Święta po angielsku. Merry Christmas!

Wigilia - wszyscy wiemy, czym u nas pachnie. A co robią tego dnia Anglicy?
Wigilia po angielsku?

Kiedy dom jest już odświętnie udekorowany, Anglicy wieszają przy kominku Christmas stockings, długie, kolorowe skarpety, a na podłodze stawiają czasami talerzyk z ciasteczkami i szklankę z mlekiem lub winem (częściej w Stanach). Jeśli więc wybierzemy się tego dnia z wizytą do naszych angielskich znajomych, nie oczekujmy ani dzielenia się opłatkiem, ani siana pod obrusem, ani dwunastu postnych potraw, ani, o zgrozo, prezentów! Św. Mikołaj (Father Christmas lub Santa Claus) dostarczy je nam w nocy, podróżując po świecie saniami zaprzężonymi w renifery. Dzieci znają każdego z imienia: Dasher, Dancer, Prancer, Vixen, Comet, Cupid, Donder i Blitzen i - najpopularniejszy - czerwononosy Rudolph. Święty Mikołaj (bo to przecież on za tym wszystkim stoi) to rzeczywiście obieżyświat. Najpierw wraz z holenderskimi osadnikami osiadł w Ameryce Północnej jako Sinter Class, by potem nieco "zangielszczyć" swoje nazwisko na Santa Claus i jako taki powrócić do Anglii. Przecisnąwszy się przez komin, wkłada prezenty do skarpet (niegrzecznym zostawia w nich nie rózgi, ale węgiel), przegryza ciasteczko i raczy się pozostawionym dla niego napojem. To być może wyjaśnia, dlaczego nie zawsze dostajemy to, na co czekaliśmy - po kilku szklankach Staruszek traci już pewnie rozeznanie w topografii swojego wora! Zatem prezenty otworzymy dopiero 25 grudnia. Choć w Wielkiej Brytanii jedynie kilka procent społeczeństwa uczęszcza regularnie na nabożeństwa (stąd wiele kościołów zamienianych jest na sale koncertowe, domy kultury, galerie, a nawet nocne kluby!), to pasterka dla wielu jest obowiązkowym elementem świątecznej tradycji.

Świąteczny indyk

Co ciekawe, wiele z owych tradycji sięga swoimi korzeniami czasów przedchrześcijańskich - starym symbolom nadano po prostu nowe znaczenia. Zwyczaj grudniowego świętowania i obdarowywania się prezentami wywodzi się prawdopodobnie z rzymskich Saturnaliów, a dzień narodzin boga Słońca, Mitry, symbolicznie uznano za dzień przyjścia na świat Boga nowej ery (stąd symbolika światła). Otworzywszy prezenty (często dość symboliczne, bo na zakupowy szał niektórzy czekają do poświątecznych wyprzedaży, kiedy ceny spadają nawet o kilkadziesiąt procent!), zasiadamy do świątecznego posiłku.

Główne miejsce na stole zajmuje nadziewany indyk (ale dopiero od XIX w., przedtem raczono się kaczką) w otoczeniu pieczonych ziemniaków, brukselki, marchewki, zielonego groszku. Obok talerzy leżą Christmas crackers, długie cukierki (ok. 30 cm!), które pociągamy z partnerem za przeciwne końce tak, aby się rozerwały. W środku znajdziemy jakiś zabawny wierszyk, małą zabawkę i papierowy kapelusik. Posiłek kończy Chistmas pudding, deser z suszonymi owocami i monetą w środku (na szczęście). Deser powinien być przygotowany najpóźniej na początku adwentu, żeby odpowiednio dojrzał, ale dziś jedynym osobistym wkładem typowego Anglika w jego przygotowanie jest polanie go brandy i zapalenie. Najczęściej to ojciec rodziny wnosi płonący talerz na stół, a towarzyszą temu dźwięki papierowych trąbek i rzucanie konfetti.

Przesłanie królowej

W tradycji anglosaskiej Boże Narodzenie symbolizują trzy rośliny: ostrokrzew (nim często dekoruje się stół), bluszcz i jemioła. To znów przedchrześcijańska tradycja przypisująca jej wiecznie zielonym listkom wielką moc. Celtyccy druidzi ścinali ją do swoich obrzędów sierpami ze złota! Dziś kojarzymy ją ze zwyczajem całowania się, co, z kolei wywodzi się ze staroskandynawskiej tradycji (dzisiejsza Wielka Brytania najeżdżana była swego czasu z wielu stron) nakazującej wrogom, którzy w ferworze walki znaleźli się pod drzewem z uczepioną na nim jemiołą, zawrzeć rozejm do następnego dnia.

Tradycyjnie w pierwszy dzień Bożego Narodzenia (pamiętajmy też, że angielskie Christmas wcale nie znaczy "Boże Narodzenie", to zbitka ze średniowiecznego Christ's Mass - msza) królowa wygłasza orędzie do swoich poddanych. Można wtedy posłuchać, jak brzmi tzw. RP, czyli Received Pronunciation, standardowa wymowa typowa dla wykształconych ludzi z południa Wyspy, spikerów BBC i arystokracji, która zabarwia ją dodatkowo nie miękkim "r", ale twardszym, kontynentalnym.

Czym jest Boxing Day?

Drugi dzień świąt zwany jest tradycyjnie Boxing Day i wbrew pierwszemu skojarzeniu nie chodzi tu o walki (choć często w tym dniu odbywa się wiele imprez sportowych), ale o podarki - boxes, wręczane dziś najczęściej mleczarzom i gazeciarzom w postaci napiwków. Po Bożym Narodzeniu czekamy na Nowy Rok. W Anglii czekamy dosłownie, bo sylwester - New Year's Eve, znaczy "wigilia Nowego Roku", czyli oczekiwanie właśnie. Najważniejsza zabawa odbywa się na londyńskim Trafalgar Square, wokół choinki zwyczajowo już będącej podarunkiem od Norwegów. Do niedawna wyznawcy "nowej, świeckiej tradycji" wdrapywali się na stojące pośrodku dwóch wielkich fontann posągi i skakali z nich wprost do wody. Od pewnego jednak czasu przezorna policja obudowuje je wysokimi płotami, bo szpitale nie nadążały z zakładaniem gipsów na wszelkie kończyny tego tylko pozornie flegmatycznego narodu. O północy wszyscy śpiewają starą szkocką piosenkę "Auld Lang Syne" (znaną i u nas jako "Ogniska już dogasa blask") i strzelają korkami od szampana. Na szczęście dla słabych angielskich głów następny dzień jest wolny od pracy i ich hangover (u nas znany jako kac) ma czas minąć. W Szkocji do dziś zwraca się uwagę na to, kto jako pierwszy odwiedzi nasz dom w Nowym Roku ( first footing). Wybierając się z taką wizytą, powinniśmy przynieść gospodarzom kawałek chleba, grudkę węgla, monetę i którąś z wiecznie zielonych roślin. Nie tylko jednak to, co przynosimy jest ważne, ale też to, kim jesteśmy. Ze zrozumiałych względów z taką wizytą nie powinni się żadną miarą wybierać grabarze i lekarze. Pecha może nam także przynieść pozostawienie ozdób świątecznych dłużej niż 12 dni po Bożym Narodzeniu (nasze święto Trzech Króli, ich Twelfth Night, "dwunasta noc").