"Moda zapowiada nadchodzące rewolucje". Rzecz o dwójce ludzi, którzy zmienili świat, w którym żyjemy

Bezkompromisowi, barwni, wpływowi. Diana Vreeland przez całe życie zajmowała się modą, a Vidal Sassoon włosami. Każde z nich było mistrzem w swojej dziedzinie. Czy to możliwe, że dzięki nim wyglądamy dzisiaj tak, a nie inaczej?
W Warszawie na początku marca odbyła się druga edycja Warsaw Fashion Film Festival - imprezy, w której programie znalazły się przeglądy reklam i wideoklipów, etiudy konkursowe oraz projekcje filmów poświęconych m.in. Barbarze Hulanicki (założycielka słynnego butiku Biba), Dianie Vreeland (redaktor mody w Harper's Bazaar i naczelna amerykańskiego Vogue'a) czy Vidal Sassoonowi (fryzjer, autor ikonicznych strzyżeń).

Bardzo lubię filmy dokumentalne poświęcone modzie - mam DVD " The September Issue" o tworzeniu jednego z numerów Vogue'a, "Valentino: The Last Emperor" poświęcony Valentino, widziałam w kinie "L'amour fou" o Yves Saint Laurencie - żeby wymienić tylko kilka.

Dokumenty modowe to uczta dla oczu i ogromny zastrzyk inspiracji - ludzie, o których opowiadają to geniusze, wizjonerzy, osoby, które żyją niebanalnie i dokonują - w swojej dziedzinie prawdziwych przełomów.

Czekając na film

Jak tylko ruszyła sprzedaż biletów na przegląd filmów WFFF, od razu via Internet kupiłam dwa - na projekcje o Dianie Vreeland i Vidal Sassoonie. Później okazało się, że główny sponsor festiwalu obdarował połowę naszej redakcji zaproszeniami na interesujące mnie pokazy. Wydałam już jednak 30 zł i postanowiłam wykorzystać kupione bilety. Piszę o tym, bo chociaż projekcje mnie nie rozczarowały, to opóźnienia seansów - owszem.

Przyznam szczerze, że odwykłam od sytuacji, która dla koleżanek z redakcji zajmujących się modą jest normą, czyli opóźnień (średnio pokazy mody w Polsce opóźnione są o godzinę, najdłuższe, na którym była znajoma redaktorka wyniósł 2,5 godziny).

Idąc do kina, dodam jeszcze, że jednego z Multipleksów, nie zakładałam takiego scenariusza. Pierwszy film miał 20 minut opóźnienia, projekcja drugiego - 40. Pod koniec drugiego seansu siedziałam jak na szpilkach - moje spóźnienie uruchamiało falę następstw - tak to jest jak się ma małe dziecko i życie pozamodowe. Mam nadzieję, że Trzecia edycja pozwoli organizatorom na mniej branżowe podejście do kwestii punktualności. Ad rem, czyli do filmów.

Chodzący oryginał

Nie chodzi o nową sukienkę, którą nosisz, ale o życie, które w niej wiedziesz - powiedziała kiedyś Diana Vreeland, wieloletnia redaktorka mody w Harper's Bazaar oraz późniejsza naczelna amerykańskiego Vogue'a. Do mody trafiła przypadkiem i to nie CV zwróciło uwagę proponującej jej posadę osoby, ale sposób, a jaki Vreeland się ubierała.




Fot. Screen YouTube

Z ubrań i stylu zrobiła swój największy atut, bo jak sama mówiła, a wcześniej przez wiele lat wytykała jej to rodzona matka, na urodę nie miała co liczyć. Chociaż Vreeland nie należała do piękności, wykreowana przez nią wersja samej siebie zachwycała wszystkich. Mówiąca w charakterystyczny, teatralny sposób, czarnowłosa, ultraszczupła postać natychmiast skupiała uwagę otoczenia. Ona była ciekawa ludzi i świata, a świat jej.

Zanim nastały rządy Diany, moda w pismach ograniczała się do porad dla eleganckich pań domu - jak połączyć kolory, jaki fason będzie modny, w czym przyjąć szefa męża na domowej kolacji. To dzięki niej moda wylała się na rozkładówki, a sesje zaczęły opowiadać historie. Ona pierwsza pokazała modelkę w bikini, wykreowała Twiggy, Cher, Angelikę Houston. Pierwsza - zachwycona jego ustami - przedstawiła Ameryce Micka Jaggera. Bawiła się z Studio 54, dyskutowała z Trumanem Capote i plotkowała z Andym Warholem.

Jak z rękawa sypała anegdotami - część z nich była wytworem jej wyobraźni - wizją tego, jak dana sytuacja powinna w jej mniemaniu wyglądać. Zapytana, czy jej historie to fakty, czy fikcja, odpowiedziała - "fakcja".

Na czasy jej rządów w Vogue'u przypadł okres, w którym budżety na sesje zdjęciowe nie miały limitu. Ekipy latały po całym świecie, spędzając tygodnie na produkcji sesji. Gdy coś nie spełniało oczekiwań Vreeland było powtarzane do uzyskania zadowalającego efektu.

To zresztą jej nieustępliwość sprawiła, że straciła posadę w Vogue'u. Gdyby nie została zwolniona nie rozkręciłaby na niewyobrażalną skalę The Costume Institute w Metropolitan Museum of Art, w którym prezentowane są tematyczne wystawy związane z modą.

Dokumet "The Eye has to travel" opowiada o Vreeland, jaką widziała rodzina, współpracownicy i przyjaciele.



Ostre cięcie

Ogromny wpływ na modę miał również urodzony w Wielkiej Brytanii Vidal Sassoon. Fryzjerem być nie chciał, ale jego mama miała wizję, że tak właśnie potoczą się losy jej syna. Vidal szybko zdał sobie sprawę, że nie chce tylko strzyc i czesać. Sassoon chciał zmienić sposób, w jaki postrzegane są włosy. Prawie dziesięć lat zajęło mu przekonanie do swojej wizji strzyżenia Londyn, Paryż i Nowy Jork. Kiedy osiągnął sukces stał się jednym z bardziej znanych fryzjerów na świecie. Wzorem, którego śladami poszli inni. Proste geometryczne cięcia, bob, fryzura Mii Farrow w filmie "Dziecko Rosemary" - to już klasyka. Sassoon zmienił także wygląd salonu fryzjerskiego, otwierając jego wnętrze na widok publiczny.




Fot. Screen YouTube

Był tytanem pracy, który przez całe życie pracował także nad samym sobą - wyszlifował swój akcent, był aktywny fizycznie, zdrowo się odżywiał. W USA, gdzie zamieszkał z rodziną, był postacią znaną także z telewizji, w której prowadził kilka programów. Stworzył także linię kosmetyków, która miała oryginalne wzornictwo i silne wsparcie reklamowe (Vidal sam brał udział w kampaniach reklamowych).



Pracownicy, którzy wypowiadali się w dokumencie "Vidal Sassoon: How One Man Changed The World With A Pair Of Scissors" wspominają, że bali się go najbardziej na świecie. Potrafił rzucić nożyczkami, a klientki, które siedząc na fotelu przeczesywały włosy rękami, bił grzebieniem po dłoniach. Co więcej nie strzygł ich tak jak one chciały, tylko proponował fryzury, które jego zdaniem najlepiej podkreślały ich urodę. Podejście, które dzisiaj nie brzmi może nowatorsko, ale takie właśnie było.



Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.