"Tapeta" na twarzy, drogi samochód, rasowy pies, wypełniacze. Tego już absolutnie nie wypada mieć! [STOLICA Z DYSTANSU]

W "Warszawce" snobizmy to rzecz powszednia. Czasami można się pogubić, co jeszcze wypada, a co jest w odwrocie. "Czy tam u was królują doklejane rzęsy i markowe torebki?". O nieee, w stolicy już ich nosić nie wypada. Co jeszcze jest na czarnej liście? Nasz szpieg donosi.

Tramwaj, rower, metro

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Eniko Bagaméri (@enikobagameri) Gru 17, 2017 o 1:19 PST

Świadomy warszawiak gardzi samochodem. Spalinami, ograniczeniami, opłatami, problemami, które auto generuje. Jak się chce pójść do najmodniejszej, świeżo otwartej miejscówki, o której wieść się niesie pocztą pantoflową, to nie autem. Bo nie ma gdzie zaparkować. Dlatego teraz w modzie jest wożenie się komunikacją miejską, posiadanie biletu miesięcznego, kontestowanie samochodów. Ewentualnie można skorzystać z roweru, ale już nie z holenderskiego, tylko z kolarki lub miejskiego. No, w drodze wyjątku designerskiego (dla wtajemniczonych) składaka. Jadąc autobusem prychamy z wyższością na tych, co samotnie tkwią w wielkich autach w korkach.

Tylko kundel ze schroniska

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Sasha - Sassy Pants (@sashamutt) Wrz 10, 2018 o 12:21 PDT

Osoby rozważające powiększenie rodziny o czworonoga muszą się poważnie zastanowić, czy na pewno chcą szczenię z rodowodem, na które wydadzą pensję. Rasowy kot lub pies źle o nas świadczy. To niepodważalny dowód, że mamy nieczułe serduszko, bo przecież tyle jest psów i kotów w domach tymczasowych, schroniskach, fundacjach adopcyjnych. Właściwie do wyboru, do koloru i wedle potrzeb. Rasowy pies przejdzie tylko wtedy, kiedy został uratowany z pseudohodowli - wtedy może być i pitbull, i buldog, i husky. Na tych, którzy kupują rasowca z legalnego źródła, w pakiecie z rodowodem czeka ostracyzm i krytyka.


Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Pełen demakijaż

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Karolina Malinowska (@karolamalina) Sie 11, 2018 o 12:00 PDT

Przez polskie media społecznościowe i kobiece łazienki przeszła fala oczyszczającego demakijażu. Kobiety masowo wrzucają (z odpowiednim hashtagiem) swoje pozbawione sztucznych ozdobników twarze. Bez podkładu, korektora, tuszu do rzęs, różu do policzków. Uznajemy, że twarz to nie pisanka i ograniczamy środki makijażowego wyrazu. W odwrocie jest także kamuflowanie siwych włosów. To już nie jest make up no make up, ale naprawdę brak nawet śladowych ilości kosmetyków kolorowych.

Naturalność w cenie

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez B E C C A ? S L A D E (@beccalslade) Wrz 7, 2018 o 2:25 PDT

Pójdźmy o krok dalej. Nie tylko przesadzony makijaż jest źle widziany, ale także zbyt bliska relacja z lekarzem medycyny estetycznej. To już oficjalne: sztuczność jest w złym guście. A zwłaszcza sztuczne paznokcie, doczepiane włosy i rzęsy, ostrzykiwanie botuliną, iniekcje z kwasu hialuronowego, powiększanie ust, biustów, zniekształcanie rysów twarzy i udawanie, że to wszystko zasługa diety. Przejadło się, przelało, opatrzyło. Kto się ostrzykuje, ten "sztuczna lala".

Walczymy z plastikiem

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Jessica Eisenbeis (@jessbeis) Wrz 7, 2018 o 10:03 PDT

To mogło spotkać każdego, ale spotkało Andrzeja. Andrzej leżał na plaży w jednym z hiszpańskich kurortów, sącząc mrożoną kawę. Zrobił selfie, które wrzucił na Instagram. Zdjęcie zdjął po kilku minutach przez... plastikową słomkę, przez którą sączył kawę. Nieekologiczne zachowania będą publicznie piętnowane, głupota wytykana, ignorancja nietolerowana. Dotyczy to wszystkich! Za plastikowe słomki dziękujemy, kawę na wynos bierzemy we własny kubek wielorazowy, plastikowym sztućcom mówimy stanowcze nie, na zakupy biegamy z płóciennymi torbami z recyklingu.

Jak szkoła, to rejonowa

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Il Parto Positivo (@ilpartopositivo) Wrz 12, 2018 o 6:53 PDT

W Warszawie coraz częściej słychać: "Nie chcę, żeby moje dziecko wyrosło na banana", "Nie mam zamiaru obciążać syna lekcjami do 17", "Puszczam córkę do szkoły rejonowej", "Wybieram szkołę państwową", "Chcę, żeby dziecko miało kontakt z rówieśnikami z różnych środowisk". Dla kogoś, kogo stać na prywatną edukację, szkoła rejonowa to duża ekstrawagancja. Coraz modniejsza jednak. Niebawem okaże się, czy osoby decydujące się na tak śmiały krok, zniosą dość drastyczne ograniczenie władzy i wpływów. W szkołach prywatnych rodzic to także klient, w państwowych nie da się rzucić: "Płacę, wymagam i zwalniam!".

Piszcie do nas: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy i nagrodzimy książkami.