Wielkie oszustwo z 11 września 2001 roku. Ocalona bohaterka mediów, która wcale nie była ofiarą zamachów

Po zamachach na nowojorskie World Trade Center Tania Head wspierała wszystkich - ocalałych, wdowy, rodziny zmarłych. Działała w trzech organizacjach zrzeszających różne grupy. Była dla ludzi wzorem i prawdziwą bohaterką. Po sześciu latach wyszło na jaw, że jej historia o tym, jak się uratowała z płonącej wieży, to dzieło wyobraźni. Kim była Tania Head, a kim osoba, która ją stworzyła - Alicia Esteve?
Każdy zna kogoś, kto zna kogoś, kto ucierpiał w zamachach

Do Nowego Jorku przyleciałam pierwszy raz 10 września 2001 roku. Miałam tam spędzić 10 dni razem z moimi, pracującymi tam przez całe lato, przyjaciółkami. Na dowód, że wylądowałam kilka godzin przez zamachami, mam wbity do paszportu stempel oraz pamiątkowe zdjęcia. Przyleciałam późnym wieczorem i od razu położyłam się spać w mieszaniu przyjaciółek, wynajmowanym na Queensie, dzielnicy oddalonej od Manhattanu, który już kilka godzin później miał się stać miejscem tragicznych wydarzeń.

Rano powitały nas dwa słupy dymu i kompletna dezorientacja - nikt właściwie nie wiedział, co się dzieje. Obydwie moje przyjaciółki pracowały jako kelnerki na statkach restauracyjnych, startujących z Mahnattanu i kursujących między nim a New Jersey. Jedna z nich ruszyła nawet tego ranka do pracy.

Kiedy dowiedziałyśmy się, co się wydarzyło, postanowiłyśmy z drugą przyjaciółką do niej dołączyć. Przeskakując w mojej narracji kilkanaście godzin, na które składała się dalsza dezorientacja i próba uspokojenia naszych rodzin w Polsce... Obydwie przyjaciółki zostały poproszone o przyjazd na nadbrzeże, gdzie wszystkie należące do ich firmy statki zostały zamienione w bazy dla służb mundurowych, pracujących przy zgliszczach po World Trade Center.

Zabrały mnie ze sobą, gdzie przez kolejne 14 godzin zajmowałyśmy się żywieniem służb mundurowych, mając na wyciągniecie dłoni zdemolowane budynki. Raz nawet (bez żadnych masek na twarz) - teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, pukam się w głowę - zostałyśmy wysłane z przemysłowymi termosami z kawą na ląd, do zorganizowanej naprędce kaplicy. Całe to wydarzenie było jednak taką abstrakcją, że niezbyt wielu osobom o tym opowiadałam - poza rodziną i znajomymi. Polacy na Queensie i tak nie mogli uwierzyć, że przyjechałam z wizytą, a nie pracować "na domkach". Opowiadając tę historię, mogłabym zostać uznana za mitomankę.

Wstrząsające wspomnienia Tanii Head

Skąd ten przydługi wstęp? Bo każdy ma jakieś historie, zna kogoś, kto znał kogoś, kto pracował w dwóch wieżach, każdemu poniekąd temat jest bliski. Tragedię Nowego Jorku można było - jak większość ludzi - oglądać wyłącznie w telewizji, siedząc np. w fotelu w domu w Barcelonie. Czy można było zaocznie stać się jedną z ofiar i prezesem zrzeszającego je stowarzyszenia? Owszem. Tak zrobiła Alicia Esteve, w Stanach Zjednoczonych znana lepiej jako Tania Head.

Tania była gwiazdą - ocalałą pracownicą Millward Brown, której mąż, Dave, pracował w drugiej wieży. Tanię, jak wspominała w wielu wywiadach (telewizyjnych, prasowych, radiowych), ocalił strażak w czerwonej bandance, jej mąż nie miał niestety tyle szczęścia i zginął w zamachu.

Tania nie wyszła z katastrofy bez szwanku. Została poparzona i prawie straciła prawe przedramię. Przez wiele tygodni dochodziła do siebie w szpitalu, a potem zaczęła intensywnie działać na forach internetowych, wokół których tworzyły się grupy ocalałych szukających wsparcia. Kobieta w błyskawicznym tempie wyrosła na ich bohaterkę, chociaż miała straszne wspomnienia - jej współpracownikowi obcięło głowę, a wielu innych żywcem spłonęło - kobieta swoim optymizmem wspierała innych i wskazywała drogę, którą powinni iść, żeby otrząsnąć się ze wspomnień.

Tania w swoich opowieściach ze łzami w oczach wspominała męża, którego poślubiła zaledwie kilka tygodni wcześniej, podczas ceremonii niespodzianki na Maui. Dave był prawdziwym romantykiem. Tania dowiedziała się o spontanicznym wyjeździe po powrocie do domu, gdzie ścieżkę do udekorowanego w hawajskim stylu pokoju wyznaczały płatki białych róż. Następnego dnia byli już na Hawajach, gdzie świadkami ich ceremonii zaślubin byli także rodzice Tanii. Potem okazało się, że para nie zdążyła tak naprawdę zalegalizować związku w amerykańskim urzędzie stanu cywilnego - mieli zamiar to zrobić 12 października. Czego się jednak nie robi dla bohaterki ocalałej z 11 września? Urzędniczka pomogła w pośmiertnym zawarciu małżeństwa - tak przynajmniej twierdziła Tania.

Kobieta bardzo szybko zdobyła uznanie, sympatię i wpływy wśród innych ocalałych. Zdjęcia z burmistrzem Nowego Jorku Rudym Giulianim, uczestniczenie we wszystkich rocznicach, obchodach, przemowy, wywiady, występy w telewizji - te wydarzenia składały się na codzienność Tanii.

Pierwsze rysy na pomniku

W pewnym momencie na idealnym wizerunku Tanii pojawiły się pierwsze rysy. Jej najbliższa znajoma z kręgu ocalałych - Linda - odmówiła brania udziału w sesjach psychiatrycznych, w których Tania wałkowała minuta po minucie wydarzenia z dnia zamachu. We własnych koszmarach sennych Lindy zaczęły się pojawiać elementy ze snów Tanii. Tania bardzo źle zareagowała na wycofanie się Lindy ze spotkań. Kolejnym krokiem było usunięcie z zarządu organizacji WTC Survivors' Network jej współzałożyciela Gerry'ego. Mężczyzna nie mógł zrozumieć, jak doszło do tego, że Tania zwróciła przeciwko niemu jego dawnych znajomych. Gdyby zebrali się wspólnie i porównali opowieści, którymi każdego z osobna karmiła Tania, zorientowaliby się, że różnią się one od siebie zasadniczo.

Początkiem końca Tanii Head okazał się artykuł w "New York Timesie". Miał się ukazać przed szóstą rocznicą zamachów na WTC. Jego autor, David D Dunlop, postanowił dokładnie sprawdzić wszystkie wątki pojawiające się w opowieści Tanii. Ta, czując, że jej kłamstwa zostaną zdemaskowane, zaczęła wariować ze zdenerwowania. Tak umiejętnie pokierowała swoimi reakcjami, że inni ocaleni zarzucili dziennikarzowi męczenie Tanii i nadużywanie jej dobrej woli.

Prawda i tylko prawda

Lawina faktów ruszyła. Tania Head, nazywa się naprawdę Alicia Esteve i pochodzi z zamożnej barcelońskiej rodziny. Jedyna córka, otoczona pięcioma braćmi, była oczkiem w głowie swoich rodziców. Zafascynowana Stanami Zjednoczonymi została wysłana do szkoły w USA. Wszystko układało się świetnie do czasu, gdy dobre imię rodziny pogrążyli w niesławie ojciec i brat Alicii, którzy uwikłali się w malwersacje finansowe i aferę łapówkarską z członkiem hiszpańskiego rządu w roli głównej.

W dniu zamachu Alicia nie była w ogóle w Nowym Jorku. Nigdy nie była w żadnej z wież World Trade Center. Skąd więc na ciele Tanii znalazły się blizny i oparzenia?

Tania, jeszcze jako Alicia, cudem ocalała z wypadku samochodowego na wybrzeżu Walencji. Urwało jej rękę, którą udało się jednak przyszyć. W szkole Alicia zawsze była bardzo ambitna, rywalizowała z innymi. Po rodzinnej aferze zaczęła się zmieniać i żyć w dwóch światach - realnym i wymyślonym przez siebie.

Oczywiście nie pracowała nigdy w Millward Brown, nie znała także Dave'a, który rzekomo został jej mężem. Wszystkie przeżycia i wspomnienia stworzyła sama, bazując na relacjach i obserwacjach ocalałych. Nie dopuściła się jednak malwersacji, kradzieży, dlatego z punktu widzenia prawa nie można było jej postawić żadnych zarzutów. Oszukani, zawiedzeni i wściekli czują się wszyscy, którzy ją znali. Wdowy wciąż nie mogą zrozumieć, jak ktoś chciałby podszywać się pod jedną z nich. Jak ktoś mógłby marzyć o tym, żeby przejść podobną tragedię?

Wielka nieobecna

- Gdzie jest Tania, kiedy jej potrzeba? - pyta ironicznie Linda, na którą spadło gros obowiązków po ujawnieniu oszustwa i zniknięciu Tanii. Przez trzy lata nikt jej nie widział, aż do 14 września 2011 roku, gdy przypadkowo została sfilmowana w Nowym Jorku. Tym razem nie uśmiechała się jednak do kamery, tylko zasłaniała twarz.