Miała być czwartym Kossakiem. Wybrała karierę naukową i życie w odosobnieniu - biografia Simony Kossak [FRAGMENTY]

Mieszkała z dzikiem, w domu chowała owce. Sarny uznały ją za matkę i zaakceptowały w stadzie. Umiała oswoić każde zwierzę. Jej wiernym kompanem był kruk-ganster. Córka Jerzego, wnuczka Wojciecha, prawnuczka Juliusza. Ostatnia z rodu Kossaków.

Zaczarowany świat w Dziedzince

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

Niemal połowę swojego życia spędziła w leśniczówce Dziedzinka, niedaleko Hajnówki, w Puszczy Białowieskiej. Jej wiernym towarzyszem był słynny kruk, który kradł błyskotki i atakował rowerzystów. Simona uczestniczyła w życiu leśnych zwierząt. Dzięki temu lepiej rozumiała świat ludzki. Przyroda pomogła jej uporać się z traumami.

O kruku ludzie mówili, że to oswojony bandzior i złodziej. Terroryzował pół Białowieży. Kradł pudełka po papierosach, szczotki do włosów, nożyczki, sekatory, łapki na myszy i notesy. Atakował ludzi. Urywał głowy kurom. Rozpruwał siodełka rowerów. Kradł dokumenty, w lesie drwalom kiełbasę i robił dziury w siatkach z zakupami. Chwytał mężczyzn za nogawki, a kobiety ciągnął za spódnice i kaleczył nogi. Ludzie myśleli, że Korasek, bo tak go nazywano, to jakaś kara z nieba za grzechy.

"Kiedyś ukradł mi kluczyki od samochodu i uciekł do puszczy - opowiada kolega Simony. - A Lechu na to: "Nie przejmuj się, przyniesie z powrotem". Wziął pręt i postraszył kruka: "Ty sukinsynie, przyjacielowi zabrałeś kluczyki?!". I zapowiedział Koraskowi, że jak odda kluczyki, to dostanie jajko, a jak nie odda, to dostanie prętem. I kruk chyba to rozumiał, bo po chwili przyleciał do mnie wściekły z kluczykami w dziobie i demonstracyjnie rzucił je na stół!".

Incydenty z krukiem sprawiły, że po Białowieży poszła fama, iż na Dziedzince mieszka czarownica. "Byłam kiedyś u Simony na wakacjach z moją przyjaciółką Idą z Krakowa - wspomina Joanna Kossak. - Jechałyśmy na rowerach ulicą Waszkiewicza i nagle Ida zasłabła. Pobiegłam więc do najbliższej chałupy i poprosiłam o szklankę wody. Usiadłyśmy z Idą w cieniu, babina przyniosła nam w dzbanku kompocik, a ja zaczynam opowiadać, że my już kawałek drogi jedziemy, bo z Dziedzinki, od Simony. I jak ta babinka to usłyszała, przeżegnała się, prast tym dzbankiem, wstała i uciekła do chałupy. Ludzie naprawdę myśleli, że Simona ma kontakt z mocami nieczystymi".

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>


Córeczko, wolałabym, żebyś była chłopcem...

Simona Kossak urodziła się w 1943 roku w Krakowie jako młodsza córka Elżbiety Dzięciołowskiej-Śmiałkowskiej i malarza Jerzego Kossaka. Życie jej ojca upłynęło w cieniu dziadka Simony - Wojciecha. Obaj byli wielkimi artystami, przedstawicielami nurtu malarstwa o tematyce historycznej i batalistycznej. W przeciwieństwie do swojej starszej siostry Glorii Simona nie przejawiała talentu malarskiego. Nie żyła zgodnie z oczekiwaniami rodziny. Nie była też upragnionym synem. Poszła własną drogą, odizolowała się od rodziny i ludzi. Była ostatnim członkiem rodu Kossaków.

Od dzieciństwa było wiadomo, że Simona nie ma zdolności plastycznych. W pracowni ojca przeszły z Glorią test, który miał pokazać, czy któraś z nich potrafi "trzymać" pędzel, ma w rękach talent i może być chociaż damską namiastką czwartego Kossaka.

"Dostałyśmy takie zadanie bojowe popołudniami w pracowni, najzdolniejszy uczeń ojca zaczął nas zaprawiać do malarstwa (...) - wspominała Simona. - Pamiętam te swoje upojne piękne wrażenia, jak namalowałam las (...) dodałam kilka drzew, no i jak ta farba już miała pół centymetra, to ulitował się nade mną uczeń mojego taty i powiedział: Ty wiesz, dziecko, daj ty sobie spokój".

Gloria Kossak mogła po tym teście pomagać ojcu i robić podmalówki. Simonę ojciec wypraszał z pracowni. Została uznana w rodzinie za malarskie beztalencie. "Wszyscy malowali, mieli talent, a Simona co - No, jakiś wyrodek! Nie ukrywał tego nikt z rodziny" - wspomina Joanna Kossak.

  Lech Wilczek/Fot. Wydawnictwo Literackie

'Simona Kossak to był kawał cholery'

Skąd leśniczówka i zamiłowanie do zwierząt? Zamiast zostać malarką lub pójść w ślady swojej cioci Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Simona wybrała karierę naukową. Została biologiem, profesorem, ekologiem, obrończynią zwierząt. W swojej pracy naukowej zajmowała się m.in. ekologią behawioralną ssaków. Sama siebie określała czasem mianem "zoopsychologa". Ogromna miłość do świata przyrody przywiodła ją do Białowieży. To było jej miejsce na ziemi.

Wszyscy wiedzieliśmy, że powinna zajmować się zwierzętami. To, że po jakimś czasie wybrała biologię, to było coś najlepszego, na co wpadła. Myślę, że to pod wpływem pracy w Instytucie wybrała takie studia. W Balicach odkryła to, co w niej tkwiło. To była dziewczyna wychowana w ogrodzie wśród ptaków i kwiatów, a nie miejskie dziecko. O zwierzętach chciała wiedzieć wszystko. Była dociekliwa i do skutku szukała odpowiedzi na każde pytanie, przy czym nie były to naiwne pytania, ale takie, jakie stawia
sobie niejeden naukowiec.

W pewnym momencie biologia i studia stały się jej celem. Uczyła się po pracy do egzaminów, wszystkich nas zaangażowała w sprawę swoich studiów. Koledzy przynosili jej książki. Wciągnęła nas w to!"


Znajoma z czasów białowieskich - "W pewnym momencie Simona stała się czarno-biała i albo ktoś był w porządku, albo nie chciała go znać. To było przerażające". Niektórzy przyznają, że miała świra na punkcie twórczości i własnego ego. "Pisała książki i robiła filmy, ale nigdy nie chciała słuchać żadnych uwag na temat tego, co robi.

Nie potrafiła współpracować, nie znosiła krytyki, miała w sobie jakiś twórczy kompleks i dużo pychy. Kiedy ktoś opowiedział w jej obecności o jakimś swoim sukcesie, Simona protekcjonalnie poklepywała go po plecach i mówiła: dobrze, dobrze, rób tak dalej. Nie dało się z nią przyjaźnić, ona zawsze była lepsza i zawsze najlepiej wszystko wiedziała".

Jej znajomi podkreślają, że izolowała się od reszty świata, od rodziny, od przyjaciół, zerwała kontakt z Joanną. Otaczała się tylko ludźmi, którzy byli wobec niej pokorni, bez charakteru, którzy jej przytakiwali. Jeśli ktoś był grzeczny, to miał otwarte drzwi do Simony, jak miał własne zdanie, to go odsuwała. "Człowiek w jej towarzystwie czuł się spięty. Obawiał się, że Simona go upokorzy, złapie w jakąś pułapkę. Ale co to oznaczało? Oczywiście osobę zakompleksioną i niepewną siebie. Nie potrafiła się otworzyć, siedziała w niej latami przeszłość rodzinna".

Matka saren i łosi

"Nie lubiła tego miasta (...) Poznała jego mieszczańskie oblicze, z całą paletą sztucznych konwenansów i obłudy". - tłumaczy Anna Kamińska, autorka biografii Simony Kossak - W Krakowie została skrzywdzona przez rodzinę, mężczyznę - zawiodła się na ludziach. Jedyne, o czym marzyła, to uciec i zapomnieć". Dzięki obserwacjom, a raczej uczestniczeniu w życiu zwierząt, mogła lepiej zrozumieć świat ludzki. Przyroda pomagała uporać się z traumami, była też inspiracją.

Sarny dbały o Simonę jak o członka rodziny. "Stadko moich saren, które wychowałam na butelce i potem przez wiele lat chodziłam z nimi po lesie - wspominała - któregoś dnia wykazywało objawy przepłoszenia, strachu i nie chciało wyjść na uprawę leśną, żeby się paść. I ja zaczęłam iść w kierunku młodnika, bo tam się te zwierzęta patrzyły z uszami postawionymi i zjeżonymi kuperkami, widać, że coś tam bardzo groźnego w tym młodniku jest.

Przeszłam mniej więcej połowę drogi tej otwartej przestrzeni i zastopowało mnie, bo usłyszałam za sobą chóralne szczekanie pełne grozy, więc się odwróciłam i co zobaczyłam? (...) Pięć moich sarenek stało na sztywno wyprostowanych nóżkach, patrzyło na mnie i wołało do mnie tym szczekaniem: nie idź
tam, nie idź tam, tam jest śmierć! Przyznam się szczerze, że osłupiałam, po czym jednak poszłam.

I co się okazało. W tym młodniku były świeże ślady przejścia rysia. Weszłam głębiej w gąszcz i znalazłam kał rysia, i on rzeczywiście był ciepły, bo przyłożyłam rękę. Co to znaczyło? Znaczyło, że wdarł się do zagrody drapieżnik, sarny go zauważyły, uciekły i były spłoszone i co zobaczyły? Matkę idącą nieświadomie na pewną śmierć, trzeba ją ostrzec, i dla mnie, przyznam się szczerze, ten dzień był przełomowym dniem. Przekroczyłam granicę, która dzieli świat człowieka od świata zwierząt.

Ostatnia z Kossaków

Myślę, że Simona miotała się między swoją osobowością czarownicy a panienki z dobrego domu. Ale nie zapominajmy też, że była wojowniczką, która nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, z rodziny "batalistów". Jej ukochany kiedyś powiedział o niej: "To jest rusałka admirał". Zabawne i chyba trafne. - tak o Simonie w Wysokich Obcasach pisała Karolina Sulej.

Uprawiają seks w miejscu publicznym, w pozycjach, jakich nie ma nawet w kamasutrze. Muchówki kochają się w locie. Chrząszcze czerwone lubią seks grupowy. Pluskwiaki robią to w trójkącie, o, i jeszcze jeden samiec próbuje się podłączyć. Są też erotyczne gadżety. Chrząszcz, samiec w czarnym lateksowym kombinezonie, przypina pani chrząszcz - na ostatnim pierścieniu odwłoka - spermatofor. Czyste kino.

Realizowaniem amatorskich filmów przyrodniczych Simona zajęła się w połowie lat dziewięćdziesiątych, bo jak wyznała, "po latach pracy naukowej zaczęłam się nią nudzić". Lech Wilczek pisał: "Na polu prywatnej kinematografii mogła wreszcie w sposób bardziej oczywisty nawiązywać do rodzinnych tradycji artystycznych. Czuła się trochę niespełniona, nie pisząc wierszy, jak uwielbiana przez nią ciocia Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, i nie malując, jak pradziadek, dziadek i ojciec". "To, że ja tego pędzla nie mogłam trzymać - przyznawała sama Simona - to był ból od dzieciństwa, bo to jest o wiele ciekawsze kreować rzeczywistość za pomocą sztuk pięknych. (...)

Jak kamera stała się pospolita i jak w ramach pracy służbowej dostałam służbową kamerkę i potańczyłam po drzewach, to połknęłam bakcyla nie zabawy, nie pracy zawodowej, tylko kreowania sztuki". O swoich filmach mówiła: "Filmy zaspokajają moją tęsknotę za opisywaniem cudów przyrody za pomocą obrazów". I powtarzała, że jest to dla niej nowy, a znany jej przodkom, malującym konie i polskie pejzaże, sposób kochania przyrody.

A. Kamińska, Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak

Fragmenty cytowane w tekście pochodzą z książki Anny Kamińskiej "Simona", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego..

Simona KossakFot. Materiały promocyjne


Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

Więcej o: