"Świat się zatrzymał, a mnie zgarnęła wielka siła" - Małgorzata Potocka o miłości do Obywatela G.C. [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

Byli jedną z bardziej zjawiskowych par ówczesnego rodzącego się dopiero show-biznesu. Ich miłość i rozstanie przez wiele lat pozostawało w sferze niedomówień. 12 lat po śmierci muzyka Grzegorza Ciechowskiego Małgorzata Potocka postanowiła opowiedzieć swoimi słowami ich historię. Publikujemy fragmenty książki Krystyny Pytlakowskiej.

Małgorzata Potocka : Ta rozmowa będzie mnie kosztowała bardzo dużo. Muszę sięgnąć do szuflad, które już dawno pozamykałam, starając się przeżyć i żyć dalej. Wspomnienia odłożyłam na półkę, a teraz muszę je z niej pozdejmować i otworzyć ranę, która już się zabliźniła. Tylko że ta blizna cały czas jest bardzo świeża. Boję się tej rozmowy.

Krystyna Pytlakowska: Zgodziłaś się na tę rozmowę, bo?

- Miałam z tym wielki problem. Bałam się, że mogą wrócić negatywne emocje i pretensje, z którymi co prawda się uporałam, ale łatwo mi nie było. W końcu jednak podjęłam to wyzwanie, bo uważam, że byliśmy parą ważną dla polskiej kultury, bez względu na to, czy zostaliśmy docenieni, czy niedocenieni, opluci czy obsypani kwiatami. Uważam, że to, co razem przeżyliśmy, powinno być udokumentowane dla jego dzieci, dla jego fanów, dla niego samego. Nie chcę, żeby poszedł w zapomnienie.

"Obywatel i Małgorzata" w wersji elektronicznej do kupienia na Publio.pl>>

Myślisz, że gdybyś znała przyszłość, nie weszłabyś w związek z Grzegorzem?

- Myślę, że mimo wszystko bym weszła, bo to niesamowicie wzbogaciło moje życie. Warto przeżyć wielką miłość, nawet jeśli ona po jakimś czasie przygasła, rozsypała się i nie była na zawsze.

 

Opowiedzmy waszą historię po kolei. Ile lat byłaś z Grzegorzem?

- Dziewięć, prawie dziesięć, kawał życia, który nie był wycięty z kontekstu. Przeszłość i teraźniejszość gdzieś się tam poplątały, aczkolwiek stworzyliśmy absolutnie własną rzeczywistość. Bycie ze sobą dwojga ludzi, którzy tworzą, na pewno nie jest łatwe. Jednak mimo to, że każde z nas zajmowało się czymś innym, nie dzieliło nas to. A może właśnie dzięki temu, że ja nie byłam piosenkarką w jego zespole czy gitarzystką, spędziliśmy ze sobą tyle czasu. Byłam aktorką, reżyserem, fotografem, producentem. Robiłam to, co dopełniało jego twórczość. Idealna sytuacja. Tworzyłam koncepcję okładek jego płyt, ale przede wszystkim reżyserowałam wszystkie jego teledyski i koncerty.

(...) Weszłam do studia nagrań, gdzie oni już składali instrumenty, zobaczyłam go przez ogromną szybę. Był w T-shircie z krótkimi rękawami. Najpierw zobaczyłam więc jego piękne, naprawdę piękne ręce i niesamowicie długie palce. Zatrwożyło mnie to, co poczułam.

Dlaczego?

- Bo od razu zrobiło się niebezpiecznie. Zatrwożyło mnie, że w ogóle zauważyłam piękno jego rąk.

(...) Słuchałam jego muzyki i waliło mi serce, ręce mi się trzęsły, pot spływał kroplami po plecach, tak jakby zagarnęła mnie wielka fala, która zwala człowieka z nóg. Nie wiedziałam, czy to ogień, czy woda, tajfun. To coś uderzyło we mnie z wielką siłą, zagarnął mnie żywioł.

(...) Gdy widzę, że ktoś dostaje złoty medal, zawsze płaczę, nie mogę opanować łez, one same mi płyną z oczu. I wtedy też miałam mokre policzki. Z zachwytu, zauroczenia muzyką i Grzegorzem. Zagarnęła mnie wielka siła.

A on z jakiego był świata?

- Ze świata książek. Urodził się w Tczewie, jego mama była fryzjerką, a tata dyrektorem w przemyśle mleczarskim. Miał dwie siostry. To był bardzo dobry, konserwatywny dom. Z małego mieszkania w bloku wyrwał się do Torunia, kiedy już poznał swoją pierwszą żonę.

Jola pochodzi właśnie z Torunia, gdzie też studiowała polonistykę. Zresztą przedwczoraj się widziałyśmy i gorąco się uściskałyśmy. Jest między nami wielka serdeczność. Nigdy nie sądziłam, że będę w takich relacjach z byłą żoną mojej miłości. Powinna mnie nienawidzić. A ja powinnam mieć wobec niej poczucie winy. Ale myślę też, że uratowałam ją przed znacznie większą klęską. Przed samotnością. Na rozstania jest pora w młodości, wtedy można jeszcze naprawić sobie życie. Ja płacę o wiele wyższą cenę. Ale wybiegam za daleko w przyszłość.

Byliście jednak znaną parą, nawet w tamtych czasach.

- Bo byliśmy rozpoznawalni, ludzie na nas patrzyli - wydawaliśmy się im niezwykle barwni, energiczni, dynamiczni, awangardowi. Nadawaliśmy ton, na nas się ubierano, na nas się czesano. Teraz jak przeglądam zdjęcia i trafiam na swoją pierwszą fotografię z Grzegorzem, którą zrobił nam Józek Robakowski przed naszym domem w Łodzi przy mojej wielkiej ciężarówce, widzę, że oboje wyglądamy rewelacyjnie. Niewiarygodnie wystylizowani, byliśmy wtedy guru stylu i zachowania dla naszych rówieśników.

 

(...) Uważałam, że wszystko jest w normie, nic nas jeszcze nie łączy oprócz tego, że jesz z kimś obiad. Nie dotykaliśmy się, nie chwytał mnie za rękę, ale widziałam, jak na mnie patrzy, że mnie pochłania. On przy mnie nawet nie mógł przełknąć tego de volaille'a, podczas gdy ja pożerałam wielki kawał indyka. Dopiero potem powiedział mi, że był jak opętany. Stałam się jego obsesją. A przecież miał różne romanse i różne dziewczyny. Tylko że ja nie należałam do grupy fanek. Jego przygody z fankami nagle się urwały, bo spotkał kobietę, która go pochłonęła. Nasz związek bardzo długo wyglądał właśnie tak - wielkie emocje, ale trzymane na wodzy.

Strasznie się bałam, że go skrzywdzę. A przede wszystkim nie wierzyłam, że to przetrwa. Dopiero po wielu, wielu miesiącach spotykania się spędziliśmy pierwszą noc, która trwała trzy doby.

 

Obywatel i MałgorzataObywatel i Małgorzata "Nasze pierwsze zdjęcie. Mój sławny willys 4 wiheel drive. Łódź, ulica Piłsudskiego. Fot. Józek Robakowski

 

"Nasze pierwsze zdjęcie. Mój sławny willys 4 wheel drive. Łódź, ulica Piłsudskiego". Fot. Józek Robakowski

Twój mąż miał nadzieję, że nie będziesz umiała z Grzegorzem żyć na co dzień? Chciał wam odebrać waszą odświętność? Walczył?

- Masz rację. Kiedy powiedział: "Idź, spróbuj z nim zamieszkać", tak zrobiłam. To było po wielu miesiącach moich krętactw i krętactw Grzegorza. Jola, jego żona, nigdy nie przyjeżdżała do Warszawy i nigdy nie zadawała mu pytań, tak samo jak Józek. Ja bym zrobiła piekło na ziemi i zresztą zrobiłam, kiedy dziewięć lat później odkryłam zdradę Grzegorza. A Józek, który wiedział, dlaczego wyjeżdżam, o nic nie pytał. W podtekście czytałam: "Jeżeli to nie jest to, wracaj, tu jest twój dom". Mężczyźni tak nie robią, kiedy kobiety ich zdradzają. Mężczyźni odchodzą. Ryczałam jak bóbr.

"Obywatel i Małgorzata" w wersji elektronicznej do kupienia na Publio.pl>>

Wciąż nie rozumiem - skoro rozstanie z mężem było dla ciebie tak bolesne, czemu nie zerwałaś znajomości z Grzegorzem?

- Bo to było silniejsze - pasja, zawirowania - wszystko razem. Traci się rozum, traci się harmonię, w jakiej się żyło.

A ty się nie obawiałaś, że najpierw zrobi to jednak on?

