Pomyślę o tym - jutro

Odchodzą w przeszłość ciotki pytające: to kiedy dziecko?
Nikt już nie pyta, bo wszyscy się przyzwyczaili, że dziewczyny odwlekają decyzję o zajściu w ciążę tak długo, jak się da. Ale jak długo się da?

Rocznik statystyczny: w 1990 roku w miastach najwięcej (143 na 100 tys.) dziewczyn rodziło dziecko, mając 20-24 lata. Osiem lat później tych młodych matek było o połowę mniej. Dlaczego?

Teza pierwsza: strach przed utratą pracy



Wśród bezrobotnych więcej jest kobiet, młodym matkom trudniej znaleźć pracę (a młodym mężom często łatwiej, bo szefowie uważają, że mężczyzna rodzinny jest bardziej odpowiedzialny). Pracodawca - mogąc zatrudnić jako przedstawiciela handlowego młodego mężczyznę lub młodą kobietę, jeśli oboje będą mieli dzieci - najpewniej wybierze mężczyznę.

- Kiedy z małym Krzysiem chodziłam na spacery, spotykałam w parku inne mamy. I czułam się nieswojo, słuchając ich historii. Że z jedną nie przedłużyli umowy, kiedy była na urlopie wychowawczym, że innej zlikwidowano stanowisko - wspomina Katarzyna Zaręba, asystentka w dużej firmie branży spożywczej, mama dwuletniego Krzysia.

Kodeks pracy w sprawie urlopów macierzyńskich jest precyzyjny. Przez sześć miesięcy płatnego urlopu (płaci ZUS) na młodą matkę musi czekać jej dawne stanowisko. To samo lub równorzędne. Można natomiast zwolnić pracownicę na urlopie wychowawczym.

Ale nie wszystkie firmy przestrzegają przepisów. Często na młode matki wywierane są naciski, by skróciły urlop macierzyński, choć zabrania tego kodeks pracy. (- Znam księgową, której kurierem przysyłano do domu pracę do zrobienia. Jej dziecko miało wtedy dwa miesiące - mówi Joanna Czarnocka-Tworzyńska z firmy konsultingowej Ray & Berndtson). - Za kilka tygodni wracam do pracy. Właśnie się dowiedziałam, że przyjęli kogoś na moje stanowisko. Oczywiście znajdzie się miejsce dla mnie, ale już nie będę kierownikiem - w dyskusji ?dziecko czy kariera? w portalu www.gazeta.pl pisze rozgoryczona Ela.

Jednak Ela nie zaprotestuje, pewnie z lęku przed utratą pracy.

Joanna Czarnocka-Tworzyńska mówi, że łatwiej jest mamom pracującym w wielkich firmach. - Jeśli firma dba o swój wizerunek, a dziewczyna przed zajściem w ciążę pracowała przez siedem-osiem lat i ma dobrą opinię, to prawie na pewno będzie miała gdzie wrócić, nawet jeżeli przedłuży urlop macierzyński o pół roku wychowawczego - mówi konsultantka.

Z reguły najgorzej jest w małych firmach o niepewnej sytuacji finansowej. Szefowie często korzystają z pierwszej okazji do zwolnienia matki. - Jeżeli firma obcina koszty i robi redukcję stanowisk, to w pierwszej kolejności zlikwiduje stanowisko, które czeka na kobietę na urlopie wychowawczym - mówi Joanna Czarnocka-Tworzyńska.

O pracę trudno nawet w dużych miastach. Nic dziwnego, że nie znając jutra, znając wysokość opłat za wynajmowane mieszkanie, rachunku za komórkę i jedzenie, dziewczyny odkładają ciążę na później.

Ale ten lęk przed bezrobociem to tylko strzęp prawdy. Bo późno swoje pierwsze dziecko rodzą także te, które mają świetną pracę i konto. Te, które nie muszą płacić czynszu za wynajęte mieszkanie, bo mają własny apartament. Te, które zrobiły już karierę i mają apetyt na jeszcze większą.



Teza druga: lęk przed zablokowaniem kariery



Jeszcze dwadzieścia lat temu był spokój, bo mało kto miał szanse na wielką karierę, wielką przygodę albo wielkie pieniądze. A potem otworzyły się drzwi.

Izabela Sawicka, psychoterapeutka warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie, patrzy na to przez pryzmat historii: - Przez pokolenia kobiety miały przed sobą jedną drogę: wyjść za mąż, rodzić dzieci i opiekować się domem. Teraz na młode kobiety jest wywierana dużo mniejsza presja, by zostawały matkami, mają większy wybór - mówi.

W minisondażu ?Kiedy chcesz mieć pierwsze dziecko?? na stronach portalu www.gazeta.pl wzięło udział ponad 800 osób. Trzy czwarte wybrało odpowiedź: ?Kiedy ustabilizuje się moja kariera?.

Kariera to więcej niż godziwa płaca pozwalająca kupić chleb, bilety do kina i śpioszki. To tęsknota za innym rodzajem satysfakcji, za realizowaniem własnej drogi i talentów.

- Jestem analitykiem finansowym. Pracuję po 60 godzin na dobę i jeżeli chcę dalej iść w tym kierunku, będzie jeszcze gorzej. Mam 28 lat i nie myślę o dziecku. Boję się tylko, co będzie, jeśli pewnego dnia zapragniemy je mieć i okaże się, że nie możemy - pisze Esther na forum dyskusyjnym.

Esther nie musi pracować po 60 godzin. Ona tego chce. Pewnie planuje przeskoczyć kilka stanowisk, zarobić i wtedy odpocząć.

- Pułapka polega na tym, że im większa kariera, tym trudniej z niej zrezygnować. Ja rozumiem te dziewczyny. Jeśli w wyścigu o stanowisko pokonało się kilkuset kandydatów, trudno nagle to odstawić - mówi Izabela Sawicka.

Anna Kaplińska w pierwszej klasie liceum zaczęła chodzić do Dyskusyjnego Klubu Filmowego w Pałacu Kultury. I zakochała się na amen w kinie. Skończyła polonistykę, znalazła pracę, a tęsknota w niej drzemała. Ania zebrała się na odwagę i zdała do łódzkiej szkoły filmowej. Jest na trzecim roku reżyserii, dzieli życie pomiędzy Łódź, w której są zajęcia, Warszawę, w której jest praca, i Katowice, gdzie jest narzeczony. Nie wyobraża sobie, żeby miała do tego dołożyć dziecko. - Znam ludzi, którzy przychodzą do montażowni z becikiem, ale nie wierzę, że to jest łatwe. Wychowałam się w przekonaniu, że macierzyństwo wymaga odstawienia na bok własnych potrzeb - mówi Ania, która ma dwójkę młodszego rodzeństwa. Mama, żeby zostać z nimi w domu, zrezygnowała z pracy.

- Jeśli chcesz nakręcić dobry film, musisz o nim bez przerwy myśleć, wszystko jest temu podporządkowane. Siedząc w barze, cały czas obserwujesz. Patrzysz. Może taką sukienkę, jaką ma ta laska, powinna nosić twoja bohaterka? Może barman jest tym naturszczykiem, którego szukasz? - mówi Anna Kaplińska.

A film to tylko kawałek jej życia. Jest jeszcze firma, w której Anka zaczęła właśnie odcinać kupony od ciężkiej pracy przez kilka lat. Firma daje pieniądze, bezpieczeństwo, ale i satysfakcję. - To nie jest moment, by zniknąć na pół roku, wrócić i biegać z obłędem w oczach, że tego czy tamtego nie mogę zrobić, bo muszę wracać do dziecka - mówi Anna Kaplińska. Pamięta, kiedy codziennie wchodziła po schodach, bojąc się, że usłyszy od szefowej: ?Mamy kogoś lepszego od ciebie?.

Stewardesy w LOT przechodzą co roku badania. Rentgen, EKG, laryngolog, dentysta, okulista, internista, ginekolog. Od tego ostatniego trzeba przynieść świstek: ?brak zmian w narządach rodnych?. Brak zmian oznacza, że nie jesteś w ciąży. Ciąża oznacza, że przestajesz latać, idziesz do pracy na ziemi - do pomocy w sekretariacie. Tracisz dodatki finansowe, tracisz przeloty i tracisz przygodę. Bo bycie stewardesą nie jest może specjalną karierą (małe możliwości awansu), ale wciąga. No i są tu różne marchewki.

Dla Beaty (imię zmienione) marchewką był lot do Pekinu. LOT latał do Chin rzadko, ale za to na cały tydzień. Gdy mąż Beaty pytał o dziecko, odpowiadała: ?Jak polecę do Pekinu?. Poleciała i zapomniała o tamtej obietnicy.



- Wszyscy mi mówili, że kiedyś przyjdzie taki moment, że poczuję potrzebę macierzyństwa, ale on nie przychodził - mówi Beata. Powtarzała sobie, że pomyśli o dziecku za rok, za dwa. Po Pekinie zaczęła marzyć o Bangkoku. - Dla mnie to było tak egzotyczne i cudowne miejsce, że ciężko mi było zrezygnować z tego marzenia i wpakować się w dziecko. Kiedy już byłam w ciąży, nawet się ucieszyłam na wiadomość o zawieszeniu lotów do Bangkoku, choć to przecież egoizm... - wyznaje.

Łatwiej podjąć decyzję o dziecku, gdy praca nie jest szczytem marzeń, jeśli chodzi o to, by mieć z czego żyć, a nie, by coś zrobić z wielką tęsknotą za spełnieniem.



Teza trzecia: świat jest bardzo atrakcyjny



Życie młodej kobiety to także joga, nurkowanie, wspinaczka, skoki na bungee, podróże w najdziwniejsze miejsca. I jeszcze fajne buty, clubbing (łażenie po knajpach), bardzo tanie kamery cyfrowe, które pozwalają ułożyć film z urodzin taty. To wymaga pieniędzy, czasu i przespanych nocy.

Lot do Nowego Jorku to doba czasu wolnego. Stewardesy zmywają makijaż, zrzucają buty na obcasie, szybki prysznic i na miasto. Beata z rozmarzeniem wspomina, jak o czwartej w nocy czasu polskiego w teatrze na Broadwayu oglądała ?Piękną i bestię?.

- W PRL-u lansowany był model świata, w którym ?być? było dużo ważniejsze niż ?mieć?. Nie wypadało pragnąć różnych rzeczy. A teraz już nie jest obciachem, żeby mieć - mówi Anna Kaplińska.

?Co jest grane?, piątkowy dodatek Gazety Wyborczej poświęcony rozrywce, ciągle donosi o powstaniu nowej restauracji, baru, dyskoteki, tawerny, klubu. Na pewno nie w małych miejscowościach i na wsiach, gdzie te bary raczej znikają z mapy, ale w dużych miastach, do których uciekają młode dziewczyny z małych miasteczek, tak jest. Jeśli się pamięta, jaką rzadkością w dzieciństwie była coca-cola, chciałoby się teraz wypić jej na zapas i jakby wstecz.

- Nie chcę z tego rezygnować. Z możliwości picia coli na każde życzenie, z wolności. Z tego, że mogę teraz tu siedzieć i pić koktajl bananowy z mleka w proszku, i że w każdej chwili mogę wstać od stolika, wsiąść w samochód i pojechać do Paryża na wystawę poświęconą Hitchcockowi. Albo kręcić dokument w Wałbrzychu - mówi Anna Kaplińska.

Katarzyna Zaręba ma opracowane najlepsze skróty, które pozwalają uniknąć korków, kiedy wraca o 18 z pracy. Musi się spieszyć, jeśli chce pobyć trochę z Krzysiem. Synek do 16 jest pod opieką niani, potem zajmuje się nim mama Kasi. - Wracam po szóstej i już jestem tylko dla Krzysia. Kiedy go położę, koło godz. 22, dopiero zaczynam sprzątać i zmywać - mówi Katarzyna. W tygodniu dzieli swój czas właściwie wyłącznie między synka i pracę. A i tak ciągle ma poczucie winy, że nie jest tu, gdzie być powinna. O clubbingu nie ma mowy.

Łatwiej jest być dobrą matką, niczego nie żałując. Na przykład wieczoru w barze. - To zawsze jest wybór, zawsze jakieś poczucie winy. Ale na pewno łatwiej jest tym kobietom, które podejmują świadomą decyzję o macierzyństwie - mówi Izabela Sawicka. I nie chodzi jej o świadome odstawienie pigułki antykoncepcyjnej, tylko o świadomość rewolucji, jaką urodzenie dziecka spowoduje, i próbę przygotowania z góry różnych rozwiązań - niania, krótki urlop wychowawczy, prawdziwie partnerskie dzielenie obowiązków domowych i opieki nad dzieckiem itp.

- Dla mnie odkryciem było obserwowanie moich sąsiadów i ich podejścia do córeczki. Miała kilka miesięcy, kiedy zapakowali ją w nosidło i pojechali pociągiem do Berlina, oglądać, jak Christo opakowuje Reichstag. To mi uświadomiło, że macierzyństwo nie musi być rezygnacją z siebie. Tyle że nadal nie wiem, czy ja bym tak umiała - mówi Anna Kaplińska.

Jej sąsiedzi zdecydowali się na dziecko, gdy byli już po trzydziestce. Po trzydziestce bywa łatwiej, bo zdążyło się wcześniej najeść życia. Jak Gosia, 33-letnia internautka, która skończyła studia magisterskie i podyplomowe, znalazła pracę, którą lubi, i właśnie zaczyna myśleć o tym, by zajść w ciążę. - Chyba nie byłabym zadowolona z życia jako dwudziestokilkuletnia matka. I nie sądzę, żeby dziecku było dobrze ze sfrustrowaną mamą. Teraz mamy poukładane różne sprawy, ?zrobienie? dziecka może być tylko radością - pisze Gosia na forum. Sądzi, że będą z mężem dobrymi rodzicami. - I nie jest to kwestia typu: ustawieni w życiu, dorobili się, teraz kolej na dziecko. Po prostu chcielibyśmy je mieć. Ze świadomością tego, co możemy mu dać i co ono może wnieść w nasze życie - zapewnia.

Gosia model ?kariera + dziecko? uważa za najgorszy dla rodziców i dla dziecka. Dlatego chce po urodzeniu dziecka zajmować się nim przez trzy lata.



Teza czwarta: strach przed utratą pieniędzy



Przyjemności kosztują. Doskonale o tym wiedzą stewardesy. Beata zaszła w ciążę sześć dni po tym, jak firmowy ginekolog dał jej świstek ?...bez zmian?. Marzyła, że nim zejdzie na ziemię, poleci jeszcze do tego Bangkoku. Miała 31 lat, kapitan przekonał ją, że nie ma sensu ryzykować. Nie poleciała. Skierowano ją do pracy na lotnisku, przekładanie papierków, nudy. Od razu zaczęła zarabiać tysiąc złotych mniej (odpadły atrakcyjne dodatki - diety, ekwiwalent za rajstopy, pranie munduru, za wylatane godziny, dodatek kaloryczny).

- Mieliśmy kredyt na mieszkanie, kredyt na samochód, który kupiłam, żeby z Białołęki dojeżdżać na Okęcie, a ja byłam w ciąży - kręci głową, wspominając.

Syn Katarzyny Zaręby urodził się rok po ślubie rodziców. - Mój mąż robił studia dzienne i prowadził własną firmę. Mieliśmy do spłacenia kredyt mieszkaniowy. Nie było mowy, żebym wzięła urlop wychowawczy - mówi Katarzyna Zaręba, która urodziła synka, pisząc pracę magisterską.

Joanna Czarnocka-Tworzyńska radzi przyjąć jedną z dwóch strategii wobec pracy, by jak najmniej stracić finansowo. Pierwsza: urodzić dziecko jak najwcześniej, tuż po studiach i dopiero po odchowaniu go wejść na rynek pracy. - Są dwie wady: kobieta wchodzi na rynek z kilkuletnim opóźnieniem w stosunku do swoich rówieśników, a po drugie - przez ten czas, kiedy jest w domu, ktoś musi ją utrzymywać - mówi konsultantka. Ale za to karierę zacznie z już odchowanym dzieckiem, bardziej dyspozycyjna, nie będzie nieustannie przeżywać dylematów.

Druga strategia: dojść jak najdalej, inwestując w swoją pozycję w firmie, i dopiero wtedy zajść w ciążę. - Młode kobiety zwykle wybierają tę opcję - mówi Joanna Czarnocka-Tworzyńska.

Wybierają i boją się. Teraz nie mogą mieć dziecka, bo kariera dopiero rozwija skrzydła, ale boją się, że jak już je na dobre rozwinie, będą na dziecko za stare. Bo choć pojawiają się kolejne wiadomości o pięćdziesięcio-sześćdziesięciolatce, która dzięki sztucznemu zapłodnieniu została mamą, to przecież nie o takim rodzicielstwie marzą.

Anna Wiczyńska-Zając, ginekolog z warszawskiej Akademii Medycznej, przyznaje, że szczyt płodności kobiety to 20-25 lat. Po trzydziestce coraz częściej zdarzają się cykle bezowulacyjne, częściej kobieta ma za sobą różne infekcje, które mogą spowodować zrosty i np. niedrożność jajowodów, która utrudnia zajście w ciążę. W tym wieku u kobiet częściej rozpoznaje się również endometriozę czy mięśniaki macicy.

Po 35. roku życia gwałtownie wzrasta ryzyko urodzenia dziecka z wadą genetyczną np. z zespołem Downa - u osiemnastolatki to ryzyko genetycy szacują na 1 na 1800 porodów, u kobiety 35-letniej na 1:300.

- Ale to cały czas bardzo małe ryzyko, nie należy się bać - uspokaja dr Wiczyńska-Zając. Podkreśla też, że po trzydziestce kobiety zwykle już świadomie zachodzą w ciążę, od początku są pod opieką lekarską, dzięki czemu ciąża i dziecko są bezpieczniejsze.

- Na świecie kobiety od lat rodzą później. Możliwości medycyny są tak duże, że w razie problemów w miarę szybko można zaproponować diagnostykę i leczenie niepłodności - mówi lekarka.



Teza piąta: strach przed dorosłością



Łażenie po barach, apetyt na colę, nurkowanie i skoki na bungee odsuwa na potem nie tylko rodzenie dzieci. Także zawieranie małżeństwa, mówienie ?do widzenia? zamiast ?no to nara? i noszenie garsonki po godzinach pracy. Bo w ogóle fajniej jest nie być dorosłym.

Psycholodzy zauważają, że gdzieś koło trzydziestych urodzin ludzie zaczynają sobie uświadamiać, że możliwości się kurczą. Trudniej zmienić pracę, zegar biologiczny mocniej uderza... - Wtedy często się okazuje, że związek, który był dość dobry, kiedy byliśmy sami, nie jest wystarczająco dobry dla dziecka - mówi psychoterapeutka Beata Maciejewska, powołując się na swoje doświadczenia w pracy w warszawskim Laboratorium Psychoedukacji.

Dlaczego dobry związek jest za słaby, by udźwignąć dziecko? Na przykład dlatego, że za mało w nim bliskości i odpowiedzialności. Bo rodzina wymaga umiejętności rezygnowania z różnych rzeczy, także ze swojej centralnej roli. - A dla wielu osób, dla kobiet i dla mężczyzn, to jest bardzo trudne - podkreśla Beata Maciejewska. Trudne jest zwłaszcza dla tych, których rodzice bardzo w nich inwestowali, mniej oczekując w zamian. I dla tych, którzy uważają małżeństwa swoich rodziców za nieudane. - Patrzą na nie i decydują, że nie chcą żyć tak jak oni. Wolą w ogóle się nie wiązać - podsumowuje psychoterapeutka.

A Anna Kaplińska mówi: - Na dobrą sprawę inspirację do filmu można znaleźć między podcieraniem pupki a przecieraniem marchewki. To mydlenie oczu, żadne dziecko nie uniemożliwia nakręcenia filmu ani zrobienia czegokolwiek innego. Myślę, że w głębi duszy jesteśmy po prostu egoistami.

Gdy córeczka moich sąsiadów miała kilka miesięcy, zapakowali ją w nosidło i pojechali pociągiem do Berlina, oglądać, jak Christo opakowuje Reichstag. To mi uświadomiło, że macierzyństwo nie musi być rezygnacją z siebie. Tyle że nadal nie wiem, czy ja bym tak umiała

Czasem okazuje się, że dobry związek jest za słaby, by udźwignąć dziecko. Za mało w nim bliskości i odpowiedzialności. Bo rodzina wymaga umiejętności rezygnowania z różnych rzeczy, także z siebie

WYSOKIE OBCASY nr 40 dodatek do Gazety Wyborczej (GW) nr 234, wydanie waw (Warszawa) z dnia 2001/10/06, str. 30







Weź udział w dyskusji:
Pomyślę o tym - jutro
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl