"Płatny urlop menstruacyjny - mam okres i boli, więc szef musi mi go dać!". W Chinach już to działa, u nas też powinno?

Od kilkunastu tygodni w prowincji Anhui we wschodnich Chinach obowiązują nowe przepisy umożliwiające kobietom zwolnienie się z pracy z powodu dolegliwości menstruacyjnych. Urlop menstruacyjny można wziąć co miesiąc - do dwóch dni za okazaniem zaświadczenia od lekarza. To pierwszy krok w stronę poważnego potraktowania kwestii zdrowia kobiety - twierdzą zainteresowane. Co na ten temat uważają sami pracodawcy?

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

Anhui jest już trzecią prowincją, po Shanxi i Hubei, w której obowiązuje urlop menstruacyjny. To kolejny raz, kiedy dyskusja na ten temat podnoszona jest w Chinach, ale i innych krajach azjatyckich. Japonia, Indonezja, Południowa Korea i Tajwan to państwa, w których regulacja kwestii urlopu menstruacyjnego już obowiązuje.

Na Zachodzie ten problem dopiero zaczyna być zauważany. Wszystko za sprawą kobiet, których głos jest słyszalny dla szeroko pojętej opinii publicznej. Jedną z nich jest Lena Dunham, twórczyni serialu HBO "Girls", która w listopadzie zeszłego roku, w eseju "The Sickest Girl", opisała trudy zmagania się (zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym) z chorobą zwaną endometriozą (obecność błony śluzowej macicy poza jamą macicy podczas menstruacji).

Co na ten temat uważają Polacy?

Co sądzą o tym Polacy? Zapytaliśmy zarówno szefów, jak i pracowników. Większość z przepytywanych na wieść o urlopie menstruacyjnym zareagowała entuzjazmem. Co najważniejsze, nie były to tylko kobiety.

Konrad, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, był zachwycony tym pomysłem, bo jak przyznał, zna wiele kobiet, które bóle menstruacyjne znoszą bardzo źle, a w takim stanie trudno o efektywność w pracy.

Podobnie zareagowała Dagmara, podając przykład koleżanki cierpiącej na dolegliwość zwaną dysmenorrhoea (bolesne miesiączkowanie). - W dniach miesiączkowania potrafi zemdleć, dlatego taki urlop to świetny pomysł - mówi Dagmara, zatrudniona w firmie o profilu start'upowym. - Na pewno znajdą się krytycy. Chociażby mężczyźni albo feministki - zauważa Anna, która pracuje w korporacji. - Przecież taki urlop to pewien podział względem płci.Kobieta

A co na to pracodawcy?

Problemy związane z urlopem menstruacyjnym

Zapytaliśmy o to właścicieli małych przedsiębiorstw, w przypadku których wprowadzenie nowych regulacji nie stanowi problemu. Przynajmniej teoretycznie. - Pomysł mi się podoba, prywatnie. Jako pracodawca miałbym z tym mały problem. Obecnie zatrudniam 8 osób, 3 z nich to kobiety. To mniejszość, ale przy tak małej załodze każda nieobecność jest odczuwalna. Tu mowa o dodatkowych dniach wolnych każdego miesiąca. Byłaby to trudna zmiana, ale wszystko jest kwestią organizacji - twierdzi Wojtek, właściciel innej agencji reklamowej.

- Intencja jest na pewno fajna, gorzej z wprowadzeniem takiego pomysłu - sądzi Katarzyna, dyrektorka jednego z departamentów banku o kapitale zagranicznym. - Wprowadzenie takiego urlopu mogłoby uderzyć w i tak zachwianą już równość pomiędzy kobietami a mężczyznami względem atrakcyjności na rynku pracy. Już teraz kobiety bywają dyskryminowane w związku z urlopem macierzyńskim. Dla niektórych pracodawców, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, zatrudnienie kobiety może kojarzyć się z dodatkowym problemem. To oczywiście głupota, ale właśnie tak działają stereotypy.

Pragmatyczne spojrzenie na problem

Trudną, ale prawdziwą opinią na temat urlopu menstruacyjnego wyraziła Allyson Downey, współzałożycielka weeSpring, amerykańskiego portalu społecznościowego dla rodziców. - W kraju, w którym nie myśli się nawet o urlopie rodzicielskim, pomysł urlopu menstruacyjnego wydaje się być niemożliwy do zrealizowania - powiedziała Downey w wywiadzie dla MIC.com.

Zdaje się, że takie postawienie sprawy jest dość ważnym głosem również względem rodzimych realiów. W kontekście śmieciowych umów i osób posiadających własną działalność gospodarczą, urlop menstruacyjny na razie niestety pozostaje absurdem.