Akcja: depilacja [EFEKT: WOW!]

Jeśli podobnie jak ja, ostatni raz trzymałaś depilator w ręku w 1993 roku, ten materiał jest zdecydowanie dla ciebie! Dla zagorzałych wielbicielek wosku, golenia golarką i kremów do depilacji - także.

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

Nie, nie wcale nie chodzi o to, że ostatni raz depilowałam nogi w 1993 roku. Wtedy po prostu ostatni raz skorzystałam z pomocy depilatora, w kolejnych dwóch dekadach korzystając w zależności od potrzeb z golarki, wosku i kremu do depilacji.

Każda z tych metod ma oczywiście swoje plusy i minusy: po maszynce do golenia nogi są gładkie w dotyku przez około trzy godziny. Można ten proces wydłużyć do sześciu godzin, jeśli zamiast mydła lub żelu pod prysznic użyjecie pianki do golenia - te produkowane specjalnie z myślą o kobietach naprawdę nawilżają skórę i spowalniają odrost.

Wosk to moja ulubiona metoda depilacji - nie z powodu wewnętrznego masochizmu. Po wywoskowaniu nóg mam wrażenie, że właśnie przyczyniłam się do osłabienia cebulek włosowych, i że istnieje szansa, że za 150 kolejnych woskowań włos z niej już nie wyrośnie - mam dowody na to, że tak rzeczywiście jest.

Dla każdego coś odpowiedniego

Jak na osobę kosmetycznie samowystarczalną zainwestowałam kilka lat temu w podgrzewacz do wosku (całe 60 zł) i wymienne pojemniki oraz paczki pasków z fizeliny. Minusy woskowania? Największy z nich to oczekiwanie na odrośnięcie włosów. I tak jak w przypadku maszynki włosy odrastają niemalże natychmiast, na odrost, który "złapie" wosk trzeba czekać miesiącami. Nie jest to stan komfortowy - zwłaszcza w ciepłe miesiące...

Krem do depilacji to dla mnie ostateczność. Przede wszystkim ze względu na nieekologiczność tej metody. Krem nakłada się na kilka minut, ale później należy go spłukać, a cała chemia trafia do ścieków...

Nogi rzeczywiście są gładkie, skóra dobrze wygładzona, ale krem do dla mnie naprawdę metoda, którą wybieram jako ostatnią.

Wracając do depilatorów. Ten, który używałam w 1993 roku wyglądał jak współczesne narzędzie tortur. Końcówka przypominała małą zakręconą w znak nieskończoności sprężynkę. Sprężyna obracała się powoli, metodycznie wyrywając włoski. Depilacja trwała nawet półtorej godziny, była bolesna i męcząca. No, ale wtedy był to prawdziwy hit i innowacja. Niestety, jak coś boli i jest czasochłonne, to ja tak przynajmniej mam, że po pewnym czasie entuzjazm mi opada i wracam do dawnych przyzwyczajeń (golarka) lub odkrywam nowe (wosk - w kolejnych, lepszych wersjach).

Nieoczekiwane spotkanie po latach

Wiedziałam, że depilatory się unowocześniły, wypiękniały, a ich producenci obiecują więcej. I lepiej, szybciej i skuteczniej. No i na dłużej. Reklamy nie trafiały do mnie wcale. W głowie ciągle kręciło się powoli wspomnienie metalowej sprężynki. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy nieoczekiwanie trafiła do mnie przesyłka z najnowszym depilatorem marki Braun (nie, nie jest to tekst reklamowy ani sponsorowany - wszystkie takie materiały są specjalnie oznaczane). Równie dobrze mógł dotrzeć depilator Philipsa, Rowenty lub Remingtona.

 

Depilator Testowany na własnej skórze depilator. Fot. Materiały prasowe

 

Ważne jest, że zabrałam pudełko do domu i postanowiłam, że dam szansę jego zawartości. Chociaż zupełnie bez przekonania i z dużym dystansem do całego pomysłu. I tu miłe rozczarowanie!

Rzucone wyzwanie - włoski po wosku sprzed tygodnia - część odrośnięta, inne króciutkie - depilator przyjął odważnie. Zadziałał naprawdę szybko, skutecznie, poradził sobie z naprawdę krótkimi włoskami, nie sprawił bólu. Szok! Można go stosować doraźnie, kiedy coś odrośnie i trzeba szybko usunąć. Jedyny minus, który ostudził trochę zachwyt, to cena testowanego depilatora (najdroższa opcja to 270 zł). No ale to inwestycja na lata, a jeden zabieg woskowania całych nóg kosztuje prawie 100 zł, rachunek wypada więc na korzyść depilatora. Dla mnie super.

"Niechcianych" włosów pozbywasz się...