Jak zrujnować sobie życie seksualne w związku po trzydziestce? 5 rzeczy, na które trzeba uważać

Seks po trzydziestce powinien być wystrzałowy - jest energia i pomysły, a do tego już sporo doświadczenia i samoświadomości. Dlaczego zatem coraz więcej trzydziestolatków skarży się na poważne seksualne problemy w związku? Terapeuci i badacze podpowiadają, co najczęściej prowadzi do katastrofy.
Najwięcej szczęścia daje seks uprawiany raz w tygodniu, nie częściej i nie rzadziej Najwięcej szczęścia daje seks uprawiany raz w tygodniu, nie częściej i nie rzadziej fot. Shutterstock

Porównujesz swoje życie seksualne z życiem seksualnym znajomych

"Kochamy się codziennie, a wy?" - oto pytanie, którego boi się wiele par po trzydziestce. Bo jak wtedy odpowiedzieć: "My raz na dwa tygodnie, jeśli dobrze pójdzie"? Porównywanie statystyk z własnej sypialni z osiągami przyjaciół (bez względu na to, czy są prawdziwe, czy zmyślone) to prosta droga do frustracji i uwierzenia, że "z nimi jest wszystko w porządku, a z nami nie".

Jak przekonują terapeuci, jedynym punktem odniesienia dla tego, czy seksu w związku jest za dużo, za mało, czy w sam raz, powinny być osobiste odczucia partnerów. Uniwersalna ilość seksu w związku nie istnieje - to sprawa indywidualna. Mimo wszystko można posiłkować się badaniami.

Naukowcy z Uniwersytetu w Tornoto pod kierownictwem Amy Muise dowiedli bowiem, że zależność między seksem a szczęściem istnieje, ale nie jest liniowa, a krzywoliniowa - gdy poziom satysfakcji zostanie osiągnięty, dalej już krzywa nie rośnie, czyli kolejne stosunki nie robią nam różnicy. A wspomniany poziom satysfakcji badane pary Amerykanów osiągały wtedy, gdy uprawiały seks dokładnie raz w tygodniu. Gdy seksu było więcej, poziom satysfakcji nadal utrzymywał się na tym samym poziomie. Był jednak wyraźnie niższy, gdy seks odbywał się rzadziej niż raz w tygodniu.

Seks trzeba planować - jeśli nie da się inaczej, to z kalendarzem Seks trzeba planować - jeśli nie da się inaczej, to z kalendarzem fot. Shutterstock

Nie traktujesz seksu jako priorytetu

Nawet gdyby to miało oznaczać wpisywanie seksu do kalendarza, to właśnie tak trzeba robić, bo regularne stosunki są warunkiem zachowania szczęścia i podtrzymania emocjonalnej więzi z partnerem. Po trzydziestce człowiek żyje zwykle bardzo szybko i intensywnie, doskonale już zdając sobie sprawę z tego, ile wysiłku kosztuje praca, utrzymanie rodziny, wychowywanie dzieci. Nie mówiąc już o tym, że kiedyś jeszcze trzeba spać.

W takiej sytuacji chyba nikt nie chce traktować seksu jako kolejnego obowiązku. Rezygnacja ze stosunków, bo zawsze jest coś ważniejszego albo nie ma siły, ma jednak krótkie nogi i prędzej czy później się zemści.

Z raportu prof. Zbigniewa Izdebskiego "Seksualność Polaków 2017" wynika, że to właśnie stres i zmęczenie są główną przyczyną problemów Polaków w seksie - bez względu na płeć. Terapeuci radzą, by pary, które nie chcą się od siebie za bardzo oddalić, dosłownie planowały seks i wpisywały go w terminarz - tak samo jak szkolne przedstawienie dziecka albo wizytę u lekarza. Jeśli na seks nie ma przestrzeni, planowanie może się okazać jedynym wyjściem.

Jednym z problemów z planowanym seksem jest fakt, że danego dnia można po prostu nie być w nastroju na zbliżenie. Terapeuci zalecają, by wyprzedzić problem: nie rezygnować, tylko zawczasu umówić się na "seksualne minimum" - coś, co obie strony na pewno dadzą radę zrobić (np. przytulanie się nago albo wzajemną masturbację). Seks nie musi być pełnym stosunkiem z penetracją, a sytuacja zawsze może się rozwinąć (ale i bez tego jest okej).

Tylko 42% Polaków jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego Tylko 42% Polaków jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego fot. Shutterstock

Traktujesz seks zbyt serio

Branie seksu śmiertelnie poważnie leży na drugim biegunie względem myślenia, że seks nie jest ważny albo zrobi się sam. "Małżeński obowiązek" to określenie, które zamyka temat. Tymczasem seksem można się bawić, bo żeby spełniał swoją więziotwórczą rolę, ma być przede wszystkim źródłem przyjemności dla obojga partnerów.

Nie będzie nim, jeśli stanie się obwarowany nerwami i lękami: czy UDA MI SIĘ dać jej/mu orgazm, MIEĆ orgazm, ZROBIĆ TO dokładnie tak, jak w poradnikach. Seks to praktycznie nieograniczone spektrum możliwości eksperymentowania: z nowymi pozycjami, zabawkami erotycznymi, miejscami, gdzie można go uprawiać.

Sięgając znów do raportu prof. Izdebskiego - tylko 42% Polaków jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego (55 proc. mężczyzn i 49 proc. kobiet). 30 proc. kobiet przyznaje się, że uprawia seks, chociaż nie ma na niego ochoty, ale mąż mógłby się obrazić, poszukać sobie innej albo chcieć rozwodu. Dalej z raportu wynika, że seks kojarzy nam się z koniecznością sprostania oczekiwaniom partnera - coraz więcej mężczyzn przyznaje, że boi się, że nie da rady. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają obawy, że ich ciała nie są dość atrakcyjne dla partnera.

To społeczna i seksualna katastrofa. Niestety nikt nikomu nie powie, jaki seks będzie dla danej osoby najlepszy - do tego trzeba dojść samemu. Trzeba to zrobić metodą prób i błędów, przyda się więc duża doza wyrozumiałości i uśmiechu, a czasem nawet wspólnego pośmiania się z wpadek.

Pojawienie się dziecka to jeden z najtrudniejszych momentów w życiu pary Pojawienie się dziecka to jeden z najtrudniejszych momentów w życiu pary fot. Shutterstock

Odstawiasz seks na boczny tor, bo pojawiły się dzieci

Z przełomowych irlandzkich badań Trinity College w Dublinie (o kryptonimie MAMMI, od The Maternal Health and Maternal Morbidity in Irealand) wynika, że określenie, co w życiu seksualnym po porodzie jest "normalne", to dla kobiet, które dopiero co urodziły, ogromny problem i źródło frustracji. Młode matki zastanawiają się, czy są dziwaczne, skoro nie uprawiają i nie chcą uprawiać seksu dłużej niż przez zalecane 6 tygodni połogu. Tymczasem w prawdziwym świecie niewiele kobiet wraca do seksu po upływie półtora miesiąca.

Irlandzkie badania pokazują, że seksualnych problemów - suchości pochwy, bolesnej penetracji, spadku libido - doświadcza większość matek w pierwszych dwunastu miesiącach po porodzie (pierwszy raz po porodzie jest bolesny dla 99 proc. kobiet). W pierwszym roku macierzyństwa spadek poziomu zadowolenia z seksu jest więc w przypadku kobiet zjawiskiem zupełnie naturalnym. Pocieszające jest jednak i to, że - jak wynika z badań MAMMI - po roku sytuacja wraca do normy, a w wielu przypadkach jest lepiej niż przed ciążą.

Jak się okazuje, biologiczny wpływ rodzicielstwa dotyka też mężczyzn, którzy aktywnie uczestniczą w wychowaniu nowego członka rodziny. Dr Lee Gettler z Notre Dame przebadał 400 mężczyzn na Filipinach - gdy mieli 21 lat i byli samotni, a potem, gdy mieli 26 lat i rodzinę, w tym dziecko. Okazało się, że poziom testosteronu u mężczyzn, którzy zajmowali się dzieckiem na co dzień, spadł aż o 33-34 proc., za to wykształcało się u nich coś, co uczeni nazwali "efektem uczulającym" na potrzeby maleństwa. Naukowcy nie są pewni, czy właśnie spadek testosteronu spowodował, że seksu w związkach było mniej, ale na pewno jest to pierwsze tak duże badanie potwierdzające, że w pierwszych miesiącach życia dziecka całkowite skupienie się na nim rodziców jest imperatywem biologicznym.

- Bardzo trudno być częścią trójki: wszystkie zasady gry się zmieniają - mówi Dana Dorfman, psychoterapeutka i ekspertka od spraw rodzicielstwa w Nowym Jorku. - Zintegrowanie tożsamości seksualnej z tożsamością rodzicielską jest trudne. W dodatku oboje jakby macie romans z tą samą osobą, czyli dzieckiem - wyjaśnia Dorfman.

Gdy partner przestanie się jawić jako partner, a zaczyna być tatą albo mamą, zobaczenie w nim na powrót obiektu seksualnego wymaga dużo pracy. Ale bez tej pracy seks po porodzie może zaniknąć zupełnie. Eksperci podpowiadają, że kluczem do udanego seksu po dziecku jest sen - trzeba się po prostu wyspać. A po seksie też śpi się lepiej (i tak to się kręci). Z czasu na seks para musi także zrobić priorytet. I rozmawiać o swoich potrzebach seksualnych - tak samo regularnie i naturalnie jak o potrzebach życiowych dziecka.

Konsensualna niewierność zdaniem seksuologów może być lepszym rozwiązaniem niż zdrada Konsensualna niewierność zdaniem seksuologów może być lepszym rozwiązaniem niż zdrada fot. Shutterstock

Masz romans, zamiast renegocjować zasady

W przysiędze małżeńskiej zapisana jest miłość, wierność i uczciwość małżeńska. W życiu często okazuje się jednak, że wierność z uczciwością nie każdemu udaje się pogodzić. Pary rzadko rozmawiają o tym, jak definiują wierność, uznając, że przecież jest to oczywiste. A zdaniem seksuologów nie jest. Zasady w małżeństwie i seksie mogą być różne, mniej lub bardziej otwarte, a nawet bardzo liberalne. I ludzie ze zdziwieniem mogą odkryć, że pasuje im coś, czego wcześniej nawet nie dopuściliby do świadomości.

Czytaj też: 'Mąż mnie zdradził. Trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Uda się naprawić związek?'

Ian Kerner, terapeuta seksualny i autor bestsellerów "New York Timesa" (m.in. She Comes First: The Thinking Man's Guide to Pleasuring a Woman, czyli dosł. Ona dochodzi pierwsza - poradnik myślącego mężczyzny na temat zaspokojenia kobiety) w jednym z tekstów przekonuje, że zgłasza się do niego na terapię wielu 30-latków, u których namiętność już się wypaliła, ale relacja ze stałym partnerem pozostała bardzo silna. Ludzie się dalej kochają i często próbują pracować nad swoim życiem seksualnym w ramach monogamii, ale - jak to określił Kerner - ich seks jest DOA (ang. dead on arrival, czyli martwy już po przyjeździe do szpitala). Wtedy osoby, chcąc zaspokoić mimo wszystko swoje potrzeby seksualne, wybierają niewierność, romans ukrywany przed partnerem, którego nie chcą stracić.

Kerner zauważa, że to nie jest jedyne rozwiązanie. Można także spróbować tzw. konsensualnej niewierności, czyli otworzenia małżeństwa, co jego zdaniem jest odważniejszym, ale i uczciwszym wyborem niż zdrada. W otwartym związku partnerzy nadal są razem i czerpią ze źródła swojej miłości, ale potrzeby seksualne zaspokajają poza związkiem. Obie strony o tym wiedzą i obie się na to zgadzają, mają dokładnie takie sama prawa - to warunek konieczny.

Oczywiście to nie jest rozwiązanie dla wszystkich (a może nawet mało komu się udaje, bo zaakceptowanie, a wręcz cieszenie się tym, że partner właśnie kocha się z kimś innym i jest mu dobrze, okazuje się bardzo trudne) i może spowodować, że związek się rozpadnie. Ale może też "wnieść do małżeństwa nową energię erotyczną" i uratować lub przywrócić seksualną relację z własnym mężem lub żoną - przekonuje seksuolog.

Na pewno problem utraty wzajemnego zainteresowania partnerów w związku z pewnym stażem (niekoniecznie długim) istnieje i jest częstszy niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi o to, żeby zaproponować partnerowi oficjalny skok w bok, jeśli tylko w seksie pojawi się problem. Konsensualna niewierność nie powinna być wymówką i wybiegiem, nie może być egoizmem bez oglądania się na uczucia drugiej strony.

To rozwiązanie dla dojrzałych i stabilnych emocjonalnie osób, które chcą zostać razem, ale przyznają, że chwilowo w seksie razem nie jest im po drodze, a sam seks jest dla nich ważny. Nie chcą kłamać i oszukiwać partnera. Chcą pozostać fair. I uniosą konsekwencje, gdy rozwój sytuacji stanie się nieprzewidywalny.

Czytaj też: Terapeuta wyjaśnia, jak radzić sobie ze zdradą i czy da się o niej zapomnieć

Więcej o: