Dawid*: - Ja się staram, nie starzeję [ROZMOWA]

Medycyna estetyczna ma być skuteczna, nie widoczna. Znani (a w szczególności znane) regularnie prasują zmarszczki, wypełniają bruzdy i poprawiają kontury. Muszą wyglądać młodo i atrakcyjnie, aby wciąż być medialnie atrakcyjnymi. Nikt o tym nie mówi - wszyscy nagłe wyhamowanie upływu czasu tłumaczą dobrymi genami i wypitymi dwoma litrami wody dziennie. Nam udało się znaleźć osobę, która otwarcie przyznaje po co to wszystko, a dodatkowo przełamuje jeszcze jedno tabu - jest poddającym się zabiegom mężczyzną.
Ola Długołęcka: Co sprawiło, że pomyślałeś, że chciałbyś coś w swoim wyglądzie zmienić, ulepszyć?

Dawid Koczy: Myślę, że każdy człowiek ma w sobie imperatyw popychający go do tego, żeby coś w sobie "ulepszać". W zależności od warunków, w jakich egzystujemy oraz środowisku, w jakim funkcjonujemy na co dzień, jakie są oczekiwania wobec nas - to wszystko składa się na to, w jakim stopniu jesteśmy otwarci na zmiany i jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić. Na co dzień współpracuję ze Szkołą Wizażu i Stylizacji "Artystyczna Alternatywa" i proszę mi wierzyć, że nie każdy decyduje się na nią ponieważ marzy o pracy w zawodzie stylisty czy wizażysty. Wiele osób chce po prostu nauczyć się, jak właściwie dbać o siebie.

Czy w Twojej pracy wygląd ma duże znaczenie?

- Wychowałem się w rodzinie, w której większość jej członków związana jest z medycyną i dbanie o zdrowie było znacznie bardziej powszechne niż w innych domach. Pierwszy raz do kosmetyczki zaprowadziła mnie moja mama w wieku 12 lat.

Co więcej od wielu lat jestem zawodowo związany z mediami, obracam się więc w środowisku, dla którego korzystanie z zabiegów medycyny estetycznej jest czymś naturalnym. Dodatkowo parę lat temu schudłem kilkanaście kilogramów i znacznie zmieniła się kondycja mojej skóry.

Czy Twoja twarz obiektywnie wymagała zmiany, czy to był Twój wymysł?

- Kilka razy dostałem propozycję pozowania do zdjęć. Różni fotografowie, a także wizażyści zwracali uwagę, że mam dużą dysproporcję twarzy - że jedna połowa jest bardziej zapadnięta, że policzki są nierówne. I to były zdecydowanie uwagi osób z zewnątrz, niż moje własne przemyślenia. Przyjmowałem to jako fakt, nie powód do zmartwień.

Ile masz teraz lat?

- 28. Nie! 29.

A schudłeś - ile lat temu?

- Trzy lata temu.

To przy tak młodym wieku skóra powinna się chyba zregenerować w naturalny sposób?

- Tak jest w przypadku, kiedy tracimy kilka, a nie kilkanaście kilogramów i związane jest to również z naszymi indywidualnymi predyspozycjami.

Jak trafiłeś na fotel?

- Przez ostatnie lata niejednokrotnie towarzyszyłem wielu osobom publicznym podczas wizyty w gabinetach medycyny estetycznej, ale żaden z nich nie wzbudził wystarczająco mojego zaufania. Wiele osób w Warszawie rekomendowało mi gabinet w Sosnowcu i podczas jednej z podróży w rodzinne strony - postanowiłem umówić się na wizytę. Pierwszy raz poczułem się na tyle bezpiecznie i komfortowo, że tego samego dnia skorzystałem z zabiegu.

Dlaczego?

- Obserwowanie skupionych oczu lekarza, który rysował białą kredką twarz - równając dysproporcje - było niezwykłe. Po kilku dniach wielu moich znajomych zaczepiało mnie i komentowało, że wyglądam na niezwykle wypoczętego. Myślę, że cała sztuka polega na uzyskaniu naturalnego, świeżego wyglądu.

Skoro jednak idea jest taka, żeby efektów nie było widać, to po co w ogóle siadać na fotelu?

- Dla siebie samego! Miałem dość widoczną dysproporcję twarzy - jej lewa część była lekko zapadnięta. Gdy schudłem, ta różnica stała się jeszcze bardziej widoczna. Dodatkowo po tacie mam wyrazistą mimikę twarzy i miałem bardzo głębokie bruzdy na czole, które postanowiłem wygładzić botoksem, ale...na czole mam również bliznę, którą uwielbiam i nie potrafiłbym się z nią rozstać.

Co jeszcze zrobiłeś?

- Po pewnym czasie zmieniłem wygląd ust, powiększając górną wargę. Dolną miałem naturalnie dużą, a górną wąską. Dzięki iniekcjom są teraz tej samej wielkości. Wielu moich przyjaciół, szczególnie biznesmenów, prawników, polityków korzysta z zabiegów polegających na wprowadzeniu botuliny pod pachami, żeby zahamować pocenie się. Ten zabieg zmusza ich do stawienia się w gabinecie medycyny estetycznej i otworzenia na jego ofertę i np. skorzystania z wygładzenia bruzd na czole. Więc szczerze - rzadko kiedy kończy się tylko na jednej wizycie. Skuteczne w 100 % zlikwidowanie nadmiernej potliwości jest często jak nowy etap życia.

Na czym polegał zabieg wyrównania proporcji twarzy?

- W moim przypadku na wprowadzeniu tzw. "nici hialuronowych", czyli wstrzyknięciu wzdłuż kości policzkowych kwasu hialuronowego, który wypełnił skórę.

Medycyna estetyczna jest dla wszystkich?

- Z pewnością dla osób pełnoletnich. Dla tych, którzy nie próbują leczyć poczucia braku własnej wartości "wypełniaczami". Jedna ze znajomych dziennikarek, będąca u szczytu kariery zawodowej, ale okrzyknięta przez polskie media najbardziej seksowną babcią żartuje, że: - Najpierw trzeba ostrzyknąć sobie mózg, żeby można się było zabrać za coś innego.

Czujesz, że przekroczyłeś granicę?

- Zdecydowanie nie, ale to zasługa mojego lekarza. Bardzo często trudno obiektywnie ocenić nam siebie samych. Polecam zrobienie sobie zdjęcia i spojrzenie na nie z "wyłączeniem" emocji. Starajmy się spojrzeć na siebie całościowo - nie tylko na wybrane kadry. Ta metoda sprawdza się również wtedy kiedy nie wiemy czy dane ubranie odpowiednio kształtuję naszą sylwetkę.




Dawid w 2003 roku. Fot. Archiwum prywatne

Mówisz, że w twoim środowisku pracy - w mediach - poprawianie urody to norma. A w twoich rodzinnych stronach - jak postrzegane są zmiany w twoim wyglądzie?

- Na przestrzeni lat ta dysproporcja braku świadomości znacznie się zmieniła. Teraz mnóstwo programów lifestyle'owych opiera się na pokazywaniu osób publicznych w kontekście korzystania z usług gabinetów medycyny estetycznej. Na co dzień nie otaczam się ludźmi, z którymi mam tzw. letnie relacje. Z pokorą przyjmuję całą miłość jak i nienawiść. Wiele osób mówi mi, że jestem dla nich autorytetem w kwestii rad wizerunkowych. To bardzo miłe, szczególnie, że najpierw staram się dostrzec człowieka i to kim jest a dopiero później zastanawiam się co może bardziej wydobyć jego indywidualność i osobowość.

A krytyka?

- Jeśli się pojawia to nie spotykam się z nią bezpośrednio, ale z drugiej strony tak długo pracowałem nad tym, żeby siebie polubić, że moja powierzchowność i jej odbiór przez innych naprawdę nie mają dla mnie specjalnego znaczenia. Chyba łatwiej byłoby mnie dotknąć wytykając mi niewiedzę na dany temat lub złe przygotowanie podczas zawodowego spotkania.

Patrząc w lustro jesteś zadowolony z wyglądu? Polubiłeś się?

- Nie mam czasu na patrzenie w lustro, ale bardzo chętnie przeglądam się w oczach moich autorytetów i konstruktywnych krytyków.

A w swojej głowie jesteś starym sobą czy nowym?

- Nie dzielę swojego życia na etapy... Żyję niezwykle intensywnie. Nie wcielam w życie postanowień noworocznych, że od teraz będę kimś innym, lepszym itp.




Dawid w 2006 roku. Fot. Archiwum prywatne

Przyznawanie się do korzystania z oferty medycyny estetycznej - zwłaszcza w przypadku mężczyzny - wymaga odwagi?

- Do mówienia wprost o korzystaniu z zabiegów zachęciła mnie reakcja moich znajomych. Kiedy któryś raz zadano mi pytanie - co robisz, że wyglądasz tak świeżo - stwierdziłem, że nie warto zatrzymywać dla siebie recepty, która może poprawić nastrój również innym.

Zdaję sobie sprawę, że samo mówienie czy myślenie o tym, w przypadku gdy staje się to naszym celem w życiu jest idiotyczne - niezależnie czy pada to z ust kobiety czy mężczyzny. Chętnie porozmawiam z tobą o sztuce nowoczesnej czy historii muzyki. Jeśli jednak w skali wartości wyżej ustawiam przeczytanie dobrej książki czy obejrzenie wartościowego filmu, a przy okazji mogę poprawić swoje samopoczucie poprzez wygląd, to czemu nie?

Mężczyźni nie muszą wyglądać młodo, ani pięknie. Mniej się od nich estetycznie wymaga niż od kobiet.

- Mam na ten temat swoją teorię. Myślę, że każde zmiany, które odbiegają od tych ogólnie przyjętych są traktowane pobłażliwie ale wtedy, kiedy stoi za nimi uznana przez swoją pracę osoba. Jeśli profesor Miodek użyje słowa "kurwa" to wszyscy stwierdzą, że jest ekscentryczny i szalony, bo wiadomo, że jest w kwestiach polszczyzny niekwestionowanym autorytetem. Obcą osobę, która tak się wyrazi uznamy za prostaka. Jeśli za osobą stoi talent, osiągnięcia i ma wartość sam w sobie, to nikt nie patrzy na niego przez pryzmat wyglądu. Niewiele osób drażnią zabiegi Marii Czubaszek, ale też nie można jej nie podziwiać za jej osiągnięcia.

Czy to jest droga inwestycja i przede wszystkim, czy opłacalna?

- Przyznaję uczciwie, że bardzo ciężko pracowałem i nadal pracuję na poziom materialny, którym żyję na co dzień. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Znam osoby, które są w stanie wydać prawie całą swoją pensję na zabiegi. Nie jest to tanie, ale gdybym nie miał pieniędzy, to byłaby jedna z ostatnich rzeczy, na którą bym je przeznaczył. Powiedzmy sobie szczerze, że jest to oferta z półki luksusowej - po którą sięgamy bardziej z fanaberii niż konieczności - i być może dlatego, że dla wielu jest nieosiągalna - podlega krytyce.




Zdjęcie wykonano w 2007 roku. Fot. Archiwum prywatne

Wiele Twoich znajomych mówi, że masz swoją "botoksowa czarodziejkę"...

Masz na myśli, "Hialuronowa wróżka"! (śmiech). Tak mówię o "mojej pani doktor" z Sosnowca i jest to oczywiście określenie wynikające z osobistej sympatii do niej. To niezwykle atrakcyjna i charyzmatyczna kobieta. Jest idealnym przykładem na to, że nie trzeba mieszkać w stolicy, żeby być na bieżąco z wszystkimi nowościami, które mają miejsce w świecie. Ma wielu pacjentów, którzy przyjeżdżają do niej specjalnie z Warszawy. Pomyśl, jak trzeba być skutecznym i perfekcyjnym, żeby jechać do kogoś taki kawał drogi. Żałuję, że w Polsce jest tak niewielu specjalistów tej klasy, którą ona prezentuje.

Tradycja medycyny estetycznej nie jest zbyt długa. Nie boisz się, że za kilka lat okaże się, że są jednak skutki uboczne zabiegów?

- Tak a skóra będzie odchodziła płatami, jak w filmie "Ze śmiercią jej do twarzy"? (śmiech). Mam to poczucie bezpieczeństwa, że korzystam z zabiegów lekarza, który jest świetnie zorientowany i rozsądnie podchodzi do nowości.

Gdybym patrzył przez ten pryzmat, to niczego bym w życiu nie zrobił.




Sesja z 2013 roku. Fot. Archiwum prywatne

* Dawid Koczy od 10 lat jest związany z branżą show-biznesu oraz mediów. Pracę w mediach rozpoczął w 2009 roku w agencji PR. W 2010 r. dołączył do Grupy Radiowej Agory, gdzie pełnił rolę Redaktora Prowadzącego portalu tuba.pl oraz Brand Managera portalu tuba.fm. Następnie przez rok pełnił funkcję Dyrektora Sprzedaży w międzynarodowym magazynie VICE. Od stycznia br. pełni funkcję specjalisty ds. wizerunku. Współpracuje z wieloma firmami oraz osobami publicznymi.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.