"Wszystko co robię, robię na sto procent" - fragmenty wywiadu-rzeki z reżyserką i scenarzystką Małgorzatą Szumowską [ROZMOWA]

Małgorzata Szumowska* jest postacią nieszablonową. Mówi, co myśli, robi co chce. Łamie stereotypy, nakręca się pasją. Na 205 stronach książki "Kino to sztuka przetrwania" opowiedziała Agnieszce Wiśniewskiej z "Krytyki politycznej" o sobie, swoich filmach i życiu.
Jesteś przeciwniczką rodziny?

"Przeciwniczka" brzmi głupio, ale nie wierzę - przynajmniej na tym etapie, na jakim jestem - w życie w rodzinie w sensie tradycyjnym. Rodzina kojarzy mi się źle, ze wspólnym kredytem, z akcjami typu: jedziemy na święta do moich czy do twoich rodziców. Próba dostosowania się zabija relację. Nie wierzę w dobrą kochaną rodzinkę z ciociami, wujkami, mamami, tatami. Już kompletnie nie wierzę, że da się wmieszać w to rodzinę partnera. To początek końca. Ale wierzę w rodzinę małą, taką intymną. On, ona i mogą być dzieci, ja akurat lubię fakt, że mam dziecko. Byle nie mieszać w to tych wszystkich rodzin dookoła.

Mimo to angażujesz się w takie akcje, jak mąż i dzieci.

Mam zasadę, że wszystko co robię, robię na sto procent. W małżeństwo angażuję się na sto procent, w macierzyństwo na sto procent, w nowy film, w naszą rozmowę. Idę na całość, na jak długo, nie wiem, ale idę na całość.

W każdym związku?

Innego związku nie akceptuję. Nie akceptuję układów, "dilów", relacji nie do końca. To już wolę być sama. Uwielbiam się dzielić z drugim człowiekiem wszystkim, co czuję, co przeżywam, dzielić się codziennymi odkryciami. Partnerstwo polega według mnie na dzieleniu się.

Masz poczucie przegranej, kiedy taka relacja się kończy?

Nie. Zawsze myślę, że przeżyłam coś ważnego. Ze wszystkimi osobami, z którymi byłam, przyjaźnię się. Co jest w sumie dosyć dziwne. Mimo rozstania wiem, że więzi, jakie się wytworzyły między mną a moimi partnerami, są głębokie i nie da się ich tak po prostu zerwać. Na jakimś etapie seksualność się wypala i zostaje przyjaźń. To oni są dla mnie jak rodzina.

(...)

A wierzysz w tę romantyczną krakowską historię, że twój ojciec odszedł za matką?

Absolutnie wierzę, bo byłam tego świadkiem (...). Oni się bardzo kochali. Akurat przykład domu i miłości to mam niezwykły, Jestem bardzo sceptyczna jeśli chodzi o relacje, i im więcej patrzę na te wokół siebie: małżeństw, par, hetero, homo, to widzę, że jest totalny problem z relacjami we współczesnym świecie. Ludzie się po kilku latach wypalają, szybko zaczynają się zdradzać, nudzą się sobą albo coś się gubi. Idą szukać czegoś nowego. (...)

Jesteśmy samotni?

Sztuka współczesna świetnie to opisuje. Zobacz, jest tyle możliwości, można wszędzie polecieć, zobaczyć cały świat, robić kariery i jesteśmy w tym skrajnie samotni. Dlatego, że musimy być. Bo taka droga. Obierasz ją, jesteś na tym skoncentrowana, wykonujesz jakieś zadanie. I nie ma takiego czegoś, jak ważna relacja międzyludzka, bo nie ma czasu. A moi starzy cały czas siedzieli w domu (...). Teraz to brzmi strasznie, co? Wszyscy myślą: "Nie , Jezu, nie! Cały czas spędzać z partnerem, jakie straszne!". A ja uważam, że jest na odwrót. Że jesteś z kimś, spędzasz z nim czas, przyzwyczajasz się do niego i tworzysz z nim świat (...).

