Horrory

Mija kwadrans, cichnie siorbanie, do chóru sennego sapania dołącza cienki dziecięcy głosik. Kobieta wstrzymuje oddech, kamera pokazuje w zwolnionym tempie, jak butelka wysuwa się z paszczy monstrum, kobieta sina z niedotlenienia odkłada dziecko na bok, przykrywa je delikatnie kołderką i nie zaczerpując jeszcze powietrza, układa się na boku

W drugorzędnych filmach z dreszczykiem zwykle występuje motyw:

"I kiedy już myśleli, że on nie żyje, wtedy nagle...". Zbrodzień powstaje z martwych, wyrywa z własnej piersi kuchenny tasak i rzuca nim we wrzeszczącą blondynkę o policzkach umazanych błotem i krwią. Tasak już-już rozpłatuje jej głowę, kiedy on - bo jest na szczęście on - zrywa ze ściany szablę dziadka i ostatecznie przeszywa nią serce zbrodniarza. Blondynka przestaje wrzeszczeć, tasak jak bumerang zmienia tor lotu, zbrodzień osuwa się na podłogę, a pod dom podjeżdża osiem policyjnych samochodów. I żyli długo i szczęśliwie, a przynajmniej dobrze się wyspali.

Ten scenariusz jest oczywiście doskonale znany matkom małych dzieci.

W rzeczywistości wygląda to tak:

Trzecia nad ranem, ciepła wiosenna noc. Przez uchylone okno słychać cykanie cykad tylko trochę zakłócane przez ryk odpalanego motoru. Kamera wjeżdża do pomieszczenia. Równe, spokojne oddechy. Muzyka wzmacnia się, napięcie narasta. Małżeństwo - typowi przedstawiciele średniej klasy średniej - błogo śni. Kamera prześlizguje się po ich odprężonych twarzach i pokazuje ruch pod białą kołdrą. Ruch narasta, muzyka staje się coraz głośniejsza, na twarzy kobiety pojawia się niepokój, twarz mężczyzny pozostaje spokojna. Przez muzykę zaczyna się przedzierać szelest pościeli i inny, trudny do jednoznacznego zakwalifikowania odgłos. Miauczenie marcowych kotów?

Dźwięk narasta, zaczyna przypominać wrzask kici, którą dopadło spragnione towarzystwa niemowlę, kobieta zrywa się, werble grzmią, ze zmiętej pościeli wydobywa się MONSTRUM. Spazmatycznie płaczący chłopczyk staje na czworakach, pada, przekręca się o 180 stopni, kopie kobietę w brzuch, wbija palce w oko śpiącego mężczyzny, wrzeszczy, wrzeszczy, WRZESZCZY. Kobieta pewnym, wyćwiczonym ruchem sięga po butelkę wody, składa ofiarę monstrum. Wrzask milknie jak ucięty nożem, werble cichną, słychać cykady, motor i ciche siorbanie. Mężczyzna przewraca się na drugi bok, jego oddech powraca do uprzedniej spokojnej melodii, kobieta mamrocze pod nosem kołysankę, monstrum pije.

Mija kwadrans, cichnie siorbanie, do chóru sennego sapania dołącza cienki dziecięcy głosik. Kobieta wstrzymuje oddech, kamera pokazuje w zwolnionym tempie, jak butelka wysuwa się z paszczy monstrum, kobieta sina z niedotlenienia odkłada dziecko na bok, przykrywa je delikatnie kołderką i nie zaczerpując jeszcze powietrza, układa się na boku. Przykrywa się strzępem kołdry, wsłuchuje się w cykady i sapanie, zamyka oczy, a na jej twarzy pojawia się błogi uśmiech. I kiedy już myśli, że...

Wtedy zbrodzień się przebudza, werble, miauczenie, wrzask, oszalałe z paniki koty pierzchają na sąsiednie podwórko, pies kobiety i mężczyzny ucieka pod kanapę, mężczyzna na chwilę przestaje sapać, kobieta łapie butelkę, strąca budzik, wypadają z niego baterie, turlając się pod półki z książkami, wrzask, wrzask, wrzask - i raptem wszystkie dźwięki gasną jak ucięte nożem. Monstrum pije.

Kobieta przypomina sobie fragmenty poradników dla rodziców obiecujące, że odstawiane od piersi dziecko raz-dwa zorientuje się, że dla butelki wody nie ma sensu się budzić i wycina scyzorykiem na ścianie swej celi szóstą kreskę oznaczającą kolejną nocną pobudkę. Cóż, jej maleństwo po prostu pokochało wodę.

Mija kwadrans, świta, oddechy układają się w spokojny chórek, butelka wody jest już pusta, kobieta wstrzymuje oddech - i wiemy, co będzie dalej.

Życie to nie kino. Nie przyjedzie sześć radiowozów, nikt przybrudzonej blondynki nie otuli kocem termicznym i z całą pewnością on i ona nie pójdą odespać nocy zbrodni, gdy o szóstej nad ranem ich wesoły szczygiełek obudzi się w rozkosznym humorze, skory do zabaw i chichotów. Szczygiełek włoży im palce do oczu, a oni, para zombi*, powloką się przyszarzali, nakofeinowani do pracy. Czy ta blondynka od tasaka poszła dzień później do pracy?

*Tak, to nie jest błąd - oboje wyglądają jak zombi, oboje są niewyspani, oboje słaniają się na nogach, oboje potrzebują dwóch litrów espresso, przeżutych przez kogoś rogalików na śniadanie - ze zmęczenia nie mają siły ruszać szczękami. OBOJE, choć uważny widz dostrzegł zapewne, że niektórzy nie mieli wcale takiej złej nocy.

Cóż, to po prostu siła empatii

Więcej o: