Nie jestem o nią zazdrosna, jest pasztetem. Jestem zazdrosna o relację, którą ma z moim mężem [Z FORUM]

- Mąż nie ma romansu, ale zwierza się naszej koleżance. Co robić? Dostaję szału - pisze na forum eDziecka użytkowniczka, która po pięciu latach małżeństwa zaczęła być zazdrosna o koleżankę partnera. Jej post wzbudził dużo emocji i podzielił forumowiczów. Jedni twierdzą, że mąż z pewnością romansuje ze znajomą, inni, że źródła problemów w związku należy szukać gdzie indziej.
Miłosny trójkąt Miłosny trójkąt fot. Cyano66 / iStockphoto.com

"Jestem zazdrosna o znajomą męża"

Forumowiczka Cichociemnoo założyła na forum eDziecka wątek dotyczący kryzysu w jej małżeństwie i poprosiła o rady, jak sobie z nim poradzić. Przytaczamy go w całości:

Wstyd mi, że takie uczucia we mnie siedzą, ale może, jak to z siebie wyrzucę, to będzie lepiej. Bo nikomu przyznać się nie mogę.
Jesteśmy z mężem razem osiem lat, pięć po ślubie. Dzieci brak, planujemy w przyszłości. Albo raczej planowaliśmy, bo od dawna nie poruszamy takich kwestii. Ostatni rok był bardzo trudny, zamieszanie z nowym mieszkaniem, on zmienił pracę, dużo stresu. Strasznie dużo kłóciliśmy się, awantury, wypominanie wszystkiego itd. Ogólnie oboje mamy wybuchowe charaktery i "włoski" temperament.
W gronie naszych najbliższych znajomych jest kobieta. I łapię się na tym, jak bardzo jestem o nią zazdrosna, a raczej o jej relacje z moim mężem. On ją po prostu bardzo lubi.
Ja też ją lubię, jest fajna, miła, zabawna itd., ale coś mnie strzela, gdy widzę ich wspaniałą, harmonijną relację. Oni mają dużo wspólnych tematów - ten sam zawód plus widocznie nadają na tej samej fali. Najbardziej bolało mnie, gdy on był dla niej milutki i pomocny w czasie naszego najgorszego kryzysu. A już szału dostałam, gdy odkryłam, że on jej się zwierza.
Z drugiej strony wiem na pewno, że nie mają romansu itd. Chodzi o to, ze ona nie jest w ogóle w jego typie. Ona ma spora nadwagę i niezbyt szlachetne rysy twarzy. Jest zadbana itd., ale to nie ten typ. Mój mąż z kolei jest estetą, podobają mu się tylko piękne kobiety, do szczupłej sylwetki przywiązuje ogromną wagę. Na początku znajomości z nią uznał ją za pasztet, ale charakterologicznie mu odpowiada.
Ona jest sama, ostatnio miała jakiś przelotny związek, ale ogólnie ma problem z facetami.
To nie jest tak, że oni flirtują, że on prawi jej komplementy, czy też ona go uwodzi. Po prostu mają taką bliską, fajną relację, której mi z nim brakowało ostatnio.
Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Nie chcę żadnego ucinania kontaktu itd., nie ma powodu. Po prostu jakoś sama chcę to przepracować.
Powody rozstań Powody rozstań fot. flikr.com, Hernán Piera (CC BY-SA 2.0)

On ma romans

Post użytkowniczki Cichociemnoo wywołał olbrzymie poruszenie wśród komentujących. Większość z nich wytknęła autorce wypowiedzi olbrzymią naiwność, i stwierdziła, że mąż z pewnością ma romans. Alma napisała dosadnie: - I jesteś pewna, że nie ma romansu, bo pani ma nadwagę i nieszlachetne rysy twarzy? O, słodka naiwności.

Użytkowniczka posługująca się nickiem Capa negra przyznała, że była w analogicznej sytuacji, kiedyś sama wdała się w romans z żonatym mężczyzną: - Z trudem się do tego przyznaję, ale lata świetlne temu miałam romans z mężczyzną, którego żona była moim totalnym przeciwieństwem. Do tego on był sporo młodszy ode mnie. I sceptycznie dodała: - Nie twierdzę, że twój mąż ma romans, ale życie pisze różne scenariusze.

Wielu forumowiczów zwróciło uwagę także na to, że autorka wątku nie powinna patrzeć tylko na wygląd potencjalnej konkurentki: - Nie ufałabym gustom męża, bo wchodząc w relację, przestaje się patrzeć na wygląd, a zaczyna zwracać uwagę na inne rzeczy. Taka przyjemna bliskość może być wstępem do romansu, o ile jeszcze go nie ma. I nie usuniesz mu z głowy koleżanki, podkreślając jej wygląd, skoro mu dobrze z nią rozmawiać, przebywać. Jak chcesz nad tym pracować w oderwaniu od ich spotkań? Musiałabyś mu dać to, co ona, lub więcej, w waszym związku - podkreśla użytkowniczka iks.de.00.

Założycielka wątku postanowiła sprostować informację o ewentualnym romansie męża:

Jestem pewna, że żaden romans czy zauroczenie nie wchodzi w grę. Przynajmniej z jego strony. Znam go nie od wczoraj, wiem, jakie kobiety lubi, jakie były jego byłe, za jakimi się ogląda i jaka jestem ja. Jestem atrakcyjna i bardzo szczupła, mam bardzo dobry metabolizm, nigdy nie miałam problemu z waga, dla niego to był zawsze wielki plus. On też jest atrakcyjnym mężczyzną, podoba się kobietom, wiec gdyby chciał zdradzać, to mógłby bez problemu wybrać lepszą. W samej pracy ma młode, fajne laski, które robią do niego maślane oczy. On uwielbia sport, ruch, bieganie. Osoba otyła nie wchodzi w grę. W dodatku, tak jak pisałam. Tam nie ma flirtu. Jest dobra, bliska relacja, jak z siostrą.
Przeglądałam jego FB, kiedy mięliśmy najgorszy czas. Nie jestem z tego dumna, ale bardzo wszystko przeżywałam. Tam przejrzałam ich rozmowy. Były zwierzenia dotyczące naszej sytuacji i problemów w pracy, o których nawet mi nie mówił. Byłam zła, wściekła. Ale nie było tam niczego, co wskazywałoby na zażyłość innego typu, nie było komplementów, planów itd.
Ona to taka sympatyczna hipcia, która wszyscy lubią. On też. I po prostu to, jaki był dla niej miły itd., mnie boli.

Popracuj nad związkiem

Część komentujących była znacznie bardziej wyrozumiała. Nie brakowało słów wsparcia, przytaczania własnych przeżyć i cierpień. Wiele osób nawiązywało nie tylko do problematycznej osoby, którą jest dla autorki wpisu przyjaciółka męża, lecz także do niekończących się awantur, o których wspomniała Cichociemnoo.

89mumin przyznała, że sama jest typem złośnicy i wie, jak wyglądają związki osób o ognistych temperamentach: - Sama jestem awanturnikiem i bywałam w związkach z awanturnikami. Wtedy powodem do niepokoju był wyłącznie brak awantur w związku i kłótnie partnera z innymi kobietami/mężczyznami. Nie wiem jak ty, ale ja wybucham w sytuacjach, w których pojawiają się emocje, a ludzie, którzy mnie otaczają, są mi bliscy. Jeśli mam harmonijną relację bez awantur, to znaczy, że druga stron nie wzbudza we mnie żadnych emocji. Inna sprawa, że związek dwóch awanturników to jest naprawdę ciężki kawałek chleba, ja się z tego wypisałam, mój aktualny partner ma strategię przeczekania i chyba tylko dzięki temu jesteśmy w stanie funkcjonować w pobliżu siebie praktycznie 24h na dobę. 

Jola-kotka także wzięła stronę autorki wyznania - uważa, że to nie romans - jednak radzi bohaterce popracować nad swoim związkiem: - Nie stawiałabym na romans. Nie zajmowałabym się panią z nadwagą, a swoim małżeństwem. Jest źle, a ty skupiasz się na czymś, co może je rozwalić, zamiast na odbudowie relacji. Przestań się awanturować, bo to nigdy do niczego nie prowadzi. Kwestie sporne można tak samo załatwić przy świecach i winie. Wiem, bo tak rozwiązujemy problemy z mężem. Agresja budzi agresję. Też miałam takie zapędy na awanturki, ale mój mąż absolutnie nigdy nie dał się w to wciągać, podchodził, przytulał, uspokajał. To nie jest tak, że on zawsze się ze mną zgadza, ale tłumaczy swoje racje, trzymając mnie na kolanach czy głaszcząc po policzku. Z tej perspektywy wszystko jest prostsze. Dlatego wiem, że awantury to głupie wyładowanie, jedyne, co mogą przynieść, to gniew. Rozwalić relację i u ciebie tak się stało. Zacznij rozmawiać spokojnie, kup wino, powiedz, co cię boli. Zamiast skupiać się na grubej, ty się zmień, popracuj nad sobą, nad związkiem. Tracisz czas, aż w końcu będzie za późno. I już czy gruba, czy chuda będzie bez znaczenia, bo nie będzie co zbierać.

Co sprawia, że małżeństwo się nie udaje? Co sprawia, że małżeństwo się nie udaje? fot: pexels.com

Problem może leżeć gdzie indziej

Mamaemmy postawiła jeszcze inną hipotezę. Uważa, że mąż Cichociemnoo traktuje drugą kobietę jak siostrę: - To, że się z nią dobrze dogaduje, niekoniecznie znaczy, że ma na nią ochotę. To tak u facetów nie działa. Może być tak, że traktuje ją jak siostrę. Fajnie się wygadać, zwierzyć, ale niekoniecznie przelecieć.

Ilora podzieliła się jeszcze innymi spostrzeżeniami. Można powiedzieć, że była po drugiej stronie barykady, co Cichociemnoo: - Jakiś czas temu zostałam oskarżona przez zazdrosną koleżankę o... w zasadzie nie wiem, o co, próbę zdobycia jej faceta czy też jeszcze coś gorszego... Tego nie wiem, nigdy się nie dowiedziałam, dowiedziałam się tylko, że jestem szmata i k... Tak się jednak składa, że faceci mnie w ogóle nie obchodzą... Ponieważ moja orientacja seksualna jest zupełnie inna... - zdradza forumowiczka i dodaje: - Pomyśl i o tym, a szczególnie w obliczu jej "problemów z facetami". Jesteś mądrą osobą, bo chcesz sama to przepracować, zamiast robić sceny lub ograniczać kontakty. Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda... Łatwo kogoś oskarżyć i wyzywać bezpodstawnie, a trudniej zrozumieć.

Ciekawym wsparciem wydaje się też męski głos w dyskusji. Jajosław uważa, że autorka wpisu nie musi czuć się zagrożona. Powinna spróbować zaakceptować sytuację, bo jej mąż tylko "karmi swoje ego": - Nie masz się co o nią martwić. Spróbuj nawet ją polubić, niekoniecznie zaprzyjaźnić się z nią. Faceci pokroju twojego męża, czyli zaradni, jeśli dobrze zrozumiałem, utrzymują relacje z takimi fajnymi pasztetami, żeby karmić ego (...) Faceci mają fajne relacje z takimi kobietami nie po to, by z nimi flirtować. Choć one często tę grę podejmują i zwykle są bez szans, i o tym doskonale wiedzą, wiec wystarczy im tylko gra i skryta nadzieja stawiana do pionu własnym rozsądkiem. Również często miło im patrzeć na związek, którego same nie mają. Bycie blisko (choć od strony) fajnego faceta daje im podświadome ciepło, taki zamiennik, atrapę - komentuje i, aby zobrazować swoją tezę, dodaje: - Widziałaś kiedyś, aby myśliwy strzelał do własnych naganiaczy? Nie tutaj szukasz. To może być naprawdę prawdziwa przyjaźń lub taki rodzaj psychicznego, niegroźnego onanizmu, takie szukanie smaków w winie, tj. zbieranie informacji o granicach płci przeciwnej i sposobach podchodzenia do rożnych rzeczy z innego punktu widzenia.

Z długim, wyczerpującym wpisem Jajosława można się nie zgadzać, ale porusza on też kwestię, z którą trudno polemizować - uczucie zazdrości krzywdzi nie tylko osobę, o którą jesteśmy zazdrosne, ale także nas samych: - Zazdrością zrobisz sama sobie krzywdę, wmurujesz w związek zgniłe jajo. Ty masz być: atrakcyjna, kochająca, tolerancyjna, wymagająca szacunku, respektu, od czasu do czasu przewrotna, kochająca bez powodu, ale nie zazdrosna, bo to nie wykończy jego czy jego potencjalnych kochanek, tylko ciebie samą, a już na pewno wasz związek.

A wy jakie macie zdanie na ten temat? Autorka wpisu przesadza, a może ma powody do zazdrości i awantur? Byliście w podobnej sytuacji? Chętnie poznamy wasze historie. Wysyłajcie listy pod adres kobieta@agora.pl. Najciekawsze opublikujemy i docenimy drobnym upominkiem.

Komentarze (164)
Nie jestem o nią zazdrosna, jest pasztetem. Jestem zazdrosna o relację, którą ma z moim mężem [Z FORUM]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Janusz J23Ola

    Oceniono 241 razy 229

    Żonie wydaje się, że wystarczy być piękną i szczupłą ( bardzo skromna osoba), by facet dozgonnie szalał na jej punkcie, mimo awantur i kiepskiej atmosfery w domu. Z czasem okazuje się, że mężowie odchodzą do mniej atrakcyjnych kobiet, które potrafią stworzyć miły, ciepły dom, do którego chętnie się wraca. Piękni ludzie często sądzą, że partner powinien być do końca życia wdzięczny, iż to właśnie on (ona) zostali przez pięknego wyróżnieni z tłumu. Bzdura!

  • betik1000

    Oceniono 194 razy 176

    Wszystkie piszące bez wyjątku są głupimi krowami o inteligencji pierwotniaka. Mówienie per "pasztet" o kimkolwiek jest oznaką niedorozwoju umysłowego i uczuciowego. I chamstwa.

  • kloceklego

    Oceniono 149 razy 143

    Jestem atrakcyjna i bardzo szczupła, mam bardzo "dobry metabolizm, nigdy nie miałam problemu z waga, "

    To wszystko właściwie załatwia.

  • Gość: Waldek

    Oceniono 83 razy 75

    Jako facet podpisuję się pod tekstem Jajosława obiema rękami.
    Sama zobacz, co się dzieje. Który facet wytrzyma ciągłe kłótnie?
    IMO on u niej nie szuka seksu, tylko spokoju i zrozumienia.
    Nie chcę snuć Kasandrycznych wizji, ale jesteś na najlepszej drodze do zniszczenia związku.

  • Black Swan

    Oceniono 71 razy 53

    sexapil to nie szczupła sylwetka, nogi do szyj tylko czy cycki, które nosicie w stanikach nr 4 z wkładką D tylko coś znacznie mniej uchwytnego... To wasza dusza musi być seksowna, to wasze myśli mają nas uwodzić a nie wasze tyłki... I dlatego radzę tej forowiczce nie ignorować koleżanki męża bo obecnie jest on w przededniu odkrycia, że głóny narząd seksualny człowieka mieści się między uszami a nie między nogami i jak to zrozumie to zostawi cię moja droga wraz z tymi twoimi super cyckami czy kosmicznym tyłkiem...
    Patrz się na ta brzydulę i ucz się od niej a jak to nic nie da to mogę ci udzielić prywatnych korepetycji z umiejętności tworzenia dobrych relacji międzyludzkich... Zapłatą za moje eksperckie usługi się nie przejmuj bo dogadamy się na pewno jestem otwarty na wszelkie propozycje również dot. i wymiany barterowej...

  • Gość: jjj

    Oceniono 57 razy 51

    a może niektórzy faceci, zwłaszcza trakcyjni i dobrze sytuowani, wybierają kobiety równie atrakcyjne fizycznie (piękne i szczupłe), bo tak wypada; bo przecież z "pasztetem" się nie będzie pokazywał, a po cichu tęsknią za spokojnym domem, z "hipcią", w środku?
    Swoją drogą w tym wypadku trudno mi się zdobyć na sympatię dla kobiety, która tak pogardliwie pisze o innej - pasztet, hipcia. To paskudne..

  • tomcioned

    Oceniono 53 razy 45

    Fakt jest taki że ona nigdy nie będzie lepsza od "Hipci". Jest atrakcyjna,wysportowana,ładna itp ale w najważniejszym aspekcie się nie sprawdza. Jej mąż jej nie ufa na tyle by się zwierzyć. Myślę że za jakiś czas,facet wymieni ją na "młodszy model" a z "Hipcią" która jest "pasztetem" wciąż będzie się kumplował. Chyba że "Hipcia" znajdzie faceta który ją od niego odetnie. Tyle w temacie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX