Kosmetyki za pierdyliard! Ile można wydać na urodę?

Świat luksusowych kosmetyków, na które trzeba wydać fortunę istnieje równolegle do znanych większości z nas realiów i ma się świetnie. Ceny, które zwalają z nóg i produkty, które obiecują cuda - nasze kosmiczne doświadczenia.
Po taniości

Na mojej półce z kosmetykami mam produkty marek: Ziaja, Pharmaceris, Clarena, Bourjois, Uriage. Zgodnie z zaleceniami specjalistów nie inwestuję w drogie toniki, płyny do makijażu i żele myjące, większe kwoty wydaję za to na kremy pod oczy i pielęgnujące na dzień i na noc. A i te staram się kupować, kiedy ich ceny są promocyjne. Najdroższą kuracją jest stosowana przeze mnie seria Vitality marki Gen 3 - testuję ją jednak poniekąd z zawodowego obowiązku (serum, krem na noc i zapas suplementów wraz z wykonanym wcześniej testem DNA wyceniono na 2,3 tys. zł).

Z wysokiej półki

Miałam jednak namiastkę luksusu z wysokiej półki. Na początku roku dostałam pismo modowe przywiezione z Włoch, a w nim kilka próbek różnych kosmetyków, w tym najnowszego cudu z laboratoriów Diora, czyli Capture Totale Crem Multi-Perfection Visage&Cou. Zabrałam próbkę na basen i bez specjalnych oczekiwań wtarłam połowę zawartości tubki w twarz. Po półgodzinie dotarłam do domu i zmierzyłam się z lustrem w windzie. A zwierciadło w połączeniu z jarzeniowym oświetleniem jest bezlitosne dla wyglądu skóry - obnaża wszystkie niedoskonałości urody - zmarszczki, przebarwienia, wypryski.

Tym razem jednak ciężko mi było uwierzyć, że oczy mnie nie mylą. Moja skóra po nałożeniu kremu wyglądała pięknie! Była gładka, promienna, lekko zaróżowiona, pory wdawały się jakby mniejsze, zmarszczki jakby bardziej gładkie. Cuda! Niestety próbka starczyła tylko na jeszcze jedną aplikację.

Lustereczko, powiedz przecie

Zachęcona niezwykłym efektem poszłam dowiedzieć się, ile to cudo kosztuje. Zastanawiałam się, jaką cenę może mieć krem Diora. 200 zł? 250? Takie obciążenie byłabym w stanie udźwignąć. Na miejscu okazało się, że liczba patentów oraz lata laboratoryjnych eksperymentów to nieco większy wydatek. Mniejsze opakowanie kremu kosztowało ponad 600 zł, większe 1200 zł. No cóż, cena astronomiczna... Może więc na pożegnanie jakąś próbkę dostanę? Próbek nie było, podobnie jak kremu w wystawionym do testowania słoiczku.

Prezent za rozwód

- Raz naciągnęłam moich rozwodzących się wtedy rodziców na ekskluzywny produkt - wspomina swoje kosmetyczne doświadczenia Anna. - Inne pamiątki po tamtym ciężkim okresie wiszą w mojej szafie do dziś. Rodzice spełniali każdą moją zachciankę, a ja z zemsty za rozbicie rodziny bezwzględnie to wykorzystywałam.

Od ojca dostałam całą linię kosmetyków do cery z problemami Shiseido Pureness. Pamiętam, że tonik był w pięknej szklanej butelce, a w zestawie była także szczoteczka do mycia twarzy - wspomina. - Nie pamiętam, ile taki zestaw kosztował, ale sądzę, że kilkanaście lat temu był to podobnie duży wydatek, co dzisiaj. To doświadczenie nie sprawiło jednak wcale, że pozostałam wierna tej marce, ani tym bardziej drogim preparatom. Kiedyś w perfumerii na lotnisku wtarłam w każdą odsłoniętą część ciała najdroższe z wystawionych kosmetyków - Sisley, La Mer. Większość z nich nie odpowiadała mi zapachem, konsystencją lub tym, że pozostawiały błyszczący film. Wiem jednak, że powinnam sięgnąć po droższy krem - moja kosmetyczka uważa, że ich producenci trzymają się jakości składników aktywnych i naprawdę oferują świetną jakość - zaznacza.

Creme de la creme

- Najdroższy kosmetyk jaki znalazł się w mojej łazience? - powtarza pytanie Joanna. - To było duże opakowanie balsamu do ciała marki Estée Lauder. Krem dostałam w prezencie od mojej mieszkającej na stałe we Francji siostry - mówi Asia. - Ucieszyłam się, ale tak umiarkowanie, bo balsamy do ciała miałam i to w nadmiarze. Jej szczodry gest doceniłam dopiero po pół roku później, kiedy odwiedziła mnie znajoma. Po wyjściu z łazienki stwierdziła, że z tym kremem to nieźle zaszalałam. Od niej dowiedziałam się, że na półce w perfumerii kosztował 800 zł... O czym moja siostra myślała, gdy go kupowała... - do dziś nie wiem.