Pierwsza (i ostatnia) randka. Co przekreśla dalszą znajomość?

Pierwsza randka - wszystko idzie dobrze do chwili, gdy... No właśnie, gdy wydarza się coś, co sprawia, że wiemy, że kolejnych spotkań już nie będzie.

23, a właściwie 28, a w sumie to 32

Kwestia różnicy wieku może działać zniechęcająco i to w obie strony - gdy ktoś okazuje się starszy lub młodszy niż na początku deklarował. Paweł ma 30 lat i jest singlem. Dużo wychodzi i często imprezuje. Na jednym z takich wyjść poznał dziewczynę, z którą - choć niewiele rozmawiał - złapał nić porozumienia. Dała mu swój numer telefonu i po kilku dniach spotkali się w kinie. - Z toku rozmowy zorientowałem się, że ona wcale nie ma 25 lat - jak mówiła, tylko o wiele mniej... W końcu z niej wyciągnąłem, że... 18. Więcej się z nią nie spotkałem, bo nie miało to sensu - szukam kobiety partnera, z którą mógłbym założyć rodzinę, a nie licealistki.

Odwrotnie wyglądała sytuacja w przypadku Gabrysi, która teraz ma 28 lat. - Poderwał mnie sąsiad, który mieszkał w kamienicy naprzeciwko. Ja miałam wtedy 17 lat, on mówił, że 23. Na tyle też wyglądał, studiował na trzecim roku. Pod koniec randki przyznał się, że ma 28 lat, a gdy się żegnaliśmy, powiedział, że 32, a studia, na których był, to kolejne, nie pierwsze. Przestraszyłam się tej różnicy w życiowych doświadczeniach i więcej z nim nie umówiłam.

Zobacz wideo

Byk na byku

- W sumie nie powinienem się dzielić moją opowieścią, bo jestem pewien, że to postawi mnie w złym świetle - mówi "Lichy". - Kiedyś umówiłem się z dziewczyną, która była niezwykle piękna, w taki bardzo stereotypowy sposób - wysoka, szczupła, blondynka, długie włosy, dopracowany makijaż, spory biust. Kumple mówili, że nie jest zbyt lotna, ale postanowiłem nie sugerować się ich złośliwymi komentarzami. Randka była całkiem udana, chociaż szybko okazało się, że nie mamy zbyt wielu wspólnych zainteresowań. To co mnie zraziło, to wiadomość SMS, którą dostałem od niej wieczorem, a upstrzona była błędami ortograficznymi w stylu: "Dobranoc Ksionrze z mażeń".

Oczy dookoła głowy

Katarzyna była kiedyś na randce, o którą bardzo długo zabiegał jej daleki znajomy. - Flirtował ze mną od kilku lat, ale ja ciągle byłam w związkach, więc nie interesowało mnie spotykanie się z nim. Wreszcie, jako singielka dałam się namówić. Poszliśmy do kawiarni, posadził mnie przodem do ściany, a sam usiadł tak, że miał widok na całą salę. Co i rusz łapałam go na tym, że lustruje inne kobiety i w ogóle nie jest skoncentrowany na mnie. Szybko doszłam do wniosku, że nasza randka była ukoronowaniem jego polowania na mnie i czuł, że czas się rozejrzeć za inną zdobyczą. Powiedziałam mu więc, że nic z tego nie będzie - potem jeszcze do mnie wydzwaniał, ale nie miałam ochoty na powtórkę z tej wątpliwej rozrywki.

Opcja "all inclusive"

- Zaprosiłem kiedyś na randkę dziewczynę, która - wydawało się miała dość postępowe w kwestii równouprawnienia poglądy na życie - wspomina Mateusz. - Tak przynajmniej deklarowała. Skoro jednak ja zapraszałem na randkę, to zapłaciłem za kawę, później bilety do kina. Kiedy wyszliśmy z seansu okazało się, że muszę jeszcze zapłacić za parking - 5 zł. Nie miałem gotówki, automat nie przyjmował kart. Miałem nadzieję, że ona w naturalnym odruchu zaproponuje, że mi te pieniądze pożyczy, a w najgorszym razie to będzie jej wkład w nasz wieczór. Nic takiego nie nastąpiło, chociaż wiem, że miała przy sobie gotówkę. Całkiem mnie to zniesmaczyło i nie miałem ochoty już więcej się z nią spotykać.

Drobne kłamstwa, brak w edukacji, finanse. A co w Waszym odczuciu dyskwalifikuje osobę na pierwszej randce?

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Więcej o: