Niedzielny tato walczy

Rozmowa z dr Barbarą Arską-Karyłowską, psychologiem dziecięcym
Matka: Uważaj! Ojciec: Dawaj, dawaj! - dziecko potrzebuje ich obojga, także po rozwodzie

Po co dziecku ojciec?

Dziwne pytanie. Dziecko potrzebuje dwojga rodziców. Dla równowagi, dla opieki. Jednej osobie trudno wychować dziecko. Poza tym ono ojca po prostu ma.

Nie każde.

Większość. I jak ma, to powinno z tego korzystać.

Powiedziała pani, że dwoje rodziców jest potrzebnych dla równowagi. Co to znaczy?

Wie pani, dziecko w ogóle trudno jest wychować, rodzi się bez instrukcji obsługi. I nawet z tym najgrzeczniejszym, najspokojniejszym, najmilszym czasami nie wiadomo, co zrobić. I wtedy przydaje się wsparcie. Do wychowania dziecka potrzebne jest stałe wsparcie drugiej osoby. Jest też taka sprawa, że człowiek potrzebuje dorosłego towarzysza, nie może być non stop sam z dzieckiem. Nie mówię już o kwestiach prozaicznych, takich jak zapewnienie utrzymania i opieki, zawożenie i przywożenie z przedszkola, ze szkoły, z zajęć dodatkowych... Samotne matki, które radzą sobie w pojedynkę, są bohaterkami.

Byłam na wykładzie psycholog dziecięcej Alice Miller, która mówiła, że dziecko potrzebuje obojga rodziców, bo mama na placu zabaw mówi: 'Uważaj! ...

...a ojciec: 'Próbuj! Próbuj!'. I to jest właśnie to. Mama pilnuje, żeby zęby były umyte, a tata - żeby dziecko nie wycofywało się przed każdą ryzykowną sytuacją.

Bardzo stereotypowe podejście.

Nie! Oczywiście to nie musi być dosłownie tata i mama - mężczyzna i kobieta. W rodzinie, którą tworzą dwie kobiety, też może być taki podział.

Czyli wystarczy po prostu, żeby były dwie osoby stale opiekujące się dzieckiem?

Ale dwie osoby w rolach matki i ojca. Matka i babcia nie wystarczą.

Dlaczego? Bo obie będą pilnowały mycia zębów?

Tak jest. Poza tym babcia i mama to nie jest najlepszy układ - mało jest babć, które potrafią przestać patrzeć na matkę jak na małą córeczkę. I wtedy jest taka sytuacja, że dziecko jest dzieckiem i mama jest dzieckiem. To nie jest dobre.

To znaczy, że jeżeli w rodzinie i mama, i tata są opiekuńczy, to dziecku brakuje takiego stereotypowego, popychającego do działania ojca?

Niekoniecznie, ważne, żeby była równowaga. We współczesnej rodzinie rodzice często dzielą się obowiązkami i rolami, raz jedno jest bardziej opiekuńcze, troskliwe, raz drugie. Często rolę 'popychacza' gra matka, a ojciec jest tym troskliwym. I to też jest w porządku.

Po rozwodzie funkcje ojca się zmieniają?

Na razie jest tak, że poza absolutnie wyjątkowymi sytuacjami, gdy opieka nad dzieckiem jest powierzana ojcu albo sąd decyduje, że ma być dzielona pomiędzy oboje rodziców, na ogół dziecko zostaje z matką, a ojciec staje się opiekunem niedzielnym.

I spędza niedziele w McDonaldzie.

Albo w sklepie z zabawkami. I nie ma pojęcia, co się z jego dzieckiem dzieje. Jakie ma kłopoty, jakich przyjaciół, co je martwi, co cieszy. Ojciec często mówi: 'Bo on nie chce ze mną rozmawiać'. Ma wizję, że dziecko usiądzie przy kawie i opowie, co w szkole. Gdy opieka jest dzielona, ojciec zyskuje prawdziwy kontakt z dzieckiem. Taki, który powstaje, gdy się dziecko zaprowadza do szkoły, zaprasza jego kolegę, odrabia lekcje.

Co takiego ważnego wydarza się po drodze do szkoły?

Możemy zaobserwować, jak dziecko reaguje na różne bodźce - na przyrodę, na różnych ludzi spotykanych po drodze, na samochody, na panią wychowawczynię. Jak się zachowuje, witając się z kolegami, jak oni je przyjmują. Poza tym znaczna część dzieci w drodze do przedszkola czy szkoły zaczyna coś opowiadać. Podczas okazjonalnych niedzielnych spotkań to się nie udaje. Dzieci zwykle opowiadają wtedy, kiedy im na to przyjdzie ochota, a nie wtedy, kiedy dorosły chce porozmawiać.

Czyli niedzielny ojciec powinien po prostu inaczej spędzać z dzieckiem czas.

Niedzielni ojcowie nie mają wprawy, więc zwykle zawsze robią to samo - wizyta w centrum handlowym, kino, sklep z zabawkami. Nawet jeśli idą do parku, to ich relacja z dzieckiem jest sztuczna i przepojona dystansem z obu stron.

To może taki ojciec powinien zawalczyć o to, by móc codziennie odbierać dzieciaka ze szkoły albo go do niej odprowadzać?

Zwykle kiedy próbuje zawalczyć, to mu nie wychodzi. Nie udaje się uzyskać zgody matki. Z tego powodu ten pomysł opieki dzielonej, jaki ma poselska komisja 'Przyjazne państwo', jest dobry.

Dlaczego ojcom się nie udaje? Samotne matki skarżą się często na zbyt mały udział rozwiedzionych ojców w wychowywaniu dziecka.

To trudne. Matka chce, żeby ojciec się zajął dzieckiem, ale jak on chce się nim zająć, zaczynają się schody. Bo ojciec ma inne wartości i co innego jest dla niego ważne. I kiedy dziecko wraca od niego, mówi, że czegoś tam nie będzie robić, bo to głupota. Albo ojciec jest samotny i coś o tym wspomina dziecku, i jak ono wraca, to mówi, że tata jest biedny. Albo, nie daj Boże, ojciec ma nową rodzinę - wtedy to jeszcze trudniej.

Trudno się matkom dziwić, że się w nich gotuje, gdy słyszą o nowej dziewczynie ojca.

Ale ja im się w ogóle nie dziwię! Tylko uważam, że jeżeli opieka nad dzieckiem ma być równo dzielona - co przewiduje projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego - to trzeba się do tego solidnie przygotować już przed rozwodem.

Ale jak? Ludzie rzadko rozwodzą się w miłej i przyjacielskiej atmosferze.

Przychodzą do mnie rodzice, którzy mówią: 'Będziemy się rozwodzić. Jak to zrobić, żeby dziecko jak najmniej ucierpiało?'. Dziecko ma naturalną tendencję do widzenia świata na biało-czarno, nie trzeba go do tego zachęcać. I to jest bardzo trudne, bo ten opuszczony rodzic, który widzi to tak jak dziecko i który chętnie powiedziałby: 'Tak, masz rację, tatuś (mamusia) zrobił (zrobiła) świństwo', musi powiedzieć: 'To nie jest, dziecko kochane, ani czarne, ani białe. To jest szare'.

Co pani mówi tym rodzicom? Żeby się nie rozwodzili?

Tak bym chciała odpowiedzieć, ale nie odpowiadam. Bo to nie moja sprawa. Poza tym pozostanie razem, kiedy ludzie są bardzo ze sobą nieszczęśliwi, nie jest dla dziecka dobre.

Mówię, żeby zastanowili się, co uczciwie mogą dziecku powiedzieć o przyczynach swojego rozstania. Mówię: 'Musicie to powiedzieć razem, musicie mieć uzgodnione stanowisko, musicie umieć dalej z szacunkiem o sobie mówić i ważne decyzje dotyczące dziecka musicie nadal podejmować wspólnie'. I tacy rodzice przychodzą potem jeszcze kilka razy, bo powiedzieli, a dziecko zareagowało tak i tak i nie wiedzą, co dalej, co mu teraz powiedzieć. Przez wiele lat pracowałam w USA. I tam, gdzie mieszkałam, przed sprawą rozwodową rodzice musieli obowiązkowo przejść kurs dotyczący zasad wspólnej opieki nad dzieckiem. Dopiero potem szli do sądu.

Po rozstaniu ludzie często są w stanie szaleństwa. I racjonalnie to oni wiedzą, że trzeba z szacunkiem mówić o byłym partnerze, ale im to po prostu nie wychodzi. Albo wierzą, że on czy ona jest potworem.

Ma pani rację. Większość problemów nie jest wcale generowana przez matki, które świadomie źle nastawiają dziecko przeciwko ojcu. Przychodzi do mnie kobieta i mówi: "Bardzo bym chciała, żeby kontakty byłego męża z dziećmi były częstsze, mocniejsze, co zrobić?". Rozmawiamy i okazuje się, że chociaż ona rzeczywiście chce na poziomie świadomym, żeby ojciec więcej czasu spędzał z dziećmi, to tak bardzo go nienawidzi, że to ciągle z niej wychodzi. A jej emocje wpływają na dziecko. Dziecko widzące świat jako czarno-biały staje po stronie rodzica, który w jego ocenie został skrzywdzony. Porzucony.

Trzeba też pamiętać, że oprócz matki i ojca są jeszcze babcie, dziadkowie, ciocie - oni też mają swoje zdanie i ich zdanie też jest czarno-białe. I też wpływa na dziecko.

To co robić? Ta nienawidząca byłego męża kobieta (lub nienawidzący byłej żony mężczyzna) stara się, jak może, mówi, co trzeba, a co ma zrobić, że czuje, co czuje?

Ona mówi poprawne rzeczy, kiedy myśli. A kiedy emocje biorą górę, przestaje mówić to, co należy. Trzeba o tym pamiętać.

Czasem można pójść na psychoterapię, czasem warto znaleźć przyjaciółkę, która pomoże uporać się z tymi emocjami wobec byłego partnera. Ale już sama świadomość tych silnych emocji, których się doświadcza, a które mogą dziecku zaszkodzić, pomaga.

Gdy człowiek cierpi, trudno mu racjonalnie myśleć.

Oczywiście. I dlatego tak ważne jest dobre przygotowanie się do dzielenia opieki nad dzieckiem już przed rozwodem.

Projekt komisji Palikota wprowadza nakaz szkoleń przygotowujących do tego?

Nie wiem. Ale jest tam zapis, że rodzice muszą blisko siebie mieszkać, i mam nadzieję, będzie miał też inne zapisy, które pomogą wspólnie sprawować opiekę. Mieszkanie niedaleko siebie jest bardzo ważne. Przecież dziecko, które ma mieszkać tydzień tu, tydzień tu, musi mieć blisko do szkoły, do przyjaciół, na ten sam plac zabaw.

Tydzień tu, tydzień tu?

Nie dla każdego dziecka to będzie dobre.

Wyobrażam sobie, że dziecko z ADHD, które ma problem z zabraniem wszystkich rzeczy potrzebnych w szkole nawet z jednego domu, będzie miało tym większy problem z zabraniem ich z dwóch. Na pewno pomocne byłoby podobne urządzenie obu pokoi, ustalenie wspólnych zasad w obu domach, kupienie dwóch kompletów książek itd. W obu domach powinny być odpowiednie ubrania na każdą pogodę, stroje na wf. czy basen. Im mniej rodzice i dzieci będą musieli przenosić z domu do domu, tym lepiej.

Co pani myśli o tym projekcie?

Diabeł tkwi w szczegółach. Większość psychologów mówi, że dziecko musi mieć jeden dom, ja uważam, że może mieć dwa i oba uważać za swoje, ale to wymaga wiele wysiłku. Nie każdy rodzic i nie każde dziecko temu podołają. Być może nie wszyscy są na to gotowi. To jest rozwiązanie dla tych rodzin, w których i matka, i ojciec, rozwodząc się, mówią: 'Chcę i potrafię sprawować opiekę nad moim dzieckiem'.

Jak sędzia ma poznać, czy akurat dla tego dziecka dwa domy będą dobrym rozwiązaniem?

Zapewne na początku będzie to działać automatycznie, chyba że któreś z rodziców od razu powie, że prosi o opinię rodzinnego ośrodka konsultacyjno-diagnostycznego. Ten zapis ma zmienić tyle, że tak jak teraz z automatu daje się dziecko matce, tak później będzie się z automatu dawać obojgu.

Jeśli ojciec jest obiektywnie zły, matka mimo to powinna dbać o to, by dziecko miało z nim kontakt?

A co to znaczy 'obiektywnie zły'? Jeżeli stosuje przemoc - fizyczną bądź seksualną - wobec dziecka, to oczywiście nie. Wtedy powinien zająć się tym sąd.

A jeśli się tylko upija?

To zagraża bezpieczeństwu dziecka. Wtedy sąd powinien określić, w jakich warunkach mogą odbywać się spotkania, na jakich zasadach. Nie mówię, że ojciec alkoholik w ogóle nie może spotykać się ze swoim dzieckiem! Ale dziecko musi mieć zapewnione bezpieczeństwo. Natomiast jeśli matka uważa, że ojciec stosuje przemoc psychiczną wobec dziecka, to jej opinia nie wystarczy, żeby ograniczyć kontakty. W tym przypadku także musi o tym zdecydować sąd, który, nim wyda opinię, sprawdzi za pośrednictwem psychologów z rodzinnego ośrodka konsultacyjnego, czy rzeczywiście ojciec jest toksyczny.