Randkowanie - czy da się do niego wrócić i opanować obawy? [WYWIAD]

Po rozstaniu, burzliwym zakończeniu związku lub po prostu z braku czasu rezygnujemy z flirtowania i chodzenia na randki. Boimy się wchodzenia w nowe relacje a tym samy rezygnujemy z poznawania nowych osób i zamykamy się na nowy, być może fascynujący związek. O tych dylematach oraz sposobach na ich zminimalizowanie rozmawiamy z Anną Kraszewską, psycholog.

Olga Limanowska: Dlaczego ludzie boją wrócić się na "scenę" randkowania?

Anna Kraszewska, psycholog: To, czy i czego się boimy zależy od naszego wyobrażenia o świecie. Jeśli ktoś długo ograniczał kontakty z ludźmi, powrót do relacji towarzyskich, do spotkań z nowymi osobami to wyzwanie i nowość. A nowych rzeczy zwykle się obawiamy. Pojawiają się w nas wątpliwości - czy będę wiedzieć jak, czy mi się uda, jak wypadnę... - to naturalne. Ważne tylko, by nie dać się temu spłoszyć i próbować w swoim tempie nowych rzeczy. Może być też tak, że ktoś ma za sobą przykre lub trudne doświadczenia zwyczajnie boi się powtórki. Bo kto chciałby być raniony, jeśli dopiero co się z czegoś niełatwego podniósł? Kiedy z kolei decydujemy się na nowy sposób randkowania, np. randki przez internet czy w ciemno, to może się pojawiać obawa o swoje bezpieczeństwo. Nie znamy zupełnie drugiej strony i tworzymy najczarniejsze scenariusze. Najlepiej w takim przypadku umówić się w bezpiecznym dla nas, publicznym miejscu, a w razie obaw uprzedzić kogoś gdzie jesteśmy i z kim.

Jest jeszcze coś: jak długo myślimy o spotykaniu się z kimś jako o "scenie" to sytuacja z osobistej staje się publiczną. Można się wtedy zastanawiać, dla kogo właściwe ma być ta randka? Bo jeśli działamy według oczekiwań innych lub po to, by mieć o czym opowiadać i nie odstawać od towarzystwa, wtedy odczuwany lęk, który może być lękiem przed ekspozycją społeczną. Tylko czy wtedy jest naprawdę miejsce na drugą osobę, na człowieka, takiego jaki jest, pewnie też ze swoimi lękami. Bo jeśli chodzi o to, by coś sobie lub innym udowodnić, pokazać się, to wtedy tę drugą osobę traktujemy przedmiotowo, a nikt tego nie lubi.

Jak poznać, że jesteśmy gotowi, aby wrócić do randek?

Uczucia są naszym najlepszym kompasem. To tak naprawdę nie jest pytanie do specjalisty, ale do siebie samych. Czy czuję, że chcę? Wymuszam coś na sobie, bo wydaje mi się, że tak trzeba? Boję się czy jestem ciekawa? Te i podobne pytania warto sobie zadać. Bo kiedy ma się coś udać, to tylko w zgodzie ze sobą, a nie na siłę i przeciw sobie.

Czy zasady randkowania mogą się zmienić? Czy jest się czego obawiać?

A czy istnieją jedyne obiektywne zasady? To nie tak! Sami i same ustalamy własne zasady. To ważne, żeby działać tak, by nic nie działo się wbrew naszej woli. Nie ma zasad, w imię których ktoś może czegoś od nas wymagać. Można mieć inne oczekiwania, to absolutnie w porządku, ale nie można zmuszać kogoś lub siebie do czegoś.

Czy wszyscy, którzy mieli dłuższą przerwę w randkowaniu odczuwają obawy? Może dotyczy to tylko takich osób, które charakteryzują się określonymi cechami, np. są wrażliwe, nieśmiałe, niedowartościowane lub porzucone?

Im ktoś mniej pewnie czuje się ze sobą czy też ma o sobie złe zdanie, tym trudniej mu uwierzyć, że w świecie spotka go coś dobrego. Wątpi, że ktoś go polubi, zaakceptuje, że coś dostanie tak po prostu, za darmo. Ma wtedy więcej lęków i obaw i mocniej oczekuje porażki. Osoba, która żywi silne przekonanie o własnej bezwartościowości przyciąga dokładnie to, czego się boi. Chociaż odrzucenie to coś okropnego, to jest to też dobrze znane, potwierdzone tyle razy i mimo wszystko łatwiejsze. A jeśli już zdarzy się tak, że ktoś polubi taką osobę to może skutkować tym, że pomyśli sobie ona jedynie coś złego o drugiej stronie. Bo jeśli ja jestem taka do niczego, a on mnie lubi, to jak to o nim świadczy? Tylko odwrócić się od takiego człowieka i szukać kogoś, kto potwierdza te ukryte, wewnętrzne przekonania. Smutne jest to, że w ten sposób uniemożliwia się sobie dostanie czegokolwiek dobrego od świata.

Nie każda niepewna osoba jest jednak tak wewnętrznie "pogruchotana". A obawiać się możemy wszyscy. Im większa wagę przywiązujemy do randki, tym większy lęk i to niezależnie od cech naszej osobowości.

Czy przed wejściem do nowego związku powinniśmy się "wyszaleć"?

Nie uważam, żeby to był dobry pomysł. Dobrze jest zrobić sobie przerwę między związkami, żeby przemyśleć, pożegnać stary związek, ułożyć swoje "nowe" życie. Oczywiście są różne typy osób, z różnymi zapotrzebowaniami. Jedni wolą ten czas pomiędzy związkami spędzić w samotności, inni wolą przebywać wśród ludzi, bawić się, co nie oznacza, że trzeba w nadmierny sposób korzystać z wolności.

Jak uwierzyć, że znowu może udać się stworzyć trwały związek? Jak przezwyciężyć strach przed ponownym porzuceniem i nie zrażać się jeśli ktoś nas odtrąci?

Zacznijmy od końca. Odtrącanie nie jest przyjemne, szczególnie, gdy po naszej stronie pojawiło się zaangażowanie. I można się tu, pogniewać, posmucić, o ile to sposób radzenia sobie w trudnej chwili. Zrażanie się, czy też obrażanie na świat, że nie dał nam tego, co chcieliśmy nam szkodzi, a innych zniechęca. Spróbujmy sobie tłumaczyć, że tę gorzka pigułkę prędzej czy później dostaje każdy, kto uczestniczy w życiu społecznym. Zamiast wycofywać się z kolejnych prób, warto pomyśleć, czy nie popełniliśmy gdzieś błędu, którego na przyszłość warto unikać.

Gdzie powinniśmy zacząć szukać nowych osób?

A kogo chcemy znaleźć? Kogoś, kto dzieli nasze pasje, kto podobnie spędza czas? Nie ma jednej recepty, jak i nie ma jednego ideału dla wszystkich. Jeśli coś lubimy, np. oglądanie filmów, róbmy to dalej, dając sobie szansę spotkania z ludźmi, więc np. na festiwalach, DKFach. Najprościej mówiąc, nie ma uniwersalnego rozwiązania, banku potencjalnych partnerów. Jeśli staramy się spędzić czas tak, jak lubimy i być w tym czasie z ludźmi to bardzo dobry początek.

O czym rozmawiać na randkach? Czy poruszać tematy, z powodu których jesteśmy sami - starego związku, dzieci?

O czym się tylko chce! Nie można demonizować randek, chodzimy przecież na nie dla przyjemności! To jest po prostu spotkanie z drugim człowiekiem. Może bardziej interesującym, może mniej. Jeśli osoby spotkają się w swoich emocjach i oczekiwaniach gdzieś w połowie drogi, to może wyjść z tego coś fajnego, ale może się też nie udać. Nie jest to wtedy koniec świata, tylko naturalna kolej rzeczy. Nie każda osoba w życiu nam pasuje i my też nie każdemu. Jeśli jest coś, czym chcielibyśmy się z kimś podzielić albo o czymś posłuchać, bo to ciekawe, bo ktoś żyje inaczej to śmiało.

I jeszcze druga kwestia. Czy naprawdę wiemy, dlaczego jesteśmy sami? To tak łatwo powiedzieć - "to przez dzieci albo to jego wina." ale to nie do końca tak jest. Czy się to komuś podoba czy nie, zawsze mamy większą bądź mniejszą cześć odpowiedzialności za to, w jakiej sytuacji jesteśmy. I to zarówno mamy udział w rozpadzie poprzedniego związku jak i prawdopodobnie w tym, że z nowymi osobami się nie udaje. I te pytania to temat na rozmowę samemu ze sobą. Spokojną rozmowę, uczciwą i bez obwiniania. O tym, co może być w nas trudne, co poszło nie tak i na co uważać, ale i o tym, czy w naszym życiu nie ma może stałych powtarzających się wzorców. Ich obecność najczęściej pokazuje, że zupełnie nieświadomie skazujemy się na powtarzanie trudnych lub destrukcyjnych doświadczeń. I wtedy warto przy pomocy specjalisty przyjrzeć się temu, co działo się w naszym domu rodzinnym, gdyż te pierwsze doświadczenia stają się często wzorcem, według którego układamy późniejsze relacje.

Jak przyzwyczaić dzieci do naszego randkowania?

To zależy od tego, ile lat mają dzieci, jakie mamy z nimi relacje, co oznacza dla nich nasze wyjście z domu. To ważne pytania do zadania sobie, a może także im. Dzieci, które pozostają w dobrej relacji z rodzicem przyjmują z większym spokojem jego pracę, znajomych i różnorodne aktywności. Buntują się i cierpią, gdy rodzica nie starcza dla nich i na ich ważne sprawy. Ważne więc, jak to randkowanie wygląda na tle sytuacji domowej.

Jeśli już znajdziemy odpowiednią osobę, jak ją przedstawić swoim dzieciom?

Dobrze uważać na to, by nie zmuszać nikogo do czegokolwiek. Usilne nakłanianie do zawiązania pozytywnej relacji daje zwykle dokładnie odwrotny efekt. Każdy, z dziećmi włącznie, ma prawo do własnych uczuć i trzeba to uszanować. Można, za zgodą partnera, przedstawić go dzieciom, organizując wspólny czas. Jeśli uda się spędzić go dobrze, to duży sukces, a jeśli nie, to warto wybadać, co i komu w danym momencie nie pasuje. I brać to pod uwagę przy kolejnych próbach. Zanim też przedstawimy partnera jako autorytet dla dzieci, sprawdźmy czy jest on zainteresowany nim być. Jeśli ma ochotę angażować się w życie naszej rodziny, to cudownie, a kiedy nie, to również w porządku,

Więcej o: