udawania i tolerowania faceta, który ciągle mnie ranił. Poznałam kogoś, z kim chcę ułożyć sobie życie. Kiedyś, w odwecie, zdradziłam Michała, przespałam się z poznanym na wycieczce mężczyzną, ale czułam wstręt do siebie i seks też mi się nie podobał.

Pewnie dlatego, że do tego mężczyzny nic nie czułam. Z obecnym partnerem jest inaczej. Nasz związek trwa już rok. Chyba go kocham. Cieszę się, że Michał stara się stanąć na nogi, że walczy z nałogiem, ale ja już nie chcę być jego żoną. Nie czuję do niego nic poza złością i... współczuciem. Muszę się z tym jakoś uporać, żeby na rozprawie w sądzie nie wybuchnąć. Boję się, że poraniliśmy naszą córkę. Od kiedy się rozstaliśmy, nie odwiedza mnie. Ma mi za złe, że układam sobie życie na nowo, że zdradziłam... Ale kogo? Nie wiem. Jestem zagubiona...

Kręci mnie polowanie

Magda, córka Anny i Michała, zgodziła się zjeść ze mną lunch w centrum miasta. Przyszła punktualnie i od razu ją poznałam. Ma oczy, włosy i figurę po matce, ale uśmiecha się jak ojciec. Prowokująco. Bardzo szczupła i wysoka studiuje medycynę, zarabia jako modelka. - Chce pani wiedzieć, jak daleko padło jabłko od jabłoni i czy jestem erotomanką? - rzuca obcesowo i wybucha śmiechem. - Tego jeszcze nie wiem. Może...

Wiem natomiast, że najbardziej mnie kręci uwodzenie facetów. Polowanie, zdobywanie, potem napięcie mija. Nudzę się. Mój najdłuższy związek trwał miesiąc. Trochę się boję, że jestem taka jak ojciec. Może dlatego tak trudno mi się z nim rozmawia. Nie chcę słuchać o jego problemach, o leczeniu. Nie chcę widzieć jego upadku. Dla mnie był księciem z bajki. Piękny, uśmiechnięty, nosił mnie na rękach, rozpieszczał prezentami. Widziałam, że żadna kobieta nie była w stanie mu się oprzeć. Podobało mi się, że tak się za nim uganiają. Kiedyś wychodziliśmy na spacer i nagle wyrosła przed nami jakaś ślicznotka, która błagała ojca, żeby się z nią spotkał. Spławił ją.

Kochałam go szaleńczo i byłam wściekła na matkę, że się z nim kłóci. Był moi ideałem. Kiedy nakryłam go w łóżku z jakąś kobietą, nie powiedziałam o tym mamie. Zemściłam się na tej babie - pocięłam jej płaszcz nożyczkami i ojciec mnie za to nie ukarał.

Kiedy mama wyrzuciła go z domu, obraziłam się na nią. Nie podoba mi się, że chce się związać z jakimś facetem. Nie znam go i nie chcę znać. Zdradziła i zraniła mojego tatę. Wiem, że nie jest bez winy, ale powinna mu pomóc, a nie opuszczać w potrzebie. Zawiodła mnie! - prawie krzyczy i zbiera się do wyjścia. - Czy byłaś kiedyś zakochana? - pytam. - Miłość? A co to jest? - uśmiecha się. - Wiele razy czułam motylki w brzuchu, ale trwało to krótko. Może to tylko chemia... A seks? Dobry seks smakuje podobnie jak gorzka czekolada z chili. Lubisz? Polecam! - wybiega.

(Na prośbę bohaterów ich imiona i pewne szczegóły z ich życia zostały zmienione.)