Taksówkarze znają kobiety jak nikt na świecie

Powiernikami kobiecych tajemnic są nie tylko ich najlepsze przyjaciółki i mamy. O swoich problemach, kobiety często rozmawiają ze swoimi kosmetyczkami czy fryzjerami. Jak się okazuje, sekrety powierzają też niekiedy towarzyszącym w drodze kierowcom taksówek.
Pan Krzysztof jest kierowcą jednej ze znanych warszawskich korporacji od kilkunastu lat. W pracy przeżył już niejedno. Nie wspomina jednak przykrych doświadczeń, przeciwnie - dzięki swojej profesji, zawarł wiele ciekawych znajomości, z których kilka trwa do dzisiaj. Jednorazowe zamówienie, stało się początkiem wieloletniej bliskiej znajomości z klientem. Przypadkowa trasa na lotnisko okazała się wyjątkowa, a moja przyjaźń z tamtą osobą trwa do dziś. Mój rozmówca zapewnia jednak, że takie sytuacje nie zdarzają się często. Zazwyczaj znajomość z pasażerem kończy się wraz z dotarciem pod wskazany adres. To specyficzna sytuacja. W standardowej pracy, ludzie przebywają ze sobą znacznie dłużej i każdego dnia. Jest czas, by się poznać, porozmawiać, wreszcie polubić. Mnie trudno nawiązać bliższą relację w pracy. Ludzie wsiadają, wysiadają - w ciągu kilkunastu minut wspólnej drogi, nawet jeśli rozmowa jest miła, nie sposób się zaangażować w znajomość. Z drugiej strony, w ciągu tych wszystkich lat, mój notes z adresami wypełnił się od A do Z. I dosłownie, i w przenośni.

Po tym miłym wstępie, przechodzę do ofensywy. Będę starała się namówić pana Krzysztofa do płciowego podziału klientów jego taksówki. Początki są trudne, znający życie pan Krzysztof obawia się czy nie zostanie posądzony o męski szowinizm. Kiedy jednak biorę na siebie odpowiedzialność za tę prowokację, rozmowa się rozkręca. Jest kilka zachowań, które rzeczywiście mógłbym przypisać tylko kobietom podróżującym ze mną. Kobiety znacznie częściej nie do końca wiedzą gdzie chcą jechać. Nie znają nazwy ulicy, czasami trudno im nawet nazwać dzielnicę, gdzie znajduje się cel podróży, czyli zazwyczaj sklep. Opisując miejsce, do którego zmierzają, posługują się określeniami, typu "niedaleko takiego pomnika", "obok jest taki duży wieżowiec", "nie pamiętam, ale w drodze sobie przypomnę", "na pewno wie pan gdzie". A pan na pewno nie wie. W każdym razie nie zawsze. Mój rozmówca jest jednak wyrozumiały. Jeśli tylko klientka nie jest niezadowolona, że kierowca nie czyta w myślach, zawsze można znaleźć rozwiązanie. Internet, mapa samochodowa, cb radio czy panie dyspozytorki.

I jeszcze jedno - kobiety bez porównania częściej zostawiają w moim samochodzie swoją własność. Począwszy od kosmetyków, telefonów poprzez torebki, zakupy na garderobie kończąc. Zdarzyło się, że po skończonym kursie znalazłem pod siedzeniem buty, w których klientka jechała. Na szczęście było lato - żartuje mój rozmówca. Brnijmy dalej: To prawda, kobiety śmielej opowiadają o swoim życiu i problemach prywatnych. Mężczyźni mówią głównie o pracy i polityce. Panie zapytane dla podtrzymania rozmowy o zapach perfum, są skłonne opowiedzieć całą historię swojego związku i szczegóły kłótni, której konsekwencją było otrzymanie w prezencie od ukochanego wspomnianego zapachu. Niekiedy zaczyna się niewinnie, od zupełnie nie zobowiązujących tematów. I kiedy już myślę, że tym torem potoczy się cała rozmowa, moja pasażerka niespodziewanie zaczyna mówić o jakimś osobistym problemie, prosząc mnie o opinię czy nawet radę. Przyznam, że bywa to kłopotliwe. Jestem w końcu kierowcą, nie psychologiem. I choć bardzo lubię rozmawiać z klientami, takie szczere wyznania niekiedy mnie onieśmielają. Ostatecznie mam jednak wrażenie, że bardziej niż odpowiedzi, moje klientki szukają po prostu słuchacza. A nim mogę być.

Trudno wyjaśnić taki rodzaj zażyłości z obcym mężczyzną. Rzadko bowiem zdarza się, żeby przy kolejnym zamówieniu taksówki trafić na kierowcę z poprzedniego kursu. W korporacji pana Krzysztofa jest ich ponad 250. A może to właśnie jest odpowiedź. Może łatwiej nam powierzyć problem przypadkowej osobie, której już nie spotkamy? Bez obawy o to, co o nas pomyśli i komu to powie. Może nie zawsze chcemy, by bliskie czy znajome osoby znały nasze kompleksy i słabości? Może taka anonimowość sprzyja zwierzeniom i wygadaniu się? Mam wrażenie, że to wszystko wbrew pozorom daje moim klientkom poczucie bezpieczeństwa. Nie wiem przecież z kim i o kim rozmawiam. To sytuacja, która prawdopodobnie służy kobietom, by podzielić się swoim problemem. Jako zupełnie obca osoba, mogę przecież bez emocji i z dystansem ocenić sytuację. To może być to - dodaje bohater naszej rozmowy. Mój rozmówca nie chce przytaczać więcej szczegółów z zapamiętanych rozmów z klientkami. Gdyby przypadkiem któraś z nich okazała się moją czytelniczką, może poczułaby się urażona? Psycholog nie psycholog - tajemnica zawodowa mnie obowiązuje. To w końcu bardzo prywatne sprawy, czasami stwarzające moim pasażerkom sporo kłopotów. Niech same wybiorą, kto ma o tym wiedzieć - kończy pan Krzysztof i przyjmuje kolejne zgłoszenie. Kobieta!