Na końcu wibratora zawsze jest człowiek, czyli my same [ROZMOWA]

- U nas ludzi straszy się seksem. Po łapach dostają przede wszystkim kobiety, którym zachciewa się ?nieprzyzwoitych? doznań. Kościół, seksuolodzy i media wciąż odmawiają kobietom w Polsce prawa do przyjemności - twierdzi Joanna Keszka

Ola Długołęcka. Kobieta.gazeta.pl: Kobiety mają w sferze erotycznej trudniej?

Joanna Keszka*, specjalistka od kobiecej seksualności: Kobieca seksualność to w naszym kraju temat tabu. Nikt nie jest w stanie wmówić mi, że jest inaczej. Kobiety w Polsce nie dostają informacji, które mogłyby pomóc im zrozumieć i zaakceptować złożoność własnych potrzeb, ani nie otrzymują wskazówek, jak bardziej cieszyć się seksem.

Motywem przewodnim polskich rozmów o seksie, nie jest szukanie odpowiedzi na pytanie: jak odkrywać swoją seksualność i cieszyć się seksem. W Polsce problemem numer jeden jest strach przed tym, żeby nie zalała nas fala perwersyjnego seksu oraz niepokój o męskie ego w łóżku. Kobiece prawo do przyjemności nie zaprząta uwagi ani dziennikarzy, ani tzw. ekspertów. A że kobiety nie mają orgazmów, wstydzą się swoich ciał i nie rozumieją swoich potrzeb erotycznych? To nic, kobieta jak powszechnie wiadomo jest od tego, żeby się dostosować, nie wymagać dla siebie zbyt wiele, a satysfakcję ma czerpać z tego, że zadowoliła partnera.

Polki nie czerpią radości z seksu?

- Trudno jest wyrwać się z sieci fałszywych przekonań na temat tego, co wypada, a co nie porządnej polskiej kobiecie. Dlatego kobiety zamiast odkrywać i cieszyć się swoją seksualnością, wiecznie zamartwiają się, czy jeszcze są normalne, czy może już są puszczalskie i podejrzane moralnie i emocjonalnie. Zamiast edukacji seksualnej mamy ciągłe straszenie perwersjami i zboczeniami. Seksualność to sfera życie, po której poruszamy się wciąż niepewnie i niemalże po omacku, ale w polskich dyskusjach na temat seksu nie przewodzi nam myśl: co zrobić, żeby być bardziej świadomym?

O nie, gdybyśmy zaczęli pisać o radości z seksu, o wyznaczaniu zdrowych granic i oczekiwaniu także w sypialni rzeczy dobrych i dobrego traktowania, musielibyśmy zacząć pisać o kobiecym prawie do przyjemności! A to temat dla wszystkich nowy, a przez to także niełatwy.

Polska seksuologia, prowadzona od lat przez prof. Zbigniewa Lew Starowicza, od lat lekceważeniem i patologizowaniem kobiecej seksualności stoi (polecam lekturę książki pt. "Lew Starowicz o kobiecie" utrwalającej krzywdzące kobiety stereotypy i złe przekonania na temat kobiet), więc fachowej wiedzy na temat niebezpieczeństw związanych z odkrywaniem kobiecego prawa do przyjemności w naszym kraju nigdy nie zabraknie. Mamy bać się seksu, a nie nim się cieszyć.

Z czym mamy problem?

- Problemem w seksie nie są różne ścieżki, jakimi kieruje się nasze pożądanie, tylko zachęcanie kobiet do poświęcania swojej przyjemności w łóżku po to, żeby zaspokoić swojego partnera. Czy skłonność do masochizmu przekreśla szanse na udane współżycie? Nie, jeżeli partnerka podziela takie upodobania. Zasadniczym problemem jest brak wiary kobiet w to, że ich potrzeby też się liczą, że w łóżku chodzi o to, że nie tylko mężczyźnie, ale także kobiecie było dobrze. Zamiast straszyć seksem, pisać o zalewie perwersji, powinniśmy skupić uwagę na podstawowych umiejętnościach, których brakuje w narodzie: akceptowania i wyrażania swojej seksualności. I pozwalnia na to samo innym.

Polki boją się, że ich potrzeby i fantazje są dziwne?

- Na Barbaralla.pl mamy hasło: "Norma to dziewczyna, która mieszka w Brooklynie" i tego się będę trzymać. Roztrząsanie, co w seksie jest jeszcze normalne, a co już nie, nie tylko niczemu nie służy, ale jeszcze wzmacnia i tak już ogromny lęk i niepokój związany z tą sferą naszego życia. To, co dla jednych jest normalne, dla innych będzie żenujące, a dla jeszcze innych wyuzdane. Tego typu dyskusje donikąd nie prowadzą. Jeżeli dwoje dorosłych ludzi ma na coś ochotę i wspólnie decydują się na różne igraszki w łóżku, to niech sobie eksperymentują, pozostaje tylko życzyć im dobrej zabawy. Marzy mi się, żebyśmy mniej skupiali się na ocenianiu i wartościowaniu własnych i cudzych wyborów seksualnych, a więcej uwagi poświęcali na odkrywanie tego, co jest dla nas dobre, ważne i co nam służy w życiu i w związku.

Dlaczego kobiety nie lubią seksu?

- Bo nie kojarzy im się z przyjemnością. Moim zdaniem do udanego seksu potrzeba nam wiedzy, umiejętności i doświadczenia i nie zdobędziemy tego bez zaangażowania się w nasze seksualne doświadczenia. I na pewno strach przed tym, czy już jesteśmy perwersjami, czy jeszcze nie, nam w tym nie pomoże. Żeby żyło nam się lepiej w polskich łóżkach i sypialniach, warto pozwolić ludziom, żeby po prostu robili to, co im przychodzi do głowy, bez straszenia ich, osądzania i wartościowania. Magazyn Zwierciadło poleca "dobry, zwyczajny seks", ma "być zwyczajnie, swojsko, bez fajerwerków". Moim zdaniem zwyczajnie i prosto to my już mamy i nie ma co martwić się, że szybko będzie inaczej.

To nie kobiety chcą być grzeczne w łóżku, to mężczyźni są przywiązani do wizji kobiet jako świętych. Tego, co nam w Polsce brakuje, to pozwolenia dla kobiet na realizowanie swoich pragnień erotycznych, które podążają za naszymi własnymi pragnieniami, bez oglądania się na to, pomyślą o nich inni. To odzyskanie przekonania, że seks jest zabawą, a nie sprawą szalenie poważną regulowaną przez jakieś normy i przyzwyczajenia. Trzeba pozwalać ludziom zaspokajać zwykłą ciekawość i eksperymentować zarówno z piórkami, jak i z kajdankami, bez wbijania ich w poczucie winy, że oto stanęli na równi pochyłej i staczają się w otchłań perwersji. Z seksem związane są skrajne emocje: z jednej strony przyjemne podniecenie i ekscytacja, a z drugiej wstyd, strach, niepokój. Niestety łatwo jest podsycać lęki, trudniej jest podpowiadać, jak się z nimi uporać.

Dlaczego straszenie seksem uderza w kobiety?

- Ponieważ męski model seksualności, czyli to, co służy mężczyznom, jest powszechnie znane i nie budzi większych kontrowersji. Wciąż klasyczny stosunek jest promowany jako najbardziej naturalny sposób na seksualną przyjemność dla obu płci. A prawda jest taka, że u kobiet rzadko dochodzi do orgazmu pod wpływem samej penetracji. My kobiety lubimy czuć w sobie mężczyznę, to jest przyjemne, ale pod wpływem związanego ze stosunkiem tarcia nie zostajemy dostatecznie pobudzone. Penetracja to świetna droga do orgazmu, ale dla... mężczyzn. Kobiety, które nie osiągają orgazmu w trakcie stosunku nazywa się oziębłymi, a one tracą ochotę na seks, ponieważ nie przynosi im satysfakcji. To bardzo logiczna zależność.

Czym powinien być dla nas seks?

- Uważam, że seks jest taka samo ważną sferą naszego życia jak jedzenie, praca, czas dla siebie, spotkania rodzinne i towarzyskie. Nasze seksualność to wielka część tego, co nas tworzy. Poświęcenia uwagi swoim potrzebom erotycznym uczy nas, że nasze potrzeby są ważne, że zasługujemy na rzeczy dobre i na dobre traktowanie. Seksualność wnosi w nasze życie ekscytację, radość i pozwala w pozytywny sposób przełamać monotonię codzienności.

Stałam się wielką fanką gadżetów erotycznych, bo w kraju, gdzie na każdym kroku paskudne trio wstydu, strachu i niepewności ogranicza naszą radość z seksu, wiem, że wibratory zawsze będą stały po stronie kobiet. Przyznają nam prawo do przyjemności i do pozwalania sobie na więcej. Wbrew temu, co mówią o wibratorach osoby, które nigdy w życiu ich nie używały, a często nawet na oczy nie widziały, to nie jest machina z piekła rodem, która zamienia miłe panie w rozwydrzone i niewyżyte bestie. Wibratory służą do masażu. Tylko tyle i aż tyle. W zaciszu własnej sypialni, kiedy nie ma drugiej osoby, która mogłaby wywierać na nas jakąkolwiek presję, możemy we własnym tempie, bez pośpiechu odkrywać, co na nas działa, a co nie, jak reaguje na dobry dotyk (nasz własny) nasze ciało, jakie emocje towarzyszą pozwalaniu sobie na więcej w seksie. Jest też coś podbudowującego w samym posiadaniu takiego gadżetu. Często fakt, że kobieta pozwoliła sobie na taką "rozwiązłość" jaką jest posiadanie wibratora, już samo w sobie jest ekscytujące i ułatwia wyrwanie się spod ogólnonarodowych standardowych (krótkich) cugli, w których są trzymane kobiety w sypialniach jak kraj długi i szeroki.

Zakup wibratora to pierwszy krok w kierunku samopoznania?

Wciąż powtarzam, że odkrywanie swojej seksualności to podróż na całe życie. Jeżeli ktoś oczekuje, że sam zakup wibratora wystarczy do tego, żeby z miejsca wystrzelić się w orgazmiczną przestrzeń kosmiczną, to się myli. Trzeba pamiętać, że zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach wibrator jest przedłużeniem naszej ręki i na jego końcu zawsze jest człowiek, czyli my same. Wibratory są po naszej stronie, ale to my je prowadzimy, a nie one nas.

Kiedy sięgamy po wibrującą zabawkę (zresztą tak samo, jak wtedy, gdy sięgamy po niewibrującego faceta), żeby cieszyć się seksualnością, powinnyśmy myśleć o sobie dobrze, niecenzurować swoich fantazji, odkrywać różne czułe punkty na mapie naszego ciała, w które wyposażyła nas hojnie Matka Natura, nauczyć się celebrować swoje erotyczne doświadczenia, uwolnić kreatywność, nie wywierać na siebie presji, i zamiast skupiać się na oczekiwaniach - cieszyć się tym, czego rzeczywiście doświadczamy. Wyobraźnia i radosny nastrój: do tego sprowadza się udany seks. A przyjazny kobiecy gadżet będzie świetnym dodatkiem w naszej zmysłowej podróży przez całe życie.

*Joanna Keszka specjalistka w dziedzinie kobiecej seksualności, pisarka scenariuszy erotycznych i nieustraszona testerka wibratorów, redaktorka naczelna portalu Barbarella.pl oraz pomysłodawczyni LoveStore.Barbarella.pl - "Pierwszego w Polsce LoveStore'u dla kobiet i dla par". Wspiera kobiety w pozwalaniu sobie na więcej, w seksie i w życiu.

Więcej o: