Wraca kultowa Nokia 3310! 'Puszczanie sygnałów', gra w Snake'a - wspominamy swoje pierwsze komórki

Po 17 latach wraca do sprzedaży kultowy model telefonu komórkowego Nokia 3310. To skłoniło nas do rzewnych wspomnień o tym, jak to kiedyś było, gdy komórka służyła wyłącznie do dzwonienia lub... wysyłania sygnałów.
Po 17 latach wraca do sprzedaży kultowa Nokia 3310. Po 17 latach wraca do sprzedaży kultowa Nokia 3310. CC BY-NC-SA 2.0 Flickr.com/portal gda

Wraca kultowa Nokia 3310! 'Puszczanie sygnałów', gra w Snake'a - wspominamy swoje pierwsze komórki

Po 17 latach wraca do sprzedaży kultowy model telefonu komórkowego Nokia 3310. To skłoniło nas do rzewnych wspomnień o tym, jak to kiedyś było, gdy komórka służyła wyłącznie do dzwonienia lub... wysyłania sygnałów.

Gdyby wtedy ktoś nam powiedział, że już niebawem powszechnie dostępne staną się telefony z opcją robienia zdjęć, przesyłania danych, stoperem, pulsometrem, GPS-em, spojrzelibyśmy na naszą poczciwą Nokię z lekką niechęcią. Jednak model 3310 miał coś, czego nie mają najlepsze smartfony: ultrawytrzymałość. To telefon, który był (prawie) niezniszczalny. Spadał z blatu w kuchni, z łóżka, ze schodów. Tak, to zdecydowanie był model kultowy. Nie dziwi więc, że Nokia 3310 wraca. Dziwi, że dopiero teraz!

Czy nowa-stara Nokia 3310 będzie kropka w kropkę powieleniem tego, co znaliśmy kilkanaście lat temu? Nie, chociaż szczegóły na razie nie są znane. Firma HMD Oy Global zapowiada, że wróci w odświeżonym wydaniu, jednak zapewne będzie nawiązywać do dawnych rozwiązań. Znana jest jednak jej cena: 59 euro - czyli mniej niż większość smartfonów.

Nokia 3310 jeszcze nie jest dostępna w salonach sprzedaży (producent obiecuje jednak, że nastąpi to jeszcze w 2017 roku). Póki co, powspominajmy zatem swoje dawne komórki i "cegły".

SiemensBy Suidpunt (Suidpunt) [Public domain], via Wikimedia Commons

Sygnały i pięciosekundówki

Julka: Pierwszy telefon? Siemens C25. Pamiętny, bo kupiony za własne pieniądze. Był rok 1999, miałam 16 lat i dzięki weekendowej pracy jako hostessa mogłam sobie pozwolić okazjonalnie na tego typu wydatki. Telefon był niewielki, zgrabny, miał niewielką antenkę. Jedyny minus to ścierające się napisy na przyciskach, ale kto by się tym przejmował...

Pamiętam modę "puszczania impulsów", czy, jak kto woli, "wysyłania sygnałów". Mało kogo było wtedy stać na wydzwanianie, więc krótki sygnał miał oznaczać zwykle: "już jestem" lub "wszystko w porządku", "zdążyłem". Pamiętam różne promocje sieci komórkowych, które z perspektywy czasu wydają się śmieszne. Np. "5 sekund za darmo". Dochodziło do wielu zabawnych sytuacji, bo znajomi dzwonili do siebie, mówili bardzo szybko, rozłączali się po chwili i... znowu dzwonili do siebie, aby przekazać dalszą część komunikatu. Komunikatu, bo rozmową nazwać tego nie można.

Czego mi brakuje w dzisiejszych modelach? Wytrzymałości. Większość telefonów nie jest w stanie przetrwać niewielkiego upadku. Chwila nieuwagi i tracisz swój wycackany, szklany model.

Motorola Motorola CC BY-NC 2.0 Flickr.com/Adrian Black

"Duża" pamięć

Sylwia: Pierwszy telefon (Motorolę) dostałam od rodziców na trzynaste urodziny. Był mały, srebrny i... miał kolorowy wyświetlacz. Wszyscy mieli telefony z czarno-szarym wyświetlaczem, więc kolorowy to było coś!

Ale to nie wszystko. Mój telefon oprócz tego, że dzwonił i wysyłał SMS-y, miał też budzik, kalkulator i listę kontaktów, która mogła pomieścić ponad 100 numerów telefonów! Tak, to było coś. Do tego ta gra w węża... Tak, tej gry w węża brakuje mi najbardziej. 

telefony komórkowe telefony komórkowe CC BY-NC 2.0 Flickr.com/John

Proste funkcje

Paulina: Swoją pierwszą komórkę dostałam pod choinkę w wieku 12 lat. Był to Sony Ericsson r310s, niezbyt ładny, z dziwną anteną. Wybrał go tata, kierując się zachwytami sprzedawcy w punkcie operatora. Rzekomo miał to być telefon super wytrzymały, odporny na wstrząsy itp.

Choć jego wygląd nie bardzo przypadł mi do gustu, byłam z niego zadowolona. Akurat wtedy poznałam swoją "pierwszą miłość", z którą mogłam SMS-ować lub rozmawiać Dzwoniłam jednak rzadziej, bo telefon był na kartę, którą kupowali mi raz w miesiącu rodzice, więc musiałam pilnować wydatków. Większej ilości funkcji nie potrzebowałam.

Z czasem okazało się, że telefon nie jest aż taki wytrzymały, jak rzekomo miał być...

Wspominając go, dochodzę do wniosku, że miał jedną zaletę, której brakuje współczesnym telefonom - tylko niezbędne funkcje. Dziś w telefonach jest wszystko - media społecznościowe, świetne gry - przez co bardzo łatwo "pożerają" czas, który moglibyśmy przeznaczyć na coś innego.

Alcatel Alcatel CC BY-NC-SA 2.0 Flickr.com/Marcos Sader

Internet? A po co?

Magda: Czasem jeszcze zdarza mi się nazwać smartfona "komórką" i wtedy dociera do mnie, ile zmieniło się od czasu, kiedy miałam pierwszy telefon. Czyli szarego Alcatela, którego rodzice kupili mi pod koniec podstawówki. Miał mocno pomarańczowy wyświetlacz, trochę demoniczny. Trzymałam go w przezroczystym pokrowcu, żeby mi się nie porysował.

Telefon raczej nie służył do dzwonienia, bo wszyscy oszczędzaliśmy swoje karty z doładowaniem - znajomym wysyłało się "sygnały" ("strzały"), kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy dziennie. SMS-y - dużo rzadziej. Jakiś czas potem Alcatela porzuciłam bez żalu, bo dostałam wymarzony telefon z klapką - srebrną Motorolę. Co to było, ferrari w świecie komórek! (choć klapka szybko się obluzowała, nie miał aparatu ani w sumie... nic).

Pamiętam też, że kiedy zaczął się pojawiać internet w komórkach, nie mogłam pojąć, do czego niby to miałoby się przydać. Tamte telefony rzeczywiście były trwałe (nie licząc klapek, no i nie tak trwałe, jak mój Samsung Wave, który przeżył wszystko, łącznie z wywrotką na kajakach), ale bardziej tęsknię za tym, że nie mieliśmy ich przyrośniętych do rąk...

Motorola Motorola CC BY-NC 2.0 Flickr.com/Thomas Favre-Bulle

Telefon z hollywoodzkich filmów

Pierwszy telefon dostałam od rodziców, kiedy zaczęłam studia poza Warszawą. Moja pierwsza komórka była na kartę i kosztowała MAJĄTEK. Wtedy - 100 lat temu - było to 1200 zł (tatuś płacił). Za to była piękna - rozkładana, kolorowa. Motorola Startac. Bardzo mi się podobała. Kompletnie na nią zachorowałam, innej nie chciałam. Cudowne było to, że się rozkładała, miała antenkę. Podobał mi się nawet dźwięk zamykania.

Miała ogromną kartę pamięci, która się ciągle obluzowywała, więc przez większość czasu byłam abonentem niedostępnym. Ten sam model - tylko w wersji czarnej - bardzo często pojawiał się w hollywoodzkich produkcjach. Miał go na przykład Michael Douglas w filmie "Morderstwo doskonałe".

Motorola Colourmat. prasowe

W czasie, kiedy debiutowałam z moją komórką, przeżywałam także kolejną wielką miłość, więc SMS-owałam jak szalona. Ten model idealnie także dawał się nosić w staniku - na imprezy w Poznaniu nie musiałam więc zabierać ze sobą torebki, bo pieniądze upychałam po kieszeniach, a telefon nosiłam przy piersi.

Szczerze mówiąc jednak, nie tęsknię za starymi telefonami. Współczesne smartfony są cudowne. Tamte - patrząc z perspektywy czasu - były toporne, nieintuicyjne, infantylne. Nie to co teraz.

Więcej o: