Jak mądrze dawać dzieciom prezenty - fragment "Macierzyństwa bez lukru 3"

Foch.pl objął patronat nad trzecią częścią antologii "Macierzyństwo bez lukru" - tym razem poświęconej głównie problemom ojcostwa. Z przyjemnością prezentujemy fragment tej pożytecznej publikacji, bo temat wielce na czasie.

GŁOS TATY

Ojciec oraz potomstwo. Szkoła przeżycia w dżungli dobrobytu. Czyta (najlepiej) Krystyna Czubówna.

Oto i ojciec. Jest zaniepokojony, ponieważ potomstwo nie wykonuje prostych poleceń. Nie chce posprzątać legowisk. Ojciec wydaje z siebie ryk, potomstwo reaguje i obstaje, że wcześniejszych poleceń nie słyszało. Pojawia się długa lista kar. Właściwie to jest krótka, sprowadza się do propozycji zarekwirowania wszystkich dostępnych urządzeń, na których potomstwo gra w grę. Ojciec wie, że jeśli nie wymieni któregoś z nich, zostanie to wykorzystane. Poszerza więc listę o pralkę, mikrofalę i odkurzacz, na wypadek gdyby okazało się, że można na nich zagrać.

Gdyby rzeczywiście kiedykolwiek napisał książkę o zarządzaniu dzieckiem, pewnie stanęłaby teraz w płomieniach w wyniku samozapłonu.

Ojciec zapytany przez kogoś spoza stada o to, jak najlepiej zmotywować potomstwo do posłuszeństwa, potrafi długo i przekonująco opowiadać o systemie nagród i kar, punktach, zachętach słownych, współdziałaniu. Jest wielkim teoretykiem wychowania potomstwa. Gdyby przysiadł nad klawiaturą, zapewne byłby w stanie napisać kolejną z wielu dostępnych książek o zarządzaniu dzieciństwem i rozłożyć na czynniki pierwsze nagradzanie, używając często zwrotów "zdefiniowanie oczekiwań", "stawianie zadań", "miernik wykonania", "wzmocnienie społeczne" lub "trening zachowań". Mógłby też wyniki zarządzania przenieść na excelowskie tabele i pokazać jakość wychowania w kilku rosnących krzywych. Och, jakże pięknie by napisał o przemyślanym systemie nagradzania, wartości prezentów, rozmowach z potomstwem i osiąganiu satysfakcjonujących efektów wychowawczych. Mógłby, ale podświadomie stawia na instynkt.

Ojciec zatem drze mordę, a kilka godzin później, zupełnie nie pamiętając o byciu konsekwentnym, w przypływie dobrego humoru postanawia kupić jakąś grę. Potomstwo, węsząc podstęp, dopytuje, czy ma się cieszyć posiadaniem gry bez prawa dotykania urządzeń obsługujących, wprowadzając tym samym łaskawego ofiarodawcę w chwilową konsternację i zmuszając go do wygłoszenia "Pieśni o łaskawości ojca i jego niezmierzonej dobroci". Gdyby rzeczywiście kiedykolwiek napisał książkę o zarządzaniu dzieckiem, pewnie stanęłaby teraz w płomieniach w wyniku samozapłonu.

Czasem ojciec leczy podły humor zakupami i na rękę mu jest wciągnąć w proceder stado, żeby nie było, że sam sobie kurację zadał.

Ojciec pamięta, jak szczenięciem będąc i wycierając rajtuzy na kolanach podczas zabaw klockami (drewnianymi, LEGO nie istniało w tamtej strefie czasowej), otrzymał ot tak, bez zapowiedzi, małą, plastikową kolejkę. Nagle coś natchnęło jego mamę, może stała w kolejce do kiosku po proszek do prania i miała czas przeanalizować bogactwo towarów rozłożonych za szybą, więc pomyślała: "Jeśli proszku nie starczy, to wezmę chociaż kolejkę, żeby na marne stanie moje nie poszło". Tego ojciec nie wie, ale pamięta, jak się cieszył. Do dziś. Więc czasem próbuje taką kolejkę przynieść i takie samo wspomnienie w dziecięcych główkach na dekady zapisać.

Bywa - ojciec musi zawalczyć o pozycję w stadzie, kiedy jego z kolei ojciec zaczyna wnuki rozpieszczać. Wówczas swego ojca ojciec obszczekuje i na wszelki wypadek przebija stawkę, żeby potomstwo pamiętało, kto jest najszczodrzejszym dobrodziejem w okolicy.

A czasem ojciec leczy podły humor zakupami i na rękę mu jest wciągnąć w proceder stado, żeby nie było, że sam sobie kurację zadał, a o podłych humorach innych osób z powodu tej rozrzutności zapomniał.

Instynktem ojciec zarządzać nie potrafi.

Wawrzyniec Prusky, patron Dziedzica (10) i Potomki (8)

wawrzyniecprusky.blog.onet.pl

wawrzyniec.blox.pl

GŁOS MAMY

- Nie wiem, czy lubię święta. Jaki prezent ode mnie pamiętasz najlepiej? - zapytałam Alę przy kręceniu maku na kutię.

- Prezent? Czy ja wiem? - zastanowiła się. - Nic mi do głowy nie przychodzi.

- Żadnego nie pamiętasz? - Rozczarowanie wylazło ze mnie i usiadło między nami.

- To nie tak - zreflektowało się moje dziecko. - Pamiętam, że mi książki kupowałaś, Harrego Pottera od ciebie dostałam, trzy tomy nawet w dniu premiery. Najczęściej mi książki kupujesz. A czemu pytasz?

- A tak sobie rozmyślam o zwyczaju. W gruncie rzeczy nie lubię pod presją robić prezentów, bo nawet jeśli wiem, co kogoś ucieszy, to nie zawsze mam środki. Ciebie dobrze znam, a i tak nie zawsze dostawałaś to, o czym marzyłaś - tłumaczyłam.

- Traumy nie mam - skwitowała. - Jakiegoś specjalnego uczucia braku też sobie nie przypominam. Pamiętam prezenty, które ja kupowałam. Te otrzymane jakoś mniej.

Jasne, to ja pamiętam boleśnie, że mnie nie było stać na "baby born" (taka lalka, która płacze i sika), bo kosztowała tygodniowy przydział na przeżycie. Ani na wypasiony domek dla Barbie, ani na markowe ciuchy później.

Prezenty dawać należy. Niech się dziecko uczy rozczarowań od najmłodszych lat i pod okiem najbliższych. Niech znosi presję w szkole, rywalizację dziadków, a zwłaszcza rozwiedzionych rodziców.

Święta to cała galeria prezentów nietrafionych.

- Pamiętasz, jak od dziadka dostałam torebusię? - Wzięło ją na wspomnienia. - Miałam 13 lat, słuchałam punkrocka, marzyłam o glanach, a dostałam różową torebkę w motylki i błyszczące serduszka. Fuj! Albo ten poradnik dla nastolatków w stylu "jak ugotować wodę bez udziału straży pożarnej i pogotowia ratunkowego". A przecież już wtedy mogłam ugotować obiad z trzech dań i poprawić deserem.

- Ale z Kubusiem trafił - przypomniałam.

Misia Kubusia dostała na swoją pierwszą w życiu gwiazdkę. Był wtedy większy od niej, biały, przytulny i okrąglutki. Wierny przyjaciel z dzieciństwa. Ala była już nastolatką, kiedy ukradkiem spakowała Kubusia na kolonie taneczne.

- Zamiast jaśka pod głowę go biorę - tłumaczyła przyłapana, ale ja wiedziałam, że Kubuś miał moc dodawania otuchy. Do dziś ma.

Jako dziecko lubiłam święta. Do moich obowiązków przedświątecznych należało tylko ustrojenie choinki. Kleiłam łańcuchy, robiłam koszyczki, aniołki, wycinałam Mikołaje i inne ozdoby. Przez cały rok zbierałam błyszczące papierki po cukierkach, potem zawijałam w nie żołędzie. Prawdziwych bombek miałyśmy malutko. Do dziś mi zostały dwie srebrne w kształcie szyszek. Brzydkie jak cholera, ale relikwie.

Prezenty też robiłam własnoręcznie. Laurki, rzeźby z masy solnej, obrazy, wyszywanki, wycinanki. Nawet gdybym miała pieniądze, to flaszka octu plus słoik musztardy nie wydawały mi się darem, który każdy chciałby znaleźć pod choinką. Po wszystko inne trzeba było stać w kolejce.

Podczas gdy ja się dobrze bawiłam, mama pewnie padała na pysk z przepracowania. Robiła zgodnie z tradycją dwanaście potraw. Były takie lata, że kompot i chleb liczyliśmy jak osobne potrawy, żeby był tuzin. I takie, gdy pomijaliśmy ciasta oraz inne słodkości jako dania nieważne.

Mama robiła w międzyczasie pranie (ręczne) pościeli, ręczników, chodników, firan. Myła okna, czyściła meble, szorowała i pastowała podłogi. Prócz tego codziennie chodziła do pracy (jeszcze nie było wolnych sobót), przynosiła węgiel, wynosiła popiół, rozpalała w piecach i dawała kotom jeść. Od wymieniania robię się zmęczona. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym tak samo. Próbowałam.

Miałam taki epizod w życiu, że chciałam być idealną żoną. Nienawidziłam wtedy świąt. Albo nie zdążyłam ze sprzątaniem, albo potraw nie było dwunastu (nawet jak się wodę mineralną, kawę i herbatę oddzielnie liczyło), albo czasu na doprowadzenie siebie do porządku zabrakło, więc narzucałam na grzbiet co bądź, spinałam włosy i zasypiałam przy stole ze zmęczenia.

Moje święta dziś wyglądają inaczej. Nie wygłupiam się z generalnymi porządkami. Nie jest dla mnie plamą na honorze smuga na szybie, nie planuję w amoku dwunastu potraw, koniecznie według receptur babcinych, żeby sobie, broń Boże, niczego nie ułatwić. Sprzątam normalnie. Nie wiem, czy lubię święta. Wiem, że ważni są ludzie, a nie lśniące pomieszczenia i żarcie. Skupiam się na córce. Od rozwodu "dzielimy się" nią na święta. W tym roku będzie u taty. Nie lubię świętować bez niej, więc robimy sobie kolację wigilijną wcześniej.

Duża rodzina przy wspólnym stole pięknie wygląda w opowieściach Dickensa. Kilkanaście osób to tyleż charakterków i potencjalnych konfliktów. Gadżety tradycyjne są cudne, ale to tylko rekwizyty. Przeżyć religijnych nie doznaję, a duch świąt potrafi mnie dopaść w sierpniu. Najważniejsze, że ci, których kocham, wiedzą o tym przez cały rok, a święta są tylko kolejnym pretekstem do okazania uczuć.

- A pamiętasz, jak przejechałyśmy całą Polskę na koncert Happysad? - spytałam, krojąc pracowicie bakalie.

- No pewnie, że pamiętam, ale to nie były ani moje urodziny, ani święta. Najlepsze prezenty dostawałam bez okazji - snuła wspomnienia Ala.

- A nie zazdrościłaś koleżankom, kiedy się chwaliły swoimi prezentami? Albo "normalnego" domu? - drążyłam żałośnie.

- Koleżanki mi zazdrościły ciebie - odpowiedziała ciepło. - W "normalnym" domu nie robi się świąt w listopadzie tylko dlatego, że się ma na to ochotę. A teraz dodaj rodzynki i żurawinę.

Na dwoje babka wróżyła. Albo lubię święta, albo nie. Pomyślę o tym, gdy miną.

Odwodnik, mama Ali (19)

notatkinamarginesie.blox.pl

 

Macierzyństwo bez lukru 3Macierzyństwo bez lukru 3

 

*Macierzyństwo bez lukru 3

"Macierzyństwo bez lukru - co powie tata?" to trzecia odsłona projektu charytatywnego na rzecz ciężko chorego Mikołajka Kamińskiego. W kolejnym tomie antologii nie tylko matki, ale i ojcowie opowiadają o swoich doświadczeniach rodzicielskich.

Teksty napisali popularni blogerzy: Małgorzata Dawid-Mróz, autorka książki "Bajki o życiu" i bloga manufaktura-radosci.pl, Aleksandra Michalak, autorka książki "Matka Sanepid" i bloga matkasanepid.pl, Pierwsza Żona (pierwsza-zona.blog.pl), Paweł Lipiec (zerozerosiedem.pl), Maciej Ślużyński, przedstawiciel wydawnictwa www.rw2010.pl i wielu innych. Oprawę graficzną zapewnili: Anna Betlejewska (matkatka.blogspot.com), Katarzyna Pac-Raszewska (kruszka.blox.pl) i Maciej Mazurek (zuchrysuje.pl).

Cały zysk ze sprzedaży antologii trafia na konto Mikołajka w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Wszyscy autorzy oraz wydawca zrezygnowali z honorariów na rzecz chorego chłopczyka.

Antologia jest dostępna w Oficynie Wydawniczej RW2010 - w sprzedaży są również dwa poprzednie tomy.