Pieprz na miłość

Z dr. Władysławem S. Brudem rozmawiają Katarzyna Bosacka i Danuta Bybrowska
Co ona w nim widzi? - pytają ludzie. A powinni zapytać - co ona w nim czuje?

Jak wielka jest siła zapachu?

Dr Władysław S. Brud: Samiec jedwabnika potrafi wywąchać samicę z odległości kilometra pod wiatr - ona wydziela w ciągu doby miligram feromonu, bombykolu. Jeśli nasączymy nim cokolwiek, to jedwabnik gotów jest kopulować z byle czym. Na szczęście u człowieka jest to bardziej złożone.

Co to są feromony?

W świecie zwierząt feromony to zapachowe substancje chemiczne, które są źródłem informacji o seksie i gatunku. Dzięki nim osobniki dwóch płci tego samego gatunku poznają się i kojarzą w pary. U owadów to proste: wszystkie samice danego gatunku wydzielają ten sam feromon. Czasem ludzie wykorzystują ich syntetyczne odpowiedniki - na przykład do ochrony plantacji pomarańczy przed muszką owocowej ustawia się ekrany nasycone feromonem i środkiem owadobójczym - w ten sposób wybija się samce.

A jak jest u ludzi? Czy istnieje zapach, który zwabi wszystkich mężczyzn?

Nie, bo każdy człowiek ma inną kombinację zapachową. Zależy ona od genów, wychowania, zawodu, diety. Feromony są tylko jej elementem, a w dodatku to substancje dużo bardziej skomplikowane niż u owadów. To najprawdopodobniej pochodne męskiego hormonu androstenonu, występującego też u kobiet. Można je znaleźć w pocie, łoju, ślinie. Pies policyjny idealnie rozpoznaje zapach poszukiwanego człowieka w największym tłumie. Podobny mogą mieć tylko bliźnięta jednojajowe, ale wychowane w tych samych warunkach. To jedyny przypadek, kiedy wytresowany pies może się pomylić.

Ale feromony działają też na nas?

Działają, ale w jaki sposób, tego nie wie nikt. Do dziś nie znamy składu chemicznego ludzkich feromonów. Pewne jest tylko jedno - najbardziej ze wszystkich wrażeń człowiek pamięta wrażenia węchowe, bo na zawsze zostają w podświadomości.

Są takie miejsca, gdzie bardzo źle się czujemy i nie wiemy, dlaczego. Do głowy nam nie przychodzi, że to może być zapach.

W podręcznikach psychologii jest opisana historia pewnego człowieka: kupił stary dom w Anglii - w podobnym się wychowywał. Wprowadził się i natychmiast zachorował na coś, co można nazwać irracjonalnym lękiem - panicznie się w tym domu bał. Szukał pomocy u psychologów, psychiatrów. Trafił w końcu do aromaterapeuty i ten po kilku spotkaniach wyciągnął z niego istotną informację - jako małe dziecko był zamykany za karę na ciemnym strychu. Stary dom pachnie strychem, kurzem, pajęczynami. W głębokiej podświadomości tego człowieka zostało skojarzenie zapachu z przeraźliwym strachem, bo zmysł węchu opiera się na skojarzeniach.

I dlatego zapachy tak trudno określić słowami?

Zapachy nie mają konkretnej nazwy. Mówimy, że coś pachnie jak róża. Fachowiec zapyta: a jaka róża? I zaczynamy wchodzić w głąb. Okazuje się, że to, co dla jednych jest zapachem róży, inni nazwą zupełnie inaczej. Czyli zapach jest tylko tym, co tkwi w naszej pamięci.

Czy zapach ma wpływ na wybór partnera seksualnego?

Oczywiście. On jest sympatyczny, miły, mądry, właściwie idealny, a ona go nie cierpi. On jej po prostu źle pachnie. I nic z tego nie będzie. Być może kiedyś człowiek o podobnym zapachu zrobił jej krzywdę albo przestraszył, ale to bardzo trudno odnaleźć w podświadomości. U niej ten zapach zawsze będzie powodował niechęć.

I odwrotnie: bardzo często dziwne układy między ludźmi, pary, które innym się wydają kompletnie niedobrane, biorą się z tego, że zespół feromonów właśnie tej pani najlepiej współgra z tym drugim. Czyli daje niejako najlepszy dobór genetyczny. Pytanie: "co ona w nim widzi", jest niewłaściwe. Trzeba by spytać, co ona w nim czuje?

Kobiety pachną inaczej niż mężczyźni?

To oczywiste. Feromony związane są z naszym organizmem, z jego funkcjonowaniem, hormonami. Inny skład zapachowy będzie miało ciało kobiety, inny mężczyzny.

To prawda, że kobiety mają bardziej wrażliwy węch?

Nie tyle bardziej wrażliwy, ile zmienny, zależny od cyklu biologicznego. Dla kobiety w okresie ciąży, karmienia i wychowywania dzieci najbardziej atrakcyjny zapachowo jest jeden stały partner, czyli ojciec dziecka. Jego zapach jest jej znany, daje poczucie bezpieczeństwa. Kobietę wolną interesują różni partnerzy o możliwie odległym od niej systemie feromonów. To znaczy, najbardziej różni genetycznie.

Czyli można sterować pożądaniem! Wystarczy uzyskać syntetyczny feromon, czy tak?

Nie, przynajmniej przy dzisiejszym poziomie techniki. Poza tym, skoro każdy z nas ma indywidualne feromony, to zrobienie syntetycznego odpowiednika ludzkiego feromonu już jest niemożliwe.

Perfumy reklamowane jako feromonowe to oszustwo. Dwadzieścia lat temu Amerykanie próbowali wypromować perfumy z androstenonem. Miały działać mniej więcej tak: perfumujesz się i wszystkie kobiety są twoje. To była totalna klapa.

Można na to jednak spojrzeć z innej strony: jeżeli człowiek jest przekonany, że jest pociągający seksualnie, bo się wyperfumował, to jest swobodniejszy, bardziej otwarty i w rezultacie robi dobre wrażenie.

To wszystko, co można osiągnąć z pomocą tych syntetycznych feromonów.

A afrodyzjaki, zapachy pobudzające seksualnie?

Dają zdecydowanie lepszy efekt. To substancje podniecające, które działają podobnie jak na przykład alkohol. Wprawiają w stan lekkiej euforii, rozbudzają erotycznie. Znakomitym afrodyzjakiem jest rozmaryn.

Podnieca i mężczyzn, i kobiety?

Tak. To nie jest tak, że na kobiety działa wyłącznie piżmo, a na mężczyzn - róża. Rozmaryn po prostu podnieca, działa na psychikę. Używała go królowa węgierska Elżbieta z Łokietków w swojej słynnej Wodzie Królowej Węgier i mając blisko siedemdziesiąt lat, miała jeszcze kochanków.

Afrodyzjakami są też gałka muszkatołowa i prawie wszystkie olejki przyprawowe: pieprz, imbir, cynamon. Zresztą, one od zawsze miały dwa zastosowania. Działały jak środki przeciwbakteryjne, czyli zapobiegały infekcjom i zatruciom, i były afrodyzjakami, niekiedy droższymi od złota.

A może afrodyzjaki po prostu nas rozluźniają i dlatego mamy większą ochotę na seks?

Nie, afrodyzjaki podniecają. Ale to prawda, że zapachy mocno rozluźniające też sprzyjają miłości.

W kontaktach erotycznych zawsze odczuwamy napięcie, a zapachy powodują przełamanie oporów. Należy do nich ylang-ylang, który w sytuacji "i chciałabym, i boję się" likwiduje "boję się", ale także jaśmin, tuberoza. Kleopatra kochała się z Antoniuszem na łożu z róż, nie tylko, by było pięknie, ale też przyjemnie i na luzie.

A piżmo, ambra, cybet? To też afrodyzjaki?

Nie całkiem. Te substancje pochodzenia zwierzęcego, tak często wykorzystywane w perfumach, działają jak feromony - przyciągają. Zapachowo i chemicznie są im bliskie. Tak działa zresztą większość zwierzęcych substancji zapachowych, np. kastoreum, wydzielina bobrów. Służy bobrom nie tylko do celów seksualnych, ale również do znaczenia terenu. To jest taki zapach rodziny, a jednocześnie w pewnych okresach sygnał gotowości do rozmnażania dla partnerów.

Czyli wystarczy trochę pieprzu, trochę piżma i każdy jest mój?

Reakcja na zapachy jest bardzo indywidualna. Na przykład sandał zwykle działa uspokajająco, rozluźniająco, jogini używają go podczas medytacji. Ale w literaturze fachowej opisany jest przypadek kobiety, która miała problemy z nadpobudliwością seksualną. Trafiła do aromaterapeuty, który zastosował sandał, a on zadziałał odwrotnie. Okazało się, że jako młoda dziewczyna przeżyła niesłychanie bujną przygodę erotyczną w sypialni, w której paliły się prawdziwe indyjskie trociczki pachnące sandałem. W jej pamięci z tym zapachem wiąże się burza zmysłów.

Aromaterapeuci leczą zapachami nadmierny apetyt - po pewnym czasie zapach konkretnego jedzenia budzi niechęć. Ale to trzeba w człowieku wyćwiczyć, jeśli ktoś obżera się ciastkami cynamonowymi, to trzeba mu ten cynamon obrzydzić.

Czy kosmetyki reklamowane jako odprężające albo pobudzające to bujda?

* Nie, bo zapach rzeczywiście działa na psychikę. Dziś pachną już nawet toniki, kremy pod oczy, szminki. Jeśli kobieta zrobi sobie makijaż, to od razu ładniej wygląda. I nie tylko dlatego, że jest umalowana, ale dlatego, że lepiej się czuje, a dobre samopoczucie poprawia urodę.

A dlaczego czujemy intensywnie zapach kosmetyku, a nie czujemy, jak pachnie nasz dom?

Zmysł węchu to rzęski w komorze nosowej, połączone z opuszką nerwową i siecią nerwową z mózgiem. Zapachy docierają do podświadomości i tam są filtrowane. Świadomie czujemy tylko te, które są nowe. Gdyby człowiek odczuwał wszystkie zapachy, jakie do niego docierają, to by zwariował. To tak, jakby komuś zablokować komputer wysyłając tysiące e-maili na raz.

Dlatego pielęgniarka nie czuje zapachu szpitala. Zmysł węchu wycina wszystko, co jest normalne, powszednie i bezpieczne. W Kanadzie żyje plemię Indian, które dzieciom idącym do szkoły daje amulet - woreczek z zapachem domu - daje poczucie bezpieczeństwa, uspokaja.

Czy mieszczuch, żyjący wśród spalin, cokolwiek jeszcze czuje?

Niewiele. On zmysłu węchu prawie nie używa, bo jest mu mało potrzebny. Mieszkaniec Borneo czy aborygeni w Australii na pół dnia przed burzą wiedzą, że będzie lało.

Pszczelarze wiedzą, że mogą pracować w ulu gołymi rękami, dopóki nie uszkodzą jakieś pszczoły, która wypuści z żądłem substancję zapachową informującą inne pszczoły o zagrożeniu. To zapach strachu. Psycholodzy twierdzą, że u ludzi także istnieje zapach strachu. Często w tłumie coś się dzieje, ludzie zaczynają się bać i wysyłają zapachy. A strach wywołuje reakcje obrone - agresję. Tak budzą się w nas instynkty.