Jestem zaniepokojony

Rozmowa z seksuologiem Wiesławem Sokolukiem, z której wynikają raczej pytania i wnioski niż definitywne stwierdzenia

Anna Dodziuk: Stan świadomości społecznej wobec zjawiska homoseksualizmu jest niepokojący. Chyba jako społeczeństwu daleko nam do tolerancji.

Wiesław Sokoluk: Niedawno prowadziłem zajęcia na ten temat ze słuchaczami zaocznych studiów pedagogicznych i zdumiała mnie ich ambiwalencja: wyczuwalny był rodzaj pogardliwej niechęci do homoseksualistów, a równocześnie padały słowa o tolerancji i niedyskryminowaniu mniejszości. Ci młodzi ludzie starali się zachować obiektywizm, ale to, co mówili o zjawisku homoseksualizmu, było mieszaniną merytorycznie poprawnych informacji z klasycznymi przesądami i obiegowymi stereotypami. Niemniej ta grupa była otwarta, gotowa do dyskusji i rewizji swoich poglądów.

 

Natomiast kiedy pracowałem z chłopakami ze szkół technicznych, już pełnoletnimi (jedna w małej miejscowości na Mazowszu, druga w dużym okręgu przemysłowym), byłem zaskoczony poziomem agresji - żeby nie powiedzieć nienawiści - i kompletnym zamknięciem się na jakąkolwiek informację z zewnątrz. Naprawdę nie próbowałem ich przekonać, chciałem tylko, żeby wysłuchali, jaka jest wiedza na ten temat, żeby dopuścili trochę rzeczywistości. Ale moja próba zachęcenia ich do obiektywnego spojrzenia nie udała się - i nie dlatego, że byli niewysublimowani intelektualnie. Zapytałem, czy mieli kiedykolwiek do czynienia z homoseksualistą. Jedyne doświadczenie, o jakim ktoś powiedział, to: "Raz się taki dobierał do mnie, ale mu dołożyłem". A w ogóle uważali, że należy tępić gejów. Pytałem: "W czym oni wam zagrażają? Co wam zrobili?". Żaden nie był w stanie odpowiedzieć, a moje pytania tylko uruchamiały jeszcze większą agresję. Tyle w tym było emocji, jak u rasistów. Dla mnie niezwykłe było to, że nie potrafili nic powiedzieć na uzasadnienie swojej nienawiści. Brzmiało to tak, jakby ci geje krowom mleko odbierali. "Czemu pan ich tak broni?" - to postawa charakterystyczna nie tylko dla tych chłopaków: jeżeli mówisz obiektywnie, zgodnie ze stanem wiedzy, zostaniesz uznany za gejofila.

Czy takie było nastawienie tylko do męskiego homoseksualizmu?

Wspomniałem, że dziewczyny też bywają homoseksualne, a chłopcy powiedzieli: "Niech nam pan opowie coś fajnego o lesbijkach". Bo ten temat jest podniecający. W męskich fantazjach częste jest podglądanie lesbijek, które potem zapraszają do seksu. W każdym razie to nie budzi agresji, raczej erotyczną ciekawość.

Czy są jakieś różnice pomiędzy orientacją homoseksualną u mężczyzn i kobiet?

U mężczyzn skłonności do przeciwnej lub swojej płci są dużo wyraźniejsze. Wszyscy jesteśmy biseksualni, nasza orientacja mieści się na kontinuum od homo- do heteroseksualizmu, jednak mężczyźni skupiają się raczej na końcach tego kontinuum, wedle zasady "albo-albo", podczas gdy u kobiet jest to dość płynne, raczej zgodnie z zasadą "bardziej-bardziej".

Co parę miesięcy pojawiają się w gazetach artykuły o leczeniu homoseksualistów.

Jeżeli pochodzenie homoseksualizmu jest nieznane, to możliwe jest tylko leczenie objawowe, niezbyt skuteczne. Zresztą mówiąc o leczeniu, zakładamy, że to choroba, a co to miałoby znaczyć, że ktoś zachorował na homoseksualizm? Trzeba więc raczej mówić o próbie zmiany orientacji. Załóżmy, że ktoś zabrałby się za to przy mocnej motywacji takiej osoby, która nie akceptuje swojego homoseksualizmu. Ale co wobec tego będzie wskaźnikiem wyleczenia? Czy to, że ta osoba podejmie kontakty heteroseksualne? Czy że założy rodzinę? Czy może to, że rodziny co prawda nie założy i nie będzie miała kontaktów heteroseksualnych, ale zaniecha homoseksualnych? Przez jak długi czas osoby, które twierdzą, że leczą, prowadzą kontrolę takich przypadków? Czy nie są im znane sytuacje, gdy te osoby co prawda zakładały rodzinę, ale równocześnie miały kontakty homoseksualne? Zdarza się, że żona takiego mężczyzny wraca do domu i zastaje go w łóżku nie z kochanką, lecz z kochankiem.

Czy to oznacza, że homoseksualizmu nie można wyleczyć?

W piśmiennictwie nie znalazłem żadnego udokumentowanego przypadku udanej zmiany orientacji. Takie przypadki nie są mi znane również z praktyki.

Odnoszę czasem wrażenie, że osoby nastawione na leczenie homoseksualistów chciałyby ich też reedukować.

W średniowieczu karano śmiercią stosunki seksualne z osobami tej samej płci, a więzienie groziło za homoseksualizm jeszcze w okresie międzywojennym. Jednak tylu ludzi to robiło, że nie może to być kwestią wyboru ani reedukacji. Bo jak inaczej niż czynnikami biologicznymi wyjaśnić to, że procent gejów jest stały, niezależnie od tego, jak bardzo restrykcyjne było społeczeństwo?

Więcej o: