Wampirzy lifting - kochają go gwiazdy, ale czy odważą się na niego zwykłe pacjentki?

?Wampirzy?, bo wykorzystujący krew. Spokojnie, nie oznacza to jednak, że ceną za młodszy wygląd będzie zabieg rodem z horroru. Choć bywa różnie.
Regeneris to innowacyjne rozwiązanie, które w zupełnie naturalny sposób ma zredukować zmarszczki i nadać skórze młodszy wygląd. Zabieg jest alternatywą dla osób, które boją się operacyjnego liftingu a nie chcą lub nie mogą stosować, np. botoksu. W takiej sytuacji znalazła się Kim Kardashian, która w ciąży nie może korzystać z lubianego zabiegu. Zastąpiła go właśnie wampirzym liftingiem, czym błyskawicznie pochwaliła się w sieci. Jej zdjęcie nie zachęca jednak specjalnie do skorzystania z usługi.

Krew, pot i łzy

Z pozoru zabieg wydaje się bardzo dramatyczny - polega na zastosowaniu serii zabiegów ostrzykiwania skóry na twarzy (a w razie potrzeby także na szyi i dekolcie) osoczem bogatopłytkowym pozyskanym z naszej krwi. Lekarz zaczyna więc od tradycyjnego pobierania krwi. Pacjent musi być wtedy na czczo. Następnie najważniejsze, czyli przetworzenie krwi na bogatopłytkowe osocze. Proces dokonuje się w specjalnym separatorze, który umieszczony jest w wirówce laboratoryjnej. Wyodrębnione w tej sposób osocze podaje się na dwa sposoby - za pomocą metody stosowanej w mezoterapii (MESO) lub liniowo wzdłuż zmarszczek (VOLUMA). Zatem o ile krew jest rzeczywiście najważniejszym i nieuniknionym czynnikiem, to o pocie i łzach mowy być nie powinno.

Potwierdza to zresztą Monika, która metodę wypróbowała na własnej skórze. - Podczas całego zabiegu krew widziałam tylko raz - w fiolce, przed odwirowaniem. Przy umiejętnie wykonywanych nakłuciach krew nie powinna wypływać, dlatego jestem przerażona, gdy widzę zdjęcia z wielkimi czerwonymi kroplami! - tłumaczy. Zapytana o ból przyznaje, że jest na niego bardzo wrażliwa. - Przed zabiegiem twarz posmarowano mi maścią Emla, ale mam wrażenie, że przed zastrzykami cała wyparowała. To po prostu seria wielu zastrzyków i nie ma się co oszukiwać, że będzie przyjemnie. Ja w połowie poprosiłam o przerwę, ale druga część wydawała mi się znacznie mniej bolesna - dodaje. Następnego dnia na jej skórze nie było już widać żadnych śladów po zabiegu, drobne znaczki od wkłuć igły zdążyły się zagoić. Niestety, nie było też spektakularnych efektów. - Podobno pełny efekt widoczny jest dopiero po 3 miesiącach - pociesza się Monika.

Dlaczego osocze?

Osocze bogatopłytkowe znane jest w medycynie od dawna. Stosuje się je przede wszystkim w ortopedii. Pobudza procesy regeneracji tkanek i wspomaga pracę fibroblastów w tworzeniu nowego kolagenu. Poza tym usprawnia proces tworzenia nowych naczyń krwionośnych. W medycynie estetycznej osocze zmieszane z "cementem", który zabezpiecza przed powstawaniem siniaków, stosowane jest od 2003 roku.

Poleca się je przede wszystkim osobom walczącym z oznakami starzenia. Ma sobie radzić ze zmarszczkami, bruzdami i zapadniętą skórą, a także pozytywnie wpływać na jej gęstość. Dla młodszych dziewczyn osocze może być ratunkiem w walce z bliznami potrądzikowymi. Kobiety przed trzydziestką cenią ten zabieg za możliwość szybkiego przywrócenia witalności zmęczonej i szarej skórze. Cena za jeden zabieg może wynieść od ok. 700 do nawet 2000 zł w zależności od wielkości ostrzykiwanego obszaru. Dla uzyskania widocznych efektów konieczne jest jednak wykonanie przynajmniej 3-4 zabiegów.