Czy trzeba zabić tę miłość?

Wakacje to dla spraw miłości czas szczególny. Długo oczekiwany wypoczynek staje się okazją do usłyszenia po raz pierwszy, po wielu miesiącach pogoni i umordowania, zduszonego i zapomnianego już prawie głosu ciała, sumienia i serca.
Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej, wydanie z dnia 1999-07-10

Suma miłości

Nasze ciało błaga o litość i odpoczynek. Nasze sumienie pragnie refleksji i skruchy. A serce krzyczy o miłość. Leniwe letnie dni i gorące noce ujawniają skalę spustoszeń, jakich w imię sukcesu lub przetrwania dokonaliśmy w naszym życiu emocjonalnym i w związkach z najbliższymi. Kontaktów z życiowym partnerem nie sposób ograniczyć już do ustalenia listy zakupów i spraw do załatwienia. W rozmowach z dziećmi nie uratuje nas zdawkowe "jak tam w szkole?". Nagle odkrywamy, że nieopatrznie wybraliśmy się na wakacje z grupą słabo znanych sobie osób, które stanowią naszą rodzinę. Wtedy może pojawić się chęć ucieczki. Pokusa, aby wdać się w łatwy, wakacyjny romans.

Czy walczyć z impulsem, za którym stoi pragnienie miłości?

Nie ma dobrej odpowiedzi dla wszystkich.

Czy to jest miłość?

Trudno powiedzieć, czym jest miłość. Łatwiej wskazać na to, czym nie jest.

Miłość na pewno nie jest zniewalającym i upokarzającym przywiązaniem do drugiej osoby ani pragnieniem przyłożenia kojącego plastra na nasze obolałe serce i ciało. Wyznania i deklaracje w rodzaju: bez ciebie jestem nikim; tylko ty możesz mnie uszczęśliwić - są wyrazem uzależnienia, a nie miłości.

Miłością nie jest ślepe pożądanie, które z drugiej osoby czyni pozbawiony cech ludzkich przedmiot. Miłością nie jest też potrzeba zaopiekowania się "biedactwem", by sobie poprawić samopoczucie, wystąpić w roli wybawiciela (-ki).

Przeżywaniu miłości powinno towarzyszyć poczucie swobody, radości i lekkości oraz szacunku i zachwytu dla wybranej osoby.

Czy warto się poświęcać i być wiernym?

Wierność kojarzy nam się z uciążliwym zobowiązaniem do pozostawania czyjąś własnością. Dzieje się tak dlatego, że umyka nam zasadniczy wymiar wierności, jakim jest zobowiązanie wobec samego siebie i wobec miłości, która sprawiła, że jesteśmy teraz razem.

Wierność to polisa ubezpieczeniowa miłości. Albo odnawialny kredyt na wypadek, gdy nasze miłosne konto wyda nam się puste. Wtedy, aby przeczekać kryzys, bieżące zobowiązania regulujemy z konta wierności. To się sprawdza. Chroni przed przedwczesnym ogłoszeniem bankructwa i niepotrzebną, zawsze ryzykowną zmianą branży. W dodatku daje czas na rozpoznanie źródeł kryzysu i uruchomienie strategii naprawczej.

Z poświęceniem jest podobnie jak z wiernością. Najczęściej widzimy w nim gorzką rezygnację, wymuszoną przez okoliczności. Zapominamy, że istotą poświęcenia jest dobrowolność. Jeśli jej zabraknie, nie sposób mówić o poświęceniu, należałoby raczej mówić o byciu ofiarą rabunku.

Poświęcenie jest praktykowaniem cnoty samoograniczenia się. Jak każde praktykowanie cnoty musi opierać się na naszej zdolności i możliwości dokonywania wyborów. Powinno na zawsze pozostać naszą tajemnicą i naszą odpowiedzialnością. Gdy wystawiamy za nie rachunki albo chwalimy się nim, to traci swoją moc.

Jeśli zdecydujemy się poświęcić coś dla nas cennego w imię czegoś, co uznamy za ważniejsze, wtedy oprócz naturalnego, a nawet koniecznego żalu doświadczamy ulgi, spokoju i poczucia słuszności. Sam termin "poświęcenie" niesie w sobie obietnicę, że temu, co ważniejsze od nas, przydajemy walor świętości. W ten sposób pomagamy sobie dostrzec prawdziwą tego wartość.

Często poświęcając lepsze, mamy okazję docenić wartość dobrego, które jest już naszym udziałem.

Czy trzeba zabić tę miłość?

Miłość, szczególnie wysokiej próby, jest towarem tak bardzo deficytowym, że walczenie z nią byłoby niewybaczalnym błędem. Ale czy potrafimy kochać naprawdę więcej niż jedną osobę? Nawet jeśli tak, to jednak z jakichś tajemniczych powodów uznajemy, że miłość wyraża się najlepiej poprzez wyłączność, wierność i poświęcenie.

To nie znaczy, że miłości do drugiej osoby trzeba się wyprzeć. Wystarczy ją poświęcić.

Dzięki poświęceniu wartości nabiera nie tylko to, na rzecz czego rezygnujemy, ale również to, z czego rezygnujemy. W ten sposób możemy zachować jedną i drugą miłość. Pod warunkiem jednak, że damy wy- raz tej poświęconej mówiąc np.: "Kocham cię i pragnę, ale postanowiłem nie realizować swoich pragnień i poświęcić je, aby uchronić to, co uznałem za ważniejsze".

Jest nadzieja, że dzięki temu suma miłości we wszechświecie się powiększy.

Czy zdarzają się dobre romanse?

Dobre romanse zdarzają się, ale to nie są romanse łatwe. Podejmujemy je z wahaniem i obawą, kiedy uwikłamy się w beznadziejny układ i nasze serce wyje z tęsknoty i samotności. Wtedy pójście za jego głosem może okazać się wyzwalające. Jeśli nam się poszczęści, będziemy wreszcie z kimś, kto szanuje i docenia naszą miłość, odpowiada zachwytem na zachwyt.

Ale to już nie jest romans. Zaczyna się coś ważnego.



WYSOKIE OBCASY nr 15 dodatek do Gazety Wyborczej nr 159, wydanie z dnia 10/07/1999 , str. 40

Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, buddysta, autor książek psychologicznych i programów telewizyjnych ("Okna"), stały współpracownik "Zwierciadła". Ojciec dwóch synów

Tekst pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez odrębnej zgody Wydawcy zabronione.