Myślisz, że młode pokolenie coś traci?

Bardzo dużo! Uwaga, teraz zawieje trąba tradycjonalizmu: to pokolenie traci szanse na głębsze uczucie. Może to zabrzmi banalnie, ale jeśli oddzielasz kompletnie seks od miłości, to ten seks robi się aseksualny, niepełny. Bo spełnienie seksualne łatwiej znaleźć z kimś, kogo znasz. A gdy uprawiasz seks raz z tym, a raz z tamtym, albo powiedzmy dwa razy z kimś tam, to nie prowadzi do rozwoju. To nie są akty seksualne, tylko jakaś konsumpcja, kolejna konsumpcja. Więc uważam, że tak - młode pokolenie traci, ale z drugiej strony uważam też, że nasze pokolenie jest w jakimś sensie zblokowane.

(...)



Mówiłaś, że w Polsce jesteś feministką, za granicą nie.

Trudno mi powiedzieć. Pewnie tak. Jestem wręcz natural born feministką. (...) Jestem feministką, ale nie lubię - jak już raz wspomniałam - być przyporządkowana do jakiejś grupy. Nie mogłabym nawet być członkiem Krytyki Politycznej, bo to człowieka wyraźnie określa. Nienawidzę takiego określania.

A dyskryminację kobiet widzisz?

W Polsce bardzo, za granicą mniej. Wkurza mnie w Polsce to, że kobieta jest przywiązana do rodziny jak pies na łańcuchu, a facet nie ma w domu żadnych obowiązków. Oczywiście podpisałam się pod ustawą o parytetach itd.

Wkurza cię wizerunek matki Polki.

Kobiety w ciąży są traktowane jak jakieś święte w pogańskich plemionach bądź po prostu byle jak. Brak balansu. (...). Faceci im mówią, jak mają rodzić - czy cesarskie cięcie, czy nie. Potem wszyscy im mówią, jak dzieci wychowywać - czy karmić piersią, czy nie, jak długo. Niektóre kobiety chcą karmić piersią, inne nie, a facet staje nad głową i mówi: "Masz karmić do szóstego miesiąca, bo jak nie będziesz, to dziecku spadnie odporność". Oczywiście nic go nie obchodzi zdanie kobiety.

(...)

Po porodzie od razu wróciłaś do pracy?

Tak. Trzy tygodnie po nim stałam na planie filmu. Lekarz powiedział mi, że to nieodpowiedzialne, bo stracę pokarm i muszę dużo odpoczywać. A my po planie braliśmy rowery i jechaliśmy na Kazimierz. Z Maćkiem. Braliśmy go wszędzie. Do drugiej siedzieliśmy na mieście. Ludzie krzyczeli, że to skandal, że z dziećmi to się w domu siedzi, a nie po knajpach ciąga. Dzieci nigdzie najlepiej nie brać. Najlepiej niech matka siedzi z dzieckiem w domu zamknięta trzy lata. Kiedy byłam we Włoszech, to wszędzie w knajpach były dzieci, nawet o drugiej w nocy, spały sobie w wózkach.

Matki w Polsce siedzą z dziećmi w domach.

Wiem. Uważają, że to ich obowiązek. Nawet wykształcone, niby nowoczesne kobiety z mojego środowiska tak robią. W sumie niewiele jest miejsc, gdzie można wyjść z dzieckiem. Teraz przynajmniej nie pali się w knajpach, ale kącików dla dzieci, zabawek nie ma.

(...)

Kryzys wieku średniego

Co ty gadasz Najfajniejszy wiek dla kobiety. Naprawdę polecam. Oby mi już tak na zawsze zostało. Mam więcej energii niż niejeden młody człowiek.

(...)

Co jest ważniejsze: ciuchy, fryzura czy makijaż?

Wiesz, co lubię we Francuzkach? One mają zadbane cery. Cera jest najważniejsza u kobiety, i włosy. Niezależnie od wieku. One mają zdrowe włosy, niefarbowane. Trochę siwizny delikatnie przyfarbują, żeby nie było jej widać. I nie malują się, jedynie rzęsy, a czasem pierdolną czerwoną szminkę. A ubierają się w dżinsy i w dobrej jakości sweter. Na który sobie odłożą, nawet jak nie mają kasy, bo wiedzą, że jakość ciuchów jest ważna. Nie, żeby mieć tego masę, tylko kilka. Paryżanki są fascynująco piękne. Nie można od nich oderwać oczu. Często najładniejsze są właśnie czterdziestki. Polki mają coś takiego jak patrzę na rubryki celebrytów, to mi zawsze włosy dęba stają: wszyscy odpieprzeni, taki niby glamour, a kompletny brak gustu, wszystko ostentacyjnie, tak się wylewa.

Co to znaczy być dobrze ubranym?

To znaczy czuć się dobrze. Ja na przykład mam już pewien wiek i to widać. I nie należy tego ukrywać. Dobrze ubrana kobieta to taka, która nie jest umalowana, ma zdrowe włosy, zdrową cerę i nie jest głupio przestylizowana. Nie czuję rywalizacji z kobietami, mam tę pewność siebie, która u mnie wynika z tego, że o siebie dbam i że mam energię życiową. Ale cenię osoby, które mają to dbanie kompletnie w dupie. Uważam, że to jest ekstra, że to daje wolność. (...)

Zmieniasz się razem z bohaterkami. Zauważyłaś to? W czasie Ono byłaś bardzo podobna do Beli.

Tak! To dziwne. To są jaja, stara. I tak samo było z Julią w 33 scenach. A widziałaś zdjęcia z Locarno? Byłyśmy identyczne. Ja się upodabniam do ludzi. Albo ludzie do mnie. Nie wiem, o co tu chodzi. Ale mam coś takiego, że mnie ludzie na ulicy bardzo często nie poznają. Chociaż mnie nie widzieli tylko rok, to uważają, że chyba sobie zrobiłam operację plastyczną, czy co? Bo nagle wyglądam kompletnie inaczej. A ja mam po prostu taką zdolność. Zetnę włosy i inny człowiek, rozpuszczę - inny, schudnę trzy kilo - inny, przytyję - inny. Kiedy z Małgosią Belą jeździłyśmy po świecie, przed i po Ono, to wszyscy brali nas za siostry.

Dlaczego zgodziłaś się na tę książkę? Bo zmieniamy świat?

Początkowo się bałam. Myślałam, że będziesz mnie przepytywać jak w szkole. Nie chciałam rozmawiać o prywatnym życiu. A potem uznałam, że warto. Mówię to, co myślę, brakuje w Polsce ludzi odważnych, robię to dla ludzi, ja sama wbrew pozorom się wstydzę ale tak, ta książka to dla mnie jest akcja społeczna. Tak jak zgodziłam się przed świętami wypowiedzieć do "Panoramy", że Wigilii nie trzeba spędzać z rodziną, że można z przyjaciółmi.

Co będziesz robić, gdy przestaniesz kręcić filmy?

Nie przestanę. A gdyby przypadkiem powinęła mi się noga, mogę robić dokumenty. Kiedyś chciałam robić filmy przyrodnicze. National Geopraphic



* Małgorzata Szumowska - reżyserka, scenarzystka i producentka. Jest jednym z najgorętszych nazwisk w polskim kinie ostatnich lat. Wyróżnienia za nakręcone przez nią filmy idą w dziesiątki. Jej ostatnie dzieło to "Sponsoring" z Juliette Binoche w roli głównej. Kończy fabułę "Nigdzie" z Andrzejem Chyrą i Mateuszem Kościukiewiczem.

Fragmenty wywiadu pochodzą z książki "Szumowska. Kino to szkoła przetrwania" - rozmowy reżyserki z Agnieszką Wiśniewską, wydanej przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej w 2012 roku.




Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.