Lepiej, ale bez majtek

Przed pierwszym porodem pięć lat temu coś słyszałam o waszej akcji, ale jakoś nie było czasu, żeby iść do szkoły rodzenia (pieniędzy też nie, byliśmy na studiach). Może dlatego przeleżałam osiem godzin, nie dając sobie rady z potwornymi bólami krzyżowymi i tracąc energię na krzyk. Mąż był, ale niewiele potrafił mi pomóc, a położne powtarzały tylko, że tak głośno jeszcze nikt nie krzyczał. Tak urodził się Adaś.

Z Alicją byłam mądrzejsza. Poszłam do szkoły rodzenia. Poród odbył się w Wojewódzkim Szpitalu Położniczo-Ginekologicznym w Kielcach, ul. Prosta. Choć był wywoływany dwa tygodnie po terminie, a dziecko niemałe (4 kg), poszło szybciej i bez krzyków. Zawdzięczam to również położnej, która ze mną ćwiczyła w szkole i pomogła urodzić, oraz mojemu lekarzowi, który był przy narodzinach.

Spędziliśmy z mężem kilka wspaniałych godzin po porodzie, patrząc na naszą córeczkę (Adasia zabrano do inkubatora, do dziś nie wiem dlaczego).

Nie wszystko było idealne. Jedna łazienka na cały oddział (dwa oczka i dwa prysznice) i zakaz noszenia majtek po porodzie - kolejna forma upodlenia kobiet. Przed porannym obchodem położne kazały je zdejmować, a gdy lekarz zauważył, to prawie że karał. Dlaczego?