Moje dziecko i jego problemy pierwszego świata - a sądziłam, że mam to pod kontrolą

Myślałam, że w miarę panuję nad materialistycznymi zapędami moich dzieci. Staram się z nonszalancją podchodzić do spraw materialnych - łudząc się, że moja lekceważąca gadżety i oznaki statusu materialnego postawa udzieli się potomstwu. Jednak nie, o czym najlepiej świadczą ostatnie doświadczenia.

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

Wydawało mi się, że odnoszę pewne sukcesy w braku lansowania materialistycznego podejścia do życia w mojej czteroosobowej rodzinie. Syn, kiedy dopomina się prezentów dostaje "buziaka", ewentualnie "słodkiego buziaka", jego siostrze młotkuję, że ważniejsze jest być niż mieć. Zamiast kupować zabawki, które ostatecznie lądują w kącie, robię im gry w podchody (dość czasochłonne w przygotowaniu).

Dzieci chodzą do państwowych placówek edukacyjnych, gdzie koleżeństwo nie wyróżnia się specjalnie pod względem stanu posiadania. Tutaj rodzice nie tarasują jednokierunkowej ulicy wielkimi SUV-ami, a ojcowie nie wyglądają jak klony - wszyscy w pikowanych kurtkach i z modną fryzurą. Może to jeszcze nie czas na wymuszanie na nas presji na kupowanie Air Maxów, bo "Ignacy i Ksawery mają", może wszystko jeszcze przede mną. Ostatnie doświadczenia mojego syna unaoczniły mu, że istnieje świat luksusu, do którego ma niestety mocno ograniczony dostęp.

luksus Fot. RKOI Tumblr/elimizrahi

Biznes klasa wyciąga nogi

Gwoli wyjaśnienia. Pod względem finansowym nie mamy na co narzekać. Serio. Do pierwszego nam starcza, jeździmy na wakacje - w Polskę i w świat, nie musimy specjalnie oszczędzać. Jesteśmy w sytuacji, której pewnie może nam pozazdrościć 2/3 światowej populacji - o ile nie więcej. Tak, nasze dzieci donaszają ubrania po dzieciach przyjaciół, ale jest to trend od lat panujący w naszych kręgach i nikomu nie przynoszący ujmy. Po "naszych" donaszają kolejne dzieci, a ubranka, wózki, maty edukacyjne krążą póki są w jednym kawałku.

W willi z basenem nigdy nie zamieszkamy, nie będziemy także posiadaczami porsche, prywatnego samolotu ani apartamentu w Monako. Dla mnie - rodzica i człowieka - to żaden problem, ta myśl mnie raczej nie zasmuca ani specjalnie nie zajmuje. W końcu bardziej się liczy być niż mieć, pieniądze szczęścia nie dają, najważniejsze jest zdrowie i tak dalej.

luksus Fot. RKOI Tumblr/courtneyhazy

Okazuje się jednak, że luksus kusi. Kusi bardzo, i to od najmłodszych lat. Podróż samolotem wydawała się wizją dla sześciolatka kuszącą, tym bardziej pod skrzydłami przewoźnika, który zasypuje dzieci prezentami, podaje im posiłki w kolorowych walizeczkach i to w pierwszej kolejności.

Tak było. Do czasu, kiedy idąc do naszych miejsc nie minęliśmy po drodze klasy biznes. Bo wszystko fajnie, ale dlaczego TAM jest fajniej?

- Dlaczego nie będziemy lecieć w tych wygodnych fotelach, dlaczego tam jest więcej miejsca na nogi? Dlaczego oni mają takie duże telewizorki, dlaczego takie miękkie poduszki? Lista pytań nie miała końca. Nasze miejsca na tle klasy biznes wypadły blado, filmy, gry i jedzenie także.

Nigdy nie wstydziłam się tego, że mnie na coś nie stać. W liceum tłumaczyłam nawet tym argumentem nieobecność na wycieczkach i wyjściach, na które nie miałam ochoty. Z brakiem pieniędzy trudno w końcu polemizować.

Taki też argument podałam mojemu dziecku. - Nie latamy biznesem, bo nas, drogi synu, na to nie stać. Nakreśliłam mniej więcej cenę, jaką ta trwająca pięć godzin przyjemność kosztuje. Nie pomogło, czar prysł, łzy jak ziarna grochu spływały po policzkach, syn pozostał nieutulony w żalu - wiadomo - inni mają FAJNIEJ.

"Życie to nie same przyjemności"

Za przykładem mojej serdecznej przyjaciółki często używam w rozmowach z dziećmi tego argumentu. - Dlaczego musimy iść do tych znajomych? Tam nie ma dzieci i jest nuuuudno?! - jęczy syn. Bo życie to nie same przyjemności! - wbijam w małe głowy.

Można dzieciom odmawiać na wiele sposobów. Brutalnie zderzać ze ścianą, tłumacząc, że w życiu nie zawsze ma się to, czego się chce. Używać ucinającego wszelkie dyskusje dictum: Nie, bo nie. Dawać nadzieję, że porozmawiamy z tatusiem i wspólnie podejmiemy decyzję. Podawać wielorakie powody, dając się dziecku pytaniami "ale dlaczego?" zapędzić w kozi róg.

Najostrzejsi rodzice mówią: - Nie, nie kupię, nie nie dostaniesz. I nie wyjaśniają, dlaczego nie kupią, zakładając, że dziecko wie, że kupowanie nie jest obowiązkiem rodzica, z którego niewykonania należy się tłumaczyć.

Ale tam jest ładniej!

Jakich argumentów używali wasi rodzice, kiedy odmawialiście zjedzenia obiadu? U mnie pojawiały się historie o głodujących dzieciach i Afryce. Kiedy mój syn robi się nadmiernie odklejony od rzeczywistości przytaczam mu historie dzieci z regionów objętych konfliktami. Kiedy bagatelizuje i nie wierzy, uruchamiam wybitnych fotoreporterów i posiłkując się ich zdjęciami pokazuję, jak wygląda świat poza klasą ekonomiczną.

Nie wiem, czy to wychowawcze - każdy rodzic orze, jak może. Ja nie należę do tych spełniających wszystkie zachcianki dzieci. Nie miałam zegarka z kalkulatorem, kolarki, rolek, komputer pojawił się w domu, kiedy byłam już na studiach. Uważam, że nie trzeba mieć wszystkiego, dla samej chęci posiadania.

Mojej znajomej w odrzucaniu próśb dzieci pomaga przekonanie, że, paradoksalnie, odmawianie ma pozytywny wpływ na rozwój malucha. - Kiedy muszę synkowi odmówić i ono ekspresyjnie okazuje  niezadowolenie nie martwię się, bo mały tak uczy się radzić sobie z frustracją - tłumaczy.

Co jednak zrobić, kiedy zamożni znajomi mieszkają w wielogwiazdkowym hotelu, z basenem, elegancką restauracją, idealnie zadbanym trawnikiem i cenami z kosmosu? Ja się cieszę ich radością, chętnie goszczę u nich na salonach, ale kolację zjem równie smaczną, tylko w mniej okazałej scenografii dwie knajpy dalej.

luksus Fot. RKOI Tumblr/cvlager

Dla mojego dziecka to jednak dramat, który kończy się histerią. Poniekąd, jako osoba estetycznie wrażliwa, rozumiem jego tragedię. W istocie - luksus jest świetnie opakowany. On więc rozpacza: - Dlaczego nie mamy basenu, dlaczego nie mamy telewizora w pokoju (nic nie szkodzi, że żaden program nie jest po polsku, a większość pokazuje sport i wiadomości), dlaczego nie mamy minibaru, dlaczego nie mamy klimatyzacji tylko jakiś wiatrak?.

Histeria powoli się rozkręca. Okazuje się, że on chce pizzę i frytki ale nie tutaj tylko TAM. Bo: - TAM jest ładnie i smacznie, a tu jest brzydko i ohydnie. Kiedy dotarliśmy do kultowej wśród podróżników knajpy z obłędnym widokiem na ocean, mój syn zawyrokował, że to miejsce to DZIURA i nie tknie tu niczego. Zmienił, a raczej pogłębił swoje wyobrażenie o dziurze, kiedy zawitał do knajpianej toalety...

Ciężko mi było zachować kamienną twarz, kiedy on z obrzydzeniem oglądał swoją porcję. W myślach powtarzałam sobie, że jeśli będę konsekwentna to on, podobnie jak ja, jako dorosła osoba nie będzie przeżywał, że nie może mieć wszystkiego.

Bo co nam rodzicom pozostało? Załatwić mu limuzynę na lotnisko, biznes klasę w drogę powrotną i szybki meldunek w Zamku Królewskim? Chociaż Zamek Królewski nie przypadł synowi do gustu - wiadomo, NIE MA BASENU!

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Moje dziecko i jego problemy pierwszego świata - a sądziłam, że mam to pod kontrolą
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl