Jesienny poradnik: jak przetrwać tydzień na L4 i nie zwariować?

Kto wśród deadlajnów i asapów ma czas na kilkugodzinną kolejkę do lekarza? Kiedy jednak osiągniesz cel i masz czarno na białym - niezdolny do pracy - stajesz przed jeszcze trudniejszym zadaniem. Jak przetrwać na chorobowym i nie zwariować?
rosół rosół fot. Shutterstock

Rosołowe starcie

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

Wszyscy znachorzy, specjaliści od medycyny naturalnej, syropów cebulowych, chińskich baniek (niepotrzebne skreślić) twierdzą, że nic tak uzdrawiająco nie działa na chorego człowieka jak dobry, tłusty, babciny rosół. Mówią, że rosół ze względu na wydzielane podczas gotowania związki ma silne właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe i antybakteryjne. Postanowiłam więc ostatkiem sił zabawić się w kuchareczkę.

Pełna szczerych chęci, w drodze do lodówki uświadomiłam sobie kolejny raz, że domowe sposoby nie mają w moim wykonaniu racji bytu. Nikt, nawet w najstarszych księgach kulinarnych nie wspomina o tym jak przyrządzić błyskawiczny rosół dla wegetarianki.

Mięsa nie tykam od ponad 10 lat. Zwykły katar czy grypa moich przyzwyczajeń kulinarnych nie zmienią. Owszem, można upichcić warzywny bulion, ale po pierwsze nie jest to takie hop siup jak w przypadku tradycyjnego rosołu, a po drugiego nikt w dziejach ludzkości nie zająknął się choćby słowem o jego zbawiennych właściwościach. Zrezygnowana, ugotowałam krem ze szpinaku. Na przeziębienie nie pomogło.

plakat serialu plakat serialu "Kochanki" fot. plakat serialu "Kochanki"

Serialowe pokrzepienie serc

Kiedy nie miałam siły, aby wstać z łóżka, gorączka uniemożliwiała mi czytanie książek, a patrzenie w sufit już mnie znudziło, nie pozostało mi nic innego jak zatracić się w rozrywce kojarzącej się wszystkim przede wszystkim z znudzonymi gospodyniami domowymi.

Tak, to seriale przyszły mi z odsieczą. I to wcale nie te ambitne, których po prostu nie wypada nie obejrzeć. Przepadłam z serialem typowo babskim. Myślicie, że po "Gotowych na wszystko" i "Seksie w wielkim mieście" nie wymyślono już dobrych babskich seriali? Jesteście w błędzie. Niszę wypełniają "Kochanki".

Tytuł nie kojarzył mi się przesadnie dobrze. Spodziewałam się iście brazylijskiej telenoweli. Jakże wielkie było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że owszem, jest to typowo babski serial, jednak bohaterki nie są miałkie i mają realne problemy! No może poza zmartwychwstającym mężem i psychicznie chorą żoną zmarłego kochanka, która chce nas zabić i zniszczyć naszą reputację. Ale czy nie takich, dramatycznych zwrotów akcji oczekujemy, kiedy z nosa nam kapie a my musimy wmusić w siebie kolejną łyżkę syropu z cebuli?

syrop z cebuli syrop z cebuli Fot. Gazeta.tv

Kiedy syrop z cebuli nie pomaga, budzą się upiory

Kiedy już poniosłam klęskę z leczniczym rosołem, przyszedł czas na inne specyfiki z piekła rodem.

Skuszona obietnicami szybkiego ozdrowienia, a przede wszystkim zlikwidowania męczącego, duszącego kaszlu, który potrafił mnie obudzić o pierwszej, drugiej i trzeciej w nocy, przyrządziłam syrop z cebuli.

Dwie duże cebule pokroiłam bardzo drobno. Wsypałam je do słoika, w którym wcześniej wymieszałam sok z cytryny i 10 łyżek miodu. Odstawiłam na 24 godziny. Odsączyłam i... przystąpiłam do picia. Trzy razy dziennie.

Płakałam, zapierałam się rękami i nogami, rzucałam klątwy i groźby, kiedy zbliżał się czas kolejnej dawki. Powiedzieć, że preparat ten ma intensywny zapach, to nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że smak jest specyficzny, to skłamać. Upewniłam się w przekonaniu, że domowe specyfiki są tylko dla pasjonatów o silnych nerwach i wypalonych kubkach smakowych. Na dodatek rychłego ozdrowienia się nie doczekałam. Ataki kaszlu miewam nadal.

imbir imbir fot. Shutterstock

Imbir doda ci skrzydeł

Podczas tego upiornego tygodnia w domu wszyscy chcieli mi pomóc. Kiedy znajomy dowiedział się, że straciłam głos, zawyrokował: potrzeba ci imbirowego naparu.

Po licznych eksperymentach - miałam za sobą już przygodę z syropem cebulowym, którego intensywna woń śni mi się po nocach do dzisiaj - byłam sceptyczna. Imbir kojarzył mi się ostrą, indyjską kuchnią i nie przekonywały mnie zapewnienia, że nawilży gardło i złagodzi ból. A jednak.

Kawałki obranego i pokrojonego drobno imbiru zalewałam wrzątkiem. Po 10 minutach dodawałam sok z cytryny i miód. Taki preparat piłam przez cały dzień. Już po pierwszym kubku czułam różnicę.

Inhalacje przebiegają bardzo różnie... Inhalacje przebiegają bardzo różnie... fot. flikr.com, Derrick Tyson

Zasmarkany interes

Znacie to? Katar leczony trwa tydzień, a nieleczony 7 dni? Tak, wszyscy raczą nas tym przysłowiem odkąd skończymy 3. rok życia. Ma to pomóc zaakceptować nieuniknione. Ja się nie poddałam. Zadzwoniłam do babci.

Zakatarzona, nieszczęśliwa liczyłam na cudowną radę. Nie doczekałam się. Babcia, wprawdzie sprzedała mi kilka sposobów z domowej apteczki, jednak na koniec dodała, że grunt to uzbroić się w cierpliwość, za tydzień samo minie.

Pokrzepiona przystąpiłam do inhalacji. Siadłam nad miską gorącej wody, do której wcześniej wsypałam garść kwiatów rumianku. Na głowę zarzuciłam ręcznik i przez kilka minut wdychałam nosem parującą miksturę. Ponoć rozszerzyło mi to naczynia krwionośne, a to sprawiło, że łatwiej dmuchało się nos. Efekt? Babcia miała rację, katar minął po 7 dniach.

Zamiast tabletek Zamiast tabletek fot. flikr.com, Gabi Butcher

Pochorobowe wnioski

Po tygodniu spędzonym w ciepłym łóżeczku wniosek nasuwa się jeden: nie chorować!

Mimo że każdy z nas marzy o krótkim zwolnieniu lekarskim i odpoczynku od codziennych obowiązków, rzeczywistość nie jest już taka kolorowa. Zamiast znalezienia czasu na porządki w szafie i gotowanie ulubionych potraw, nie mamy siły nawet włożyć szlafroka a testujemy jedynie kolejne znachorskie mikstury.

Więcej o: