Polski yuppie: seks, stres i all inclusive

Naukowcy zbadali polskich ludzi sukcesu - yuppies nad Wisłą nie mają łatwego życia. Wysokie zarobki okupują pracą ponad siły, załamaniami nerwowymi, utratą kontaktu z bliskimi i uzależnieniami - począwszy od narkotyków, na seksie kończąc. Czy młodzi korporanci zdają sobie sprawę z wyniszczającego trybu życia, jaki prowadzą?

Jak być pracoholikiem i nie dać się zabić...



Amfetamina - bo poprawia koncentrację i daje "powera", seks z przypadkowo poznanym partnerem - bo podnosi adrenalinę i funduje przyjemny dreszczyk, miękkie narkotyki z zagranicy - bo odtleniają mózg i powodują nieziemskie orgazmy, kurs wschodnich sztuk walki - bo można się wyciszyć. Na rodzinę, długi urlop czy przyjaciół nie zostaje już czasu...

Nie liczy się praca, ale pozycja

Agata ma 28 lat. Pochodzi z małej miejscowości na Mazurach, którą opuściła dziewięć lat temu, kiedy rozpoczęła studia. Skończyła finanse i rachunkowość, od czterech lat pracuje w polskim oddziale jednego z zagranicznych banków. Dzień pracy trwa dla niej kilkanaście godzin. - Historia taka, jakich wiele, zaczynałam od stanowiska kasjerki, teraz jestem zastępcą szefa oddziału, to do czego doszłam okupiłam latami wyrzeczeń i ciężkiej pracy po kilkanaście godzin dziennie, ale się opłaciło, mam to, o czym marzyłam. Nie mówię o stanowisku pracy, raczej o tzw. pozycji społecznej - przyznaje Agata. - Mieszkanie w centrum, auto z napędem na cztery koła, dwa razy do roku wyjazdy na zagraniczne szkolenia, co najmniej czterogwiazdkowe hotele. Stać mnie na dobrą restaurację, sprzątaczkę, cotygodniową wizytę w salonie SPA - dodaje. O zarobkach nie chce mówić wprost. - Na początku było to tysiąc złotych, teraz jest kilka razy więcej, oczywiście służbowy sprzęt taki jak telefon, czy laptop to standard, nie muszę się też martwić o opiekę medyczną - wylicza. Marek skończył właśnie czterdziestkę. Robi w finansach. Mieszkanie w centrum Warszawy, dwa auta - dla niego i partnerki, jacht w Mikołajkach, działka w okolicach Pruszkowa. Pięciocyfrowa pensja. Wakacje na Krecie, w Hiszpanii, albo na Sycylii. Tylko krótkie - cztery, pięć dni w ciągu roku góra, ale za to all inclusive.

Polacy mają tendencję do przepracowywania się i niezadowolenia z pracy. Z raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że prawie milion rodaków pracuje ponad 12 godzin dziennie. Tyle samo osób ma więcej niż jedno miejsce zatrudnienia. Ponad 80 proc. wszystkich pracowników zostaje w pracy po godzinach. Według raportu płacowego firmy Advisory Group "Test" Human Resources za 2007 rok, blisko połowa osób zatrudnionych na stanowiskach kierowniczych w polskich i zagranicznych firmach spędza w pracy więcej niż przepisowe 40 godzin tygodniowo. W zamian za nadgodziny wolne dni dostaje tylko nieco ponad 10 proc. z nich. W odpowiedzi na ciężką pracę pojawiają się atrakcyjne oferty szkoleń połączone z wypoczynkiem w kraju i za granicą, które pracownicy mogą sobie sami wybierać i za które oczywiście nie płacą.

Dla korporacji tacy pracownicy to skarb. Dlatego duże firmy kuszą wizją życia pełnego wyzwań, fundują bonusy, premie, organizują swoim pracownikom nawet wypoczynek i czas wolny. Według raportu firmy Advisory Group "Test"HR, osoby zajmujące kierownicze stanowiska mogą m.in. liczyć na służbową kartę kredytową, zwrot wydatków reprezentacyjnych, co trzeciemu przysługuje służbowe auto, a co drugi może używać samochodu bezpłatnie w prywatnych celach. - Co piąty pracownik kadry kierowniczej ma również zapewnione dopłaty do posiłków, rekreacji i sportu i dodatkową opiekę medyczną - wylicza Łukasz Pich, konsultant w dziale analiz i raportów płacowych firmy "Test" HR.

Alkoholowe kalorie...

- Nie wyobrażam sobie życia, w którym miałbym liczyć złotówki do pierwszego każdego miesiąca, martwić się, czy wystarczy na czynsz i odkładać dwa lata na zagraniczny wyjazd - przyznaje Marek. - Luksus uzależnia, ale nie mam wyrzutów sumienia, jak niektórzy moi młodsi koledzy, że żyję ponad stan, czy wydaję za dużo. Mam, to wydaję - z życia trzeba umieć korzystać - uśmiecha się. Czy czuje, że stał się trybikiem w machinie korporacji? - Robię to, co lubię, a lubię to, bo moja praca przynosi wymierne efekty. Na studiach bawiłem się w różne akcje społeczne, ale kiedy pewnego dnia poznałem czterdziestoletnie małżeństwo, które właśnie wyprowadzało się z mieszkania i szukało kąta u znajomych, bo nie było ich stać na własne lokum, zwątpiłem. Wtedy zacząłem rozglądać się za czymś, co przynosi i satysfakcję i zyski - mówi. Tak rozpoczął się jeden z wielu w jego życiu romansów - jedyny, który trwał więcej niż pięć lat - romans z finansami i marketingiem.

- Kobiety są świetnie zorganizowane, umieją poukładać sobie tak zajęcia, że w ciągu jednej doby realizują pracę przeznaczoną na dwie - mówi Agata - Ja mam takie umiejętności, myślę, że między innymi dlatego odniosłam sukces. I dlatego, że jestem uparta. Spłaca 35-letni kredyt, za który kupiła mieszkanie i wymarzonego Jeepa. Ciągle podnosi swoje kwalifikacje, dlatego nie omija żadnych szkoleń firmowych. - To jest też niezła zabawa, można zobaczyć kawał świata, ostatnio mieliśmy np. kurs asertywności połączony z wyjazdem do Norwegii - opowiada. Ze swoim ostatnim partnerem rozstała się cztery miesiące temu. - Traciłam na niego czas, a on nie umiał tego docenić. Nie jestem zwolenniczką spacerów przy świetle księżyca czy wielogodzinnego trzymania się za ręce, kiedy mam już chwilę wolę pójść do kina, albo po prostu uprawiać seks - wyznaje. - Mój partner nie bardzo potrafił zrozumieć moje potrzeby. Zamiast nudnego związku, zapisałam się na kurs tai chi - odpręża i pozwala być sam na sam ze swoimi myślami... Ostatnio wybrała się ze znajomymi na Mazury, nie do rodziny, ale na służbowo - wypoczynkowy weekend. - Dwa upojne dni, dużo alkoholu, trochę marihuany i dwie upojne noce z kapitanem jachtu, który wynajmowaliśmy - wspomina wakacyjny wypad na północ. - Bez hamulców i bez zbędnych rozmów, tylko przyjemność. Po powrocie do domu miałam jednak wyrzuty, wypiłam za dużo alkoholu, a ten jest bardzo kaloryczny. Żeby uspokoić sumienie musiałam zafundować sobie u dietetyka dwudniową kurację oczyszczającą organizm.

... i nieziemski orgazm

Młodzi pracownicy złapani w szpony wielkich korporacji mają rzeczywiście problem. Nie tylko z nadgodzinami spędzonymi przy biurku, ale także z narkotykami i przygodnym seksem. Grupa warszawskich naukowców z Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej pod kierunkiem prof. Mariusza Jędrzejko badała przez pół roku blisko pół tysiąca pracowników z kilkudziesięciu dużych korporacji i banków. Przeprowadzono wywiady z ludźmi z Warszawy, Poznania, Trójmiasta, Krakowa, Wrocławia, Tarnowa Podgórnego i Bełchatowa w wieku od 24 do 41 lat. Z analizy zebranych informacji wynika, że polscy yuppie nadużywają narkotyków, przygodny seks to dla nich codzienność, mają też problemy z nerwicami, a ciągły stres doprowadza ich na krawędź załamania nerwowego. Nie mają życia prywatnego, rodzina i spotkania z przyjaciółmi schodzą na drugi plan, a myśl o miesięcznym urlopie spędza im sen z powiek, bo nie wiedzieliby co zrobić z taką ilością wolnego czasu. W zamian zapełniają gabinety psychologów, siłownie, fitness kluby - żeby mieć odskocznię i móc się zrelaksować. Morderczy wysiłek w zamian za rosnące pensje, służbowe konto, czy kolejny awans - to model kariery polskiego korporanta. Jak twierdzi pomysłodawca badań zachowań yuppie, prof. Jędrzejko, młodzi ludzie dali złapać się w sidła swojej własnej ambicji. Pracują, bo nie mają innego wyjścia, bo potrzebują coraz więcej pieniędzy, mają ogromne kredyty, zaciągnięte po to, żeby móc żyć "na poziomie".

Marek nigdy w życiu nie zapalił papierosa. Trawkę - owszem zdarzało się. Woli od czasu do czasu odrobinę amfetaminy, zwłaszcza, kiedy kończy jakiś projekt i siły witalne już mu "siadają". - Dostaję później kilkunastogodzinnego "powera", ale wiem, że takie rzeczy na dłuższą metę szkodzą. Dlatego przestrzegam zasady - nie częściej niż raz w miesiącu - zapewnia. - Miękkie używki to co innego. Ostatnio z moją partnerką odkryliśmy "poppersy" - taki afrodyzjak z Wysp, odtlenia mózg i powoduje nieziemskie orgazmy - przyznaje. Marek był w trzech poważnych związkach. Ma za sobą jedno nieudane małżeństwo i dwójkę dzieci. Obecnie spotyka się z 25-letnią Renatą, którą poznał podczas urlopu nad morzem, po kilku miesiącach przeprowadziła się do niego do Warszawy. - Przygodny seks zdarza mi się teraz bardzo rzadko, lepiej mieć nad wszystkim kontrolę - mówi Marek. - Kilka miesięcy temu moi przyjaciele założyli taki mały swingersowy klubik, byliśmy tam z Renatą dwa razy, to świetny sposób na odreagowanie cotygodniowego stresu - podkreśla.

Jak być pracoholikiem i nie dać się zabić...