Elita wśród niań - guwernantki wracają do łask

Nauczy francuskiego, gry na pianinie i ułoży dietę. Doradca personalny? Nie, to elitarna niania - guwernantka. Choć ich usługi wyceniane są nawet na 10 tys. zł miesięcznie, wiele czuje się upokorzonych pracą w czyimś domu.
Kobieta, u której pracuje Matylda, sama wychowuje Marysię, a trudy macierzyństwa dzieli z guwernantką. - Czasem myślę, że opiekuję się nimi obiema. Kiedy mała już śpi, jej mama często prosi mnie żebym została. Siedzimy i gadamy do późna. Nawet gdy u niej nocuję, mój licznik tyka - 30 zł na godzinę - mówi Matylda, studentka psychologii.

Żeby zarobić na utrzymanie w czasie studiów, u zamożnych znajomych zatrudniali się w przeszłości m.in. Henryk Sienkiewicz, Maria Skłodowska-Curie, Bolesław Prus i Stefan Żeromski. Podstawą ich pracy była nauka zasad savoir-vivre'u, języka francuskiego i gry na instrumentach - najczęściej fortepianie. W drugiej połowie XX w. po części ze względów finansowych, ale też z potrzeby intymności guwernanci i reszta służby, powoli odeszli w zapomnienie. Po kilku dekadach wracają, w formie... właściwie niezmienionej.

Domowy edukator

Zatrudnienie guwernantki powoli przestaje być usługą elitarną. - Coraz więcej rodzin dysponuje środkami finansowymi na kształcenie pociech już w wieku niemowlęcym. Szukają nie tylko niani opiekującej się dzieckiem pod ich nieobecność, ale zarazem osoby, która będzie rozwijać dziecięce talenty - tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl Karol Wyszyński ze Szkoły Wyższej Przymierza Rodzin, zajmujący się promocją pierwszego w Polsce kierunku kształcącego guwernantów - "Edukator domowy - Guwerner, Guwernantka".

Uczelnie wyższe, m.in. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, czy Uniwersytet Wrocławski oferują już możliwość zdobycia takiego wykształcenia, najczęściej w formie studiów podyplomowych dedykowanych magistrom psychologii i pedagogiki.

Cieszą się studenci, traktujący pracę domowego edukatora, jako okresową. - Znam angielski i francuski, ukończyłam szkołę muzyczną, a w wolnym czasie piszę prace licencjackie studentom filozofii. Dlaczego miałabym tego nie wykorzystać? Na opiece nad Mańką zarabiam lepiej niż w korporacji - podsumowuje Matylda, studentka psychologii. Jej pensja sięga 4 - 5 tysięcy, plus opłacone wyjazdy na wakacje.

Jednak dla części studentów takie studia to bezsensowny kierunek, który niczego nie da studiującym. - Proponuję jeszcze otworzyć kierunek o specjalności "służba domowa" i sprzątaczka. Licencjat z ukłonów a magisterka z mycia podłogi - komentuje pod artykułem na temat dyplomów dla guwernantów "computerro".

Degradacja w zawodzie

Pomysł zostania personalnym nauczycielem, nie podoba się także doświadczonym pedagogom. - Po 11 latach w zawodzie nauczyciela musiałam się przekwalifikować. Redukcja etatów. Teraz szukam pracy jako guwernantka, to upokarzające - skarży się na forum "alika".

Pracy guwernerów broni jednak Beata Stróżyńska, wykładowca akademicki i pomysłodawczyni Instytutu Guwernantek i Niań działającego w ramach Warszawskiej Akademii Umiejętności. Jej zdaniem nauczyciele nie muszą się przekwalifikowywać, bo to wciąż praca w zawodzie. - Proponuję pracę w komfortowych warunkach i za pensję, która będzie odpowiadać naszemu wykształceniu i kompetencjom. Nie ma sensu powtarzać, że w zawodzie selekcja jest z reguły negatywna. To obraża większość z nas (...) dla których nauczanie jest pasją - pisze na forum Stróżyńska.

Bezustanna rekrutacja

Potrzebę rynku błyskawicznie wyczuły agencje zatrudniające nianie. Wiele z nich stworzyło podział na nianie na stałe, z zamieszkaniem, odbierające ze szkoły, udzielające korepetycji, a nawet "pogotowie niań", dla rodziców, którym wypadło niespodziewane wyjście.

Najwyższą półką w tym podziale są jednak niezmiennie guwernantki. "To elita wśród opiekunek. I w przyszłości jedna z ekskluzywnych profesji. Jej wynagrodzenie, tak jak i umiejętności, jest wyższe od wynagrodzenia niani i kształtuje się od 25 zł za godzinę lub od 2700 zł miesięcznie" czytamy na stronie agencji Nanny Time.

Choć szacuje się, że legalnie pracuje tylko około 100 guwernantek, wygląda na to, że ich liczba będzie rosnąć. Powstają bowiem agencje zajmujące się wyłącznie szkoleniem i pośrednictwem w zatrudnianiu guwernantek.

- Nasza agencja działa dopiero od miesiąca, ale już udało nam się spośród licznych zgłoszeń wyłonić kilka kandydatek, które wysłaliśmy na szkolenia z zakresu potrzeb i rozwoju psychofizycznego, komunikacji interpersonalnej, automotywacji oraz pierwszej pomocy. Poszukiwaliśmy absolwentów pedagogiki, z certyfikatami językowymi, doświadczonych w pracy z dziećmi. Ważna była też forma cv, bo po jego wyglądzie można wiele powiedzieć o charakterze kandydata - tłumaczy Ewa Gałek-Franczyszyn z Agencji Governess. Kilka rodzin zgłosiło już do firmy zapotrzebowanie na guwernantkę.

Zarobki na miarę korporacji

Do agencji najczęściej zgłaszają się studenci, skuszeni bardzo dobrze płatną i lekką ich zdaniem pracą. - Większość popołudnia spędzamy na odrabianiu lekcji, czytaniu i zabawie. Znajomi zazdroszczą mi, że za 15 zł za godzinę bazgrzę z kilkulatkami w zeszytach. Nie wiedzą, ile energii mają w sobie siedmiolatki. Dwóch chłopaków, bliźniaki! - podkreśla Ola, zajmująca się od roku dziećmi znajomych. Do pracy w roli edukatora nie wystarcza wiedza teoretyczna. Konieczne jest wytworzenie relacji opartej na wzajemnym szacunku, ale i sympatii.

Większości kandydatów wydaje się jednak, że "jakoś to będzie" i agencje przeżywają prawdziwe oblężenie. - Średnio na jedno ogłoszenie, w którym poszukuję guwernantki dla dziecka, zgłasza się ok. 150 chętnych - mówi dla Gazeta.pl Monika Jakubiak, założycielka agencji MJ Governess. Dodaje jednak, że studenci często odpadają w trakcie zawiłych procedur rekrutacyjnych - nie są psychicznie, ani merytorycznie przygotowani do pracy z dziećmi.

Agenci narzekają, że młodzi ludzie zbyt często kierują się emocjami. W tej pracy niezbędny jest profesjonalizm i uszanowanie woli rodziców. - Mama dziewczynki którą się zajmuję nie chce, żebym za dużo bawiła się z dzieckiem. Uważa, że dziecko powinno bawić się samo, bo w przeciwnym wypadku będzie potem rodziców męczyć, aby się z nią bawili", pisze na forum "netkia".

Standardem są już testy psychologiczne, egzaminy z pierwszej pomocy, czy kilkudniowe próby opieki nad dziećmi pod okiem rodziców i specjalistów. - Rodzinie proponuję dwie kandydatki o różnych osobowościach, ale też o najwyższych kwalifikacjach - dodaje Jakubiak.

Same guwernantki nie rozpatrują jednak swojej pracy w kategorii dóbr luksusowych. - Moje usługi są kosztowne, ale kiedy podsumować ile wyniosłoby prywatne przedszkole, dodatkowe korepetycje, lekcje gry na instrumencie i korki z języka, to okazuje się, że czasem lepiej powierzyć wszystko jednej, zaufanej osobie - podsumowuje Matylda.

Babska robota

Rynek niań został zdominowany przez kobiety. W 2009 roku odsetek mężczyzn pracujących w tym zawodzie ledwo przekraczał 1 proc. - Szacuje się, że w roku 2010 w szarej strefie pracowało 38 tys. kobiet, wykonując prace domowe i sprawując opiekę nad dziećmi lub starszymi osobami, głównie w miastach - tłumaczy przedstawicielka GUS. Informacji na temat mężczyzn podejmujących pracę w tym zakresie brakuje. To margines.

Najczęściej powodem odrzucania ich kandydatur są po prostu nie wystarczające referencje. - Mężczyzn zgłosiło się niewielu, chyba trzech. Staramy się ich nie dyskryminować, ale co robić jeśli zgłasza się pan, który doświadczenie ma tylko w pracy w warsztacie samochodowym - wzdycha przedstawicielka agencji Ewa Gałek-Franczyszyn.

Luksus czy konieczność?

Potrzeba angażowania guwernantek w życie pociech wynika z przekonania, że publiczne szkolnictwo nie przygotuje dziecka odpowiednio do startu w dorosłość. - Wiele osób przeraża obowiązek wysyłania 6-latków do szkół. Chcą dać dziecku lepszy start, często kosztem własnego dobrobytu - tłumaczy Matylda.

Właścicielka firmy ProWork, Anna Kaczorowska, uważa, że czynnikiem decydującym o zatrudnieniu edukatora, jest jednak głównie status finansowy. - Nasi klienci to bardzo zamożne rodziny. Kładą nacisk na edukację pozaszkolną i rozwój wewnętrzny, a guwernantka potrzebna jest im do uporządkowania wszystkich stawianych dziecku zadań. To luksus, wciąż dostępny dla nielicznych - tłumaczy.

Dodaje, że czasem trudno sprostać oczekiwaniom wymagających rodziców, którym zależy, by opiekun był jednocześnie wirtuozem skrzypiec, native speakerem i korepetytorem. - Jedna z mam prosiła, by guwernantka była dla jej córki jak starsza koleżanka, czyli malowała z nią paznokcie i chodziła do kina, ale jednocześnie pozostawała surową nauczycielką - wspomina Anna Kaczorowska.

Guwernantki wpisują się w rozwijający się w Polsce trend "parent coachingu". Skoro powstają już nawet agencje zrzeszające Baby Concierge, czyli personalnych doradców rodziców, którzy organizują baby shower, sesję zdjęciową i kupują wyprawkę, to dlaczego pomoc nie miałaby sięgać dalej - aż do wychowania pociech?