- Nie. Jeżeli myślałam kiedykolwiek o tym, że kiedyś się rozstaniemy, to raczej wyobrażałam sobie, że ja go opuszczę. Bałam się, że nasz świat nie będzie mi wystarczał i kiedy minie zakochanie, zamknę za sobą drzwi. Przede wszystkim dlatego, że świat z moim mężem był bogatszy, szerszy. Mówiłam już o tym, bywali u nas pisarze, profesorowie, naukowcy, krytycy sztuki. Kompletnie inny poziom dyskusji. Wyjazdy do domów pracy twórczej. To nie były koncerty rockowe. Z Józkiem wyjeżdżaliśmy na kongresy sztuki czy na wielkie międzynarodowe wystawy. To była nieustanna wymiana myśli. Niesłychanie inspirująca.

Pamiętam cię jednak z lat osiemdziesiątych, sprawiałaś wrażenie bardzo szczęśliwej z Grzegorzem.

- Bo byłam szczęśliwa i nieszczęśliwa zarazem. Z jednej strony szczęście z nowym mężczyzną, a z drugiej nieszczęście z powodu porzucenia poprzedniego. Poza tym wrażenie zewnętrzne jest często mylące. Cierpiałam, ale ukrywałam to. Do dzisiaj ludzie mówią: "Jaka ty jesteś dzielna, zawsze uśmiechnięta". Mówili też wtedy, gdy po rozstaniu z Grzegorzem byłam bliska samobójstwa.

Grzegorz słuchał twoich rad?

- Słuchał i uwielbiał moje pomysły, wiedział, że robię to z miłości. Nie miał jednak poczucia, że ulega mnie jako kobiecie. Nie miał takich kompleksów. Gdyby był człowiekiem małego formatu, to może by się buntował. Obawiałby się, że mu kradnę jego osobowość. Ale on z tym nigdy nie miał problemu, ponieważ był wielki. A ludzie wielcy korzystają z pomysłów innych, nie odbierając tego jako zamach na ich tożsamość.

(...) Erotyzm był ważną sferą naszego życia. Mieliśmy w tych sprawach dużą fantazję, a zwłaszcza Grzegorz. To on wpadł na pomysł, żebyśmy czasami umawiali się na randkę w hotelu jak obcy ludzie. Potrzebowaliśmy intymności, której w naszym domu nie mieliśmy, bo albo krążyły po nim fanki, albo przygotowywaliśmy koncert, więc przychodzili muzycy, często też mieszkała z nami mama Grzegorza. Jeśli się kochaliśmy, to ukradkiem i po cichu, gdy wszyscy spali. To może zabić namiętność. Przebieraliśmy się więc za nieznajomych i umawialiśmy się na mieście. Uwielbialiśmy takie zabawy. Ja byłam kobietą do wynajęcia przez telefon, a Grzegorz bogatym biznesmenem. To wszystko było bardzo podniecające. Seks dla niego był twórczością, jak muzyka. Miał swoją fabułę, Grzegorz ubierał go w jakieś zdarzenie. Potrafił zatrzymać windę w wieżowcu albo samochodem z rozpędem wjechać w pole i tam zaczynaliśmy się kochać. Przy jego fantazji związek nigdy nie miał posmaku zwykłości.

 

Obywatel i MałgorzataObywatel i Małgorzata "W domu na Puzonistów. Siedzimy na naszej wielkiej kanapie przed kominkiem". Fot. Materiały prasowe/Archiwum prywatne

 

"W domu na Puzonistów. Siedzimy na naszej wielkiej kanapie przed kominkiem". Fot. Materiały prasowe / Archiwum prywatne

Czy ty w końcu wyszłaś za mąż za Grzegorza? Wszyscy do dziś uważają cię za jego żonę.

- Nie, nie zdążyłam. Mówiłam ci już, że bałam się tego związku i chciałam zostawić sobie furtkę do wolności. Jeśli będzie mi źle, to po prostu odejdę.

Kiedy wyczułaś, że coś pęka między wami?

- Nigdy, nigdy nie wyczułam, ponieważ nigdy się nie kłóciliśmy. Byliśmy ze sobą bardzo blisko i zawsze wszędzie razem. Rozstawaliśmy się tylko wtedy, kiedy wyjeżdżałam na zdjęcia albo on wychodził na długie nagrania. Kiedy potem ktoś mi powiedział, że właśnie wtedy spotykał się z Anią, w ogóle nie dopuszczałam do siebie myśli, że naprawdę tak było. Nie czułam, że między nami jest inna kobieta. Myśmy cały czas się kochali i była między nami namiętność. Grzegorz robił wrażenie na wszystkich kobietach, ale nigdy nie dał mi do zrozumienia, że któraś z nich jest obiektem jego zainteresowania.

Co byś zrobiła, gdybyś wiedziała?

- Przerwałabym tamten związek, nie dopuściłabym do tego, żeby zakochał się w kimś innym. Byliśmy od siebie przecież psychicznie uzależnieni. Nieustannie powtarzał, że jestem jego najbardziej kochaną kobietą, kobietą jego życia. Zawsze był blisko mnie. Nie wyobrażał sobie, żeby jakiś utwór czy koncert powstał bez mojej oceny. Kiedy byłam blisko, czuł się spokojny, czuł, że jesteśmy w komplecie i ja nad wszystkim panuję.

Jaki więc błąd popełniłaś?

- Może byłam za mało czuła, może ten dom nie miał w sobie spokoju, zawsze przepełniony ludźmi, może Grzegorz nie miał intymności. Nie zauważyłam jednak, że potrzebuje wyciszenia i przerw w tym nieustannym jarmarku. Wydawało mi się, że on wszedł w nasze życie właśnie z takiego wyciszenia, z pauzy, więc przy mnie rozkwitł. Cieszył się tym, co działo się wokół niego, nas. Dopiero kiedy się rozeszliśmy, ktoś powiedział, że Grzegorz był zmęczony takim "publicznym domem kultury".

(...) Myślę, że potem rozstaliśmy się także dlatego, że przestałam fascynować się każdym jego słowem i ruchem. To robi z nami codzienność, problemy życia, rachunki i obowiązki. To wszystko odbiera nam poczucie wielkiego święta bycia z drugim człowiekiem.

A pojawiła się kobieta, która się do niego niemal modliła. W końcu mu się nie dziwię, bo ja sterczałam rozczochrana i zziajana na drabinie, ustawiając na Grzegorza kamerę, a Ania w pożyczonej ode mnie sukience siedziała w pierwszym rzędzie wpatrzona w niego. No to która z nas była wtedy bardziej interesująca? Ludzie potrzebują takich modlących się wyznawców. Kiedy zaczynają być ze sobą, chcą być jednością, chcą odczuwać tak samo. Dopiero potem zaczynają się rozdzielać, stają się odrębni, stanowią sami o sobie. Już nie podobają im się te same kolory. Na początku szukamy podobieństw. Lubisz zieleń? O, ja też! I tak bez końca.

Gdybyś nie wywołała pożaru, wszystko mogło inaczej się potoczyć?

- Teraz tak uważam, bo przecież w końcu wróciłam do domu - znalazł mnie u Ewy Sałackiej i przywiózł. Jeszcze dwa miesiące byliśmy razem. To było niezwykle intensywne bycie. Euforia podszyta rozpaczą. Tak jakby coś się kończyło, ale jeszcze była szansa, by to uratować. Grzegorz chciał mi powiedzieć - słuchaj, ja to załatwię, jestem tylko z tobą, ten dom, to dziecko - Weronika - są dla mnie najważniejsze.

Nie przyszło ci do głowy, że ją po prostu kochał?

- Nie przyszło mi do głowy, że mógł się zakochać i że ta miłość zakręciła nim tak, że postanowił wszystko rzucić. Tego nie mogłam zrozumieć. Bo gdyby przyjechał i powiedział: będąc w Ameryce, zakochałem się w Meryl Streep, tobym zrozumiała. Ale fascynacja kimś, kogo znał od dawna, kimś, kto nie może ze mną konkurować, kto nie da mu tego, co ja mu dawałam? Bo ja wiedziałam, co Grzegorza we mnie porwało i opętało. W jego drugim związku nie mogłam tego odnaleźć. Gdyby powiedział: bo z nią jest ciekawiej, bo to jest fantastyczny świat, bo wchodzimy na wyżyny intelektualne? Ale nie powiedział tego, bo to byłaby nieprawda.

Spotykaliście się z Grzegorzem po rozstaniu?

- Przychodził do Weroniki, więc z konieczności widywał i mnie.

 

Obywatel i Małgorzata

Fragmenty rozmowy pochodzą z książki "Małgorzata Potocka. Obywatel i Małgorzata" Małgorzaty Potockiej i Krystyny Pytlakowskiej wydanej przez Czerwone i Czarne. Fot. Materiały prasowe / Archiwum prywatne

Więcej o: