Przed wyjściem na plażę

Większość z nas lubi słońce. Lubimy też być opaleni. Jeżeli odpowiednio przygotujemy skórę, możemy iść na plażę. Mimo sporej ilości publikacji na temat szkodliwości przebywania na słońcu bez ochrony skóry, blisko 20 proc. ludzi w ogóle nie ma świadomości, że jest to groźne, a 25 proc. wie o niebezpieczeństwie, ale nie stosuje środków ochronnych lub stosuje je rzadko (tak wynika z badań przeprowadzonych we Francji i w Niemczech).
Promieniowanie słoneczne, a właściwie jego niewidoczna dla oka część, zwana promieniowaniem ultrafioletowym, powoduje tworzenie się w naszym organizmie nadmiaru wolnych rodników. Są to agresywne cząsteczki, których aktywność uszkadza komórki skóry, aż do zmian nowotworowych włącznie. Dlatego przed intensywnymi kąpielami słonecznymi należy wzmocnić nasz system ochronny, dostarczając organizmowi substancji neutralizujących wolne rodniki, czyli przeciwutleniaczy. Najskuteczniejszą bronią są witaminy C, E, i beta-karoten (prowitamina A). Eksperci zalecają nawet dziesięciokrotne zwiększenie dawki spożywanych witamin przed wyjazdem na urlop. Nie wystarczy jednak łykanie garściami tabletek. Może być to nawet szkodliwe. Poza tym spreparowane witaminy w czystej postaci działają słabiej niż te z produktów spożywczych. Zanim jednak substancje czynne z pożywienia zgromadzą się w skórze jako dostateczny kapitał ochronny, mijają tygodnie. Dlatego już na dwa, trzy miesiące przed spotkaniem ze słońcem jedzmy zieleninę kilka razy dziennie.

Wraz ze zmianą przyzwyczajeń żywieniowych należy zmienić asortyment kosmetyków. Ostatnio robią furorę preparaty pielęgnacyjne do twarzy i ciała z wymienionymi witaminami. Skórę możemy przygotować do intensywnych kąpieli słonecznych kilkoma seansami w solarium. Coraz bardziej popularne stają się samoopalacze. Najnowsze nie tylko nadają ciału złoty kolor, chronią je także przed oparzeniem.

Promieniowanie ultrafioletowe działa różnie, w zależności od długości fali. Promienie zaliczone do UVA dają efekt natychmiastowej, ale nietrwałej opalenizny. Docierają daleko w głąb skóry, gdzie mogą uszkodzić włókna elastyny i kolagenu tworzące misterną siateczkę podporową, a to gwałtownie przyspiesza starzenie.

Promieniowanie UVB stymuluje wytwarzanie w skórze nowego pigmentu. Widać to po 10 - 20 dniach jako trwałą opaleniznę. Niestety, to samo promieniowanie powoduje rumień, nazywany potocznie oparzeniem słonecznym, wysuszenie skóry, a niekiedy także przebarwienia.

Idealny preparat do opalania w słońcu krajów południowych powinien mieć współczynnik ochrony przed ujemnymi reakcjami w skórze - tzw. LSF - minimum dziesięć. Nie przesadzajmy jednak z bardzo wysokimi numerami LSF, chyba że mamy rude lub bardzo jasne włosy i mleczną karnację. Preparat o współczynniku 10 obniża wnikanie promieni ultrafioletowych w skórę o 90 proc., a z współczynnikiem 15 - o 93 procent. Wysokie numery filtrów są często po prostu chwytem reklamowym.

Na wakacjach najlepiej stosować preparaty ochronne wodoodporne, ale i tak po dłuższej kąpieli czy pływaniu na desce należy się powtórnie posmarować. Jeśli chcemy skrócić czas przebywania na słońcu, ale uzyskać czekoladową opaleniznę, możemy zaopatrzyć się w preparaty ochronne przyspieszające jednocześnie wytwarzanie pigmentu.

Wiele osób zastanawia się, czy można użyć kosmetyków słonecznych z poprzedniego roku. Trwałość tych specyfików, która powinna być podana na opakowaniu, zwykle wynosi od 24 do 30 miesięcy. Dotyczy to jednak produktów nie otwartych. Jeżeli krem wędrował z nami na plażę, gdzie leżał w upale i był wielokrotnie otwierany, to lepiej go wyrzucić.

Preparatem ochronnym należy pokryć ciało co najmniej kilkanaście minut przed opalaniem. Uwaga panowie - smarujemy czubek głowy, jeśli włosy są tam przerzedzone lub ich brakuje.



Aktywność komórek produkujących pigment u dorosłego maleje z wiekiem. Im jesteśmy starsi, tym łatwiej możemy oparzyć skórę. Trzeba ją więc częściej smarować.

Latem, między godziną jedenastą a czternastą, promienie słoneczne na naszej półkuli padają najbardziej prostopadle. Należy wtedy zdecydowania unikać słońca. Nie ufajmy chmurom. Promieniowanie ultrafioletowe przenika zwłaszcza przez chmury wysokie i jest prawie równie intensywne, jak przy pełnym słońcu. Nie ufajmy też parasolom. W ich cieniu dociera do nas promieniowanie odbite od piasku. Oparzenie skóry grozi podczas wielogodzinnego przebywania w wodzie. Do głębokości 1 metra dociera 50 proc. promieni słonecznych. Po wyjściu z basenu czy morza trzeba się osuszyć ręcznikiem, bo mokra skóra intensywniej pochłania promieniowanie ultrafioletowe.

Po kąpieli słonecznej należy opłukać ciało i nałożyć specjalny balsam lub krem do pielęgnacji skóry po opalaniu, które nawilżają, neutralizują wolne rodniki i utrwalają opaleniznę.