Młotki, maczugi, lance - ukryte męskie kompleksy

Co drugi mężczyzna jest niezadowolony z rozmiarów swojego członka. Wielu chodzi po lekarzach domagając się jego powiększenia - mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz w magazynie ?Wysokie Obcasy Extra?

Krystyna Romanowska: Ma Pan dobre oko?

 

Zbigniew Lew-Starowicz**: - Do penisów? Tak. Nie narzekam, obejrzałem ich sporo.

 

I co pan widzi?


- Są krótkie, takie młotki, są większe - maczugi. Są długie, cienkie jak lance. Wielkości i grubości są różne, ale mężczyźni zbyt przejmują się długością. Z badań Światowego Towarzystwa Medycyny Seksualnej wynika, że prawie połowa z nich nie jest zadowolona z budowy swoich genitaliów. I tysiące mężczyzn chodzi po lekarzach domagając się powiększenia.

 

W tajemnicy przed partnerkami?


- W absolutnej. Kobiety zupełnie nie zdają sobie sprawy, że ich mężczyźni mają takie kompleksy. Jeżeli seks jest udany, to nawet się nie domyślają przez jakie męki przechodzą ich partnerzy. W bardzo niewielu związkach mężczyzna wypowiada wprost: "Mam za małego członka". Z reguły ten kompleks widać w postaci klasycznego pytania na koniec: "Dobrze ci było?".

 

Światowe Towarzystwo Medycyny Seksualnej uznało, że skoro połowa mężczyzn ma kompleksy na tym punkcie, to znaczy, że u większości są one nieuzasadnione. Firmy ubezpieczeniowe też podniosiły alarm, że nie będą finansować operacji powiększania, jeżeli pacjent mieści się w przyjętych standardach. Postanowiono zatem położyć kres bezpodstawnym męskim roszczeniom i ogłoszono, że 13 cm w stanie erekcji dla rasy kaukaskiej wystarczy i nie ma potrzeby naprawiania natury.

 

Oczywiście, dla różnych regionów świata wskazania są różne: najmniejsze członki mają Azjaci, a na drugim biegunie są Afroamerykanie. Natomiast w krajach unijnych członek w stanie erekcji ma od 14 do 18 centymetrów.

 

Co pan mówi mężczyźnie opętanemu żądzą powiększenia?


- Jeżeli nie widzę powodów do operacji, próbuję mu wyperswadować pomysł, ale w większości przypadków to nic nie daje. Członek ma jeszcze wewnątrz korzeń i najczęściej operacja polega na tym, że się go trochę wysuwa, dodając ze dwa centymetry. Kąt erekcji będzie inny, ale to nie ma wielkiego znaczenia.

 

Przekonuję, żeby się zastanowić czy warto walczyć o te dwa centymetry - w zasadzie nie ma się na co napalać. Ale mają w głowie pofiksowane i sobie powiększają. Wiem, że pójdą do innego lekarza albo kupią sobie ciężarki w internecie czy jakieś tabletki funta kłaków warte i będą się nimi faszerować.

 

Ciężarki!?


- Tak. W skrajnych przypadkach przyczepianie ciężarków powoduje pęknięcię błony białawej, lub dochodzi nawet do uszkodzenia naczyń krwionośnych.

 

Nie przekonuje ich to, że dla kobiet liczy się grubość penisa, a nie jego długość?


- Niestety, mężczyźni nie mają pojęcia o kobiecej fizjologii. Nie przychodzi im do głowy, że pochwa jest elastyczna i może dopasowywać się do rozmiaru. Zresztą "Kamasutra" dawno rozstrzygnęła ten problem, dając genialną w swojej prostocie radę: dobierajcie pozycje.

 

Dzięki prawidłowej można zyskać kilka, a nawet kilkanaście centymetrów. Taką jest pozycja słonicy z zającem. Słonica to symbol kobiety z najgłębszą pochwą, a zając to ten, który ma najkrótszy członek.

 

Zmierzono też przeciętną długość stosunku seksualnego.


- W tym wypadku chodzi o określenie, kiedy zaczyna się przedwczesny wytrysk. Europejskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej za czas graniczny trwania stosunku przyjmuje minutę, czyli jeżeli wytrysk następuje przed upływem minuty, kwalifikuje się to jako przedwczesny wytrysk i leczenie może być refinansowane. Po minucie to już jest sprawa subiektywna.

 

Para może mieć trzyminutowy stosunek i dla niej jest to za krótko, ale nie kwalifikuje się to do leczenia. W UE przyjęto, że standardowy stosunek trwa pięć minut.

 

Mierzyli to mężczyźni czy kobiety?


- Kobiety. Stoperem. Mężczyźni nagminnie wydłużali czas trwania stosunku. Zwykle odpowiadali: "Orientacyjnie pięć minut". "Pięć minut - mówiłem im - to może być nawet kilkaset szybkich ruchów, bo to jest trzysta sekund". Wtedy oni na to: "Nie, robię może ze dwadzieścia ruchów". Widzi pani, jaka to dysproporcja. Kobiety za to skracają subiektywnie czas orgazmu o połowę.

 

Oni wydłużają, a one skracają?


- Dla kobiet radość orgazmu jest subiektywnie krótka. Mówią, że trwa chwilę. W rzeczywistości to jest od 15 do 30 sekund, czyli dłuższą chwilę.

 

* Prof. Zbigniew Lew-Starowicz - psychiatra i psychoterapeuta, prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i autor wielu książek


Cała rozmowa z prof. Zbigniewem Lwem Starowiczem w "Wysokich Obcasach Extra." Magazyn do kupienia w Empikach i dobrych kioskach


woe

WOE  wersja na e-czytniki

WOE w ersja na iPada i iPhona

 

 

Wersja na e-czytniki
Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Młotki, maczugi, lance - ukryte męskie kompleksy
